Twój, Dawid: Świat jest twój, czyli możesz wszystko i co dalej? [WYWIAD]
Twój, Dawid to niezależny artysta, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Próbował już pisać książki, poezję, nagrywać filmy, lecz ostatecznie zdecydował się na tworzenie utworów i granie koncertów, bo uważa muzykę za sztukę totalną. Singiel "JESTEM HARDKOREM" zapowiada jego debiutancki album, zatytułowany "Świat jest twój", którego premiera już ostatniego dnia lata. W rozmowie z Interią wokalista opowiedział o haśle przewodnim płyty, zdradził kulisy telewizyjnego talent show, w którym wziął udział, opowiedział o swojej drodze do miejsca, w którym jest teraz, a także ujawnił, czego możemy spodziewać się po jego występie na Next Feście w Poznaniu.

Weronika Figiel, Interia Muzyka: Zaczniemy od twoich planów na najbliższy czas, czyli planów na debiutancką płytę - nadchodzi ona w tym roku! Co możesz nam zdradzić?
Twój, Dawid: - Będzie płyta w tym roku, w ostatni dzień lata, "Świat jest twój". Płyta będzie w koncepcji musicalowej. Aczkolwiek zanim się to wydarzy, to jeszcze jest parę singli, mnóstwo koncertów, EP-ka i dopiero wtedy ruszamy na poważnie.
Debiutancki album jest twoim spełnieniem marzeń? Artyści dzisiaj w ogóle marzą jeszcze o takim pełnowymiarowym debiucie płytowym?
- Ja takie debiuty albumowe miałem jeszcze jak zaczynałem pod wieloma pseudonimami, tworzyło się dużo muzyki i za każdym razem się myślało: "Dobra, to jest to, co wypłynie". Tak naprawdę Twój, Dawid urodził się rok czy półtora roku temu i jest to nowa postać dla mnie. Ale czuję, że przez te wiele lat, w których tworzyłem muzę, jest to dla mnie ważne i wiem, jak to robić przede wszystkim. Z tego się najbardziej cieszę - że się nauczyłem jak to wszystko zlepić w całość.
A w związku z tym czujesz się jeszcze debiutantem? Bo masz za sobą długą drogę, nawet pod tym pseudonimem - wydałeś sporo EP-ek, singli. Czy możesz nazwać siebie debiutantem?
- Myślę, że od nazywania jest raczej branża muzyczna niż sam artysta. Biorąc pod uwagę, na jakich scenach będziemy grać, ten "debiutant" jest dobrym określeniem. Ale ja nie za bardzo przykuwam do tego uwagę.
Kiedy miałbyś takie poczucie, że jesteś doświadczonym artystą - to jest już w tym momencie czy jeszcze przed tobą?
- Doświadczenie jakieś mam, ale biorąc pod uwagę to, ile żyć jest jeszcze prawdopodobnie przede mną, to będę doświadczony jeszcze bardziej. Chodzi właśnie o to doświadczanie... Czuję się już artystą, patrząc na to, że 100 procent mojego życia to jest tworzenie - do tego zawsze dążyłem, to był mój cel i spełniłem ten cel. Doszedłem do tego, że mogę żyć w ten sposób i jestem spełniony.
Niedawno ukazała się twoja nowa piosenka "JESTEM HARDKOREM". Jaka historia się z nią wiąże?
- Mój DJ URMATE. - pozdrawiam ciebie, Michał - powiedział, że warto, żebym odezwał się do Wrony, też DJ-a z grupy Wavy., która robi dnb (gatunek Drum and Bass - przyp. red.). Tak się z Wroną spiknęliśmy, on mi coś podesłał, powiedział, że to jest takie "twojedawidowe" bardzo. "Twój, Garaż" się nazywał ten bit (śmiech). No i co? W tym roku tak naprawdę zacząłem mówić, że "świat jest twój" i chciałem, żeby to był pierwszy numer, który otworzy ten rok. Z tym hasłem będę dumnie dalej kroczył.
Kiedy poczułeś, że "świat jest twój"? Czy ty w ogóle czujesz to właśnie w tym momencie?
- Czuję, że "świat jest twój"... Świat jest każdego z nas, każdy z nas podejmuje decyzje, które wpływają na rzeczywistość, jakiej doświadczamy kolektywnie. To hasło przyszło do mnie na początku tego roku. Nie wiedziałem, że aż tak bardzo zażre ze mną. Wiążą się z tym różne rzeczy - ja często miewam momenty dołów, egzystencjalnych kryzysów, bo skoro "świat jest twój", możesz wszystko, to po co cokolwiek? I czego tak naprawdę chcę? O tym też będzie album, że warto się zastanowić, jakie są nasze prawdziwe intencje, czy w kosmosie są szczyty do zdobycia.
Teraz jesteś z nami w ciemnych okularach, ale często występujesz w różowych szkłach. Patrzysz tak na świat - przez te przysłowiowe różowe okulary?
- Dokładnie tak. To jest moim zdaniem decyzja, którą podjąłem i którą podejmuję za każdym razem, jak cokolwiek się wydarzy. Nawet jeśli wszystko - nie ważne jak powierzchownie - wydawać by się mogło, że jest przeciwko mnie, to wiem, że na pewno mogę się z tego czegoś nauczyć, albo wyciągnąć coś pozytywnego. Później tworzy się kula śnieżna i spirala, która sprawia, że nie przejmuję się tak rzeczami, mam większe zaufanie do życia. Przeszedłem przez dużo różnych cięższych momentów i jestem tu, gdzie jestem. Zawsze jakoś wychodziło, mimo że często nie wiedziałem, jakim cudem może to wyjść. Wiem, że jak jest coś nie tak czy "źle", to to minie.
Mam pytanie o twój pseudonim artystyczny - Twój, Dawid. Skąd on się wziął? Mylili cię kiedyś z Dawidem Tyszkowskim?
- Wyjaśnię najpierw może, że ja jestem Dawid Tysowski. Rzeczywiście na początku, gdy Dawid Tyszkowski wypływał, a ja jeszcze nie byłem za bardzo w tym świecie muzyki, ludzie mi mówili: "O! Jesteś na plakatach". No nie... (śmiech). Raz gadałem z Po Prostu Kajtkiem, robiliśmy wywiad do festiwalu, który organizowałem. On wtedy do mnie też powiedział, że jestem Dawidem Tyszkowskim, a ja mówię: "Stary, proszę cię, znamy się" (śmiech).
Twój, Dawid wziął się stąd, że ja zawsze tak podpisywałem listy. To była zima 2024 na 2025, gdzie wcześniej miałem dużo różnych pseudonimów, ale uznałem, że chcę w końcu przestać używać pseudonimów i schować się... No właśnie (śmiech), "schować się". Podświadomość mi podsunęła to "schowanie", ale raczej zacząć coś, co będzie bardziej osobiste, personalne. Kiedyś pisałem bardzo dużo listów do przyjaciół i do rodziny - wtedy zawsze podpisywałem je "Twój, Dawid".
Twoje piosenki można w tym momencie uznać za listy - kierowane do kogoś albo do siebie samego?
- Są to listy i często są to listy do mnie. W momentach, w których mam jakieś upadki systemów wartości, tracę motywację, to puszczę sobie jakiś numer i myślę: "Okej, tamten Dawid trochę mi teraz pomaga, bo przypomina mi, dlaczego to robię".
Przechodząc do promocji twojej muzyki - wśród artystów często spotyka się takie podejście, że prowadzenie mediów społecznościowych jest wyczerpujące, trudne. Ty sporo publikujesz na Instagramie czy TikToku. Jest to coś, w