"Ten cichy" z Led Zepelin. Niewielu wie, jak naprawdę nazywa się John Paul Jones
"Najmądrzejszym gościem w Led Zeppelin był John Paul Jones. Dlaczego? Bo nigdy nie dał się przyłapać w żenującej sytuacji" - tak o słynnym basiście rockowej legendy mówił Benoit Gautier, pracownik francuskiego oddziału wytwórni Atlantic Records. To właśnie świętujący 3 stycznia 80. urodziny John Paul Jones uznawany był "tego cichego" ze słynnego kwartetu, który przez wielu uznawany jest za jeden z najlepszych zespołów w historii.

Choć Led Zeppelin działał raptem przez 12 lat, do dziś uznawany jest za jedną z największych grup w historii nie tylko rocka, ale całej muzyki. Do inspiracji twórczością brytyjskiego kwartetu przyznają się tłumy współczesnych muzyków, a szacuje się, że na świecie sprzedano między 200 a 300 mln płyt, co plasuje grupę w gronie 10 najpopularniejszych wykonawców wszech czasów.
Początki zespołu sięgają korzeniami w The Yardbirds, który obwołano później kuźnią gitarowych talentów. To właśnie tam swoje umiejętności szlifowali Eric Clapton (później John Mayall & The Bluesbrakers, Cream i kariera solowa), Jeff Beck (potem Jeff Beck Group z Rodem Stewartem w roli wokalisty, supergrupa Beck, Bogert & Appice i kariera solowa) i Jimmy Page. Gdy w 1968 r. okazało się, że ten ostatni musi wypełnić kontraktowe zobowiązania, do współpracy zaprosił wokalistę Roberta Planta, perkusistę Johna "Bonzo" Bonhama i multiinstrumentalistę Johna Paula Jonesa, który objął funkcję basisty. W ten sposób powstał skład obwołany The New Yardbirds.
Początki Led Zeppelin. "Od razu staliśmy się zespołem"
"Nie mieliśmy wielkich ambicji. Założyliśmy sobie: Spróbujemy zrobić coś razem i przekonamy się, co z tego wyjdzie" - mówił Jimmy Page.
John Paul Jones miał już doświadczenie w jazz-rockowej grupie Jett Blacks, w której występował również m.in. słynny jazzowy gitarzysta John McLaughlin. W latach 60. jako muzyk sesyjny i aranżer intensywnie pracował z tak różnymi wykonawcami, jak m.in. The Rolling Stones, Donovan, Cat Stevens, Rod Stewart, Dusty Springfield. "Nie pamiętam 3/4 sesji, w których brałem udział" - przyznał po latach.
To z tamtych czasów pochodzi jego pseudonim John Paul Johns - muzyk na świat przyszedł pod nazwiskiem John Richard Baldwin. Nową tożsamość podsunął mu przyjaciel, producent Andrew Loog Oldham, pracujący m.in. z The Rolling Stones. John Paul Jones był tytułowym bohaterem filmu o XVIII-wiecznym oficerze marynarki wojennej z czasu amerykańskiej wojny o niepodległość. To właśnie na plakat tego filmu z 1959 r. zwrócił uwagę Oldham podczas pobytu we Francji. Pierwszym utworem nagranym jako John Paul Jones był podwójny singel "Baja" / "A Foggy Day in Vietnam" z 1964 r.

Trwająca kilka lat niezwykle wyczerpująca praca studyjna (jak sam mówił, spędzał tam nawet po 6-7 dni w tygodniu) sprawiła, że muzyk był bliski kompletnego wypalenia zawodowego. Oferta dołączenia do zespołu, który wkrótce miał być znany jako Led Zeppelin, była wybawieniem, choć sam John Paul Jones nie zdawał sobie konsekwencji, jak bardzo zmieni to jego życie.
Po pierwszej próbie w sierpniu 1968 r. wiedział, że to wszystko wypali. "Od razu staliśmy się zespołem" - stwierdził basista i klawiszowiec. Po kilku miesiącach okazało się, że potrzebna jest nowa nazwa. Wtedy Jimmy Page przypomniał sobie rozmowy toczone z wspomnianym Jeffem Beckiem oraz muzykami The Who: basistą Johnem Entwistle'em i perkusistą Keithem Moonem. Ten ostatni stwierdził, że taka supergrupa byłaby kompletnym niewypałem, bo "poleciałaby jak ołowiany balon". Balon stał się sterowcem, a z angielskiego słowa "lead" (ołów) zniknęła jedna literka - tak powstał Led Zeppelin.
Szybko okazało się, że Keith Moon ogromnie się mylił. Led Zeppelin w ciągu ledwie dziewięciu dni nagrali swoją pierwszą płytę. Prace w studiu zajęły muzykom zaledwie 36 godzin. Tak krótki czas związany był z jednej strony z kosztami (całość zamknęła się w kwocie niespełna 1800 funtów, którą wyłożyli Jimmy Page i Peter Grant, menedżer Led Zeppelin, traktowany jako piąty, nieoficjalny członek grupy), a z drugiej zespół miał dobrze przygotowany i opracowany materiał.
"Jedynka" Led Zeppelin. Najwspanialszy debiut w historii muzyki
Wydana w połowie stycznia 1969 r. "jedynka", zatytułowana po prostu "Led Zeppelin", obecnie uznawana jest za jeden z najwspanialszych debiutów w historii muzyki. Tylko w USA pokryła się ośmiokrotnie platyną. Debiut Led Zeppelin ma zaszczytne miejsce w gronie "płyt, które zmieniły muzykę", "1001 albumów, które musisz posłuchać przed śmiercią" czy "100 najlepszych płyt wszech czasów". W serwisie Metacritic agregującym recenzje, "Led Zeppelin I" ma bliską ideałowi ocenę 97/100, choć krótko po premierze ówcześni krytycy wcale nie byli zachwyceni. Rozczarowani muzycy postanowili, że będą unikać prasy, czego trzymali się przez całą swoją karierę.
"Powinni znaleźć producenta, wydawcę i materiał warty ich wspólnych talentów" - narzekał "Rolling Stone".
Wkrótce zespół występy w małych klubach zamienił na koncerty przed wielotysięcznymi tłumami na wielkich stadionach. Z początkiem lat 70. Led Zeppelin był najpopularniejszym zespołem na świecie, a ich piosenki stały się rockowymi hymnami.
Do dziś miejsce w historii mają także trzy kolejny płyty, nazywane kolejno "Led Zeppelin II" (1969), "Led Zeppelin III" (1970) i "Led Zeppelin IV" (1971). "Dwójka" zdaniem wielu krytyków dała początek heavy metalowi, "trójka" prezentuje bardziej folkowe oblicze, a "czwórka" przyniosła wzorzec rockowej ballady - "Stairway to Heaven".
Studyjny dorobek kwartetu obejmują jeszcze "Houses of the Holy" (1973), "Physical Graffiti" (1975), "Presence" (1976) i "In Through the Out Door" (1979). W 1982 r. - dwa lata po zakończeniu działalności - pojawiła się kompilacja niepublikowanych utworów, czyli "Coda".
Śmierć Johna Bonhama. To był koniec
Historię Led Zeppelin przerwała śmierć Johna "Bonzo" Bonhama w wieku zaledwie 32 lat. Jak stwierdził koroner na podstawie sekcji zwłok, feralnego 24 września 1980 roku perkusista wypił 40 kieliszków, czyli około 2 litrów wysokoprocentowego alkoholu w krótkim czasie. Zamroczonego muzyka do łóżka przetransportowali koledzy z zespołu. Następnego dnia John Paul Jones i Benji LeFevre (nowy tour manager) nie mogli go dobudzić - okazało się, że perkusista udusił się wymiocinami.
Wstrząśnięci muzycy odwołali zaplanowaną trasę po Ameryce Północnej. 4 grudnia 1980 r. pojawiło się oświadczenie podpisane przez Led Zeppelin, że w związku ze śmiercią swojego przyjaciela zespół przestaje istnieć.
To Jones razem z "Bonzo" był odpowiedzialny za ciągnący do przodu całość charakterystyczny groove. Obaj byli fanami muzyki soul rodem z wytwórni Motown i Stax, co odróżniało ich od innych ówczesnych gwiazd rocka. "Wykorzystywaliśmy wpływy czarnej muzyki popowej w rocku, co zaprowadziło nas na szczyt" - mówił basista.
Choć cała czwórka z Led Zeppelin nie stroniła od rock'n'rollowego trybu życia, to właśnie John Paul Jones był uznawany za "tego cichego" z zespołu, mimo, że nie odstawał od kolegów.
Ogromny sukces, wyczerpujące trasy i intensywna praca sprawiła, że basista w połowie lat 70. chciał nawet opuścić zespół, by spędzać więcej czasu z rodziną (w 1967 r. poślubił Maureen Hegarty, nazywaną Mo; mają trzy córki).
"Kiedy dołączyłem do grupy, nie sądziłem, że to potrwa tak długo. Myślałem, że po dwóch-trzech latach będę kontynuował swoją karierę jako muzyk i twórca muzyki filmowej" - mówił po latach w magazynie "Mojo".
John Paul Jones: Nie interesuje mnie patrzenie w przeszłość
Po śmierci Johna Bonhama Jones ponownie zajął się pracą studyjną z innymi wykonawcami. Współpracował z m.in. Paulem McCartneyem, Diamandą Galas, R.E.M. i Heart. Pod swoim nazwiskiem wydał w sumie trzy płyty: "The Sporting Life" (1994) z wspomnianą Diamandą Galas, "Zooma" (1999) i "The Thunderthief" (2001). W późniejszych latach wspierał swoim doświadczeniem także m.in. Foo Fighters, The Mission i Uncle Earl.
Znajomość z Dave'em Grohlem, liderem Foo Fighters i byłym perkusistą Nirvany, dała studyjny i koncertowy efekt pod szyldem Them Crooked Vultures. Skład tej supergrupy uzupełnił śpiewający gitarzysta Josh Homme z Queens Of The Stone Age, jednak obowiązki z macierzystych formacji sprawiły, że projekt okazał się efemerydą z przełomu lat 2009-2010. Trio (wspierane przez klawiszowca Grega Kurstina i gitarzystę Alaina Johannesa z QOTSA) wróciło na scenę w 2022 r. na dwa koncerty na stadionie Wembley w Londynie poświęcone pamięci Taylora Hawkinsa, zmarłego perkusistę Foo Fighters.
W ostatnich latach jeden z najlepszych basistów w historii rocka (jako idola wskazywali go m.in. John Deacon z Queen, Tom Hamilton z Aerosmith, Geddy Lee z Rush, Flea z Red Hot Chili Peppers, Steve Harris z Iron Maiden czy Gene Simmons z Kiss) pracował z twórcami muzyki klasycznej z Finlandii: kompozytorem Magnusem Lindbergiem i wiolonczelistą Anssim Karttunenem pod szyldem Tres Coyotes (jako trio) i Sons of Chipotle (duet z samym Karttunenem).
- Mnie nie interesuje zbytnio patrzenie wstecz. Nie widzę w tym nic ciekawego - mówił John Paul Jones w rozmowie z Interią w 2002 r.







![Senny: "Artystycznie daję sobie chwilę oddechu" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000M7HDHOODU8K4W-C401.webp)
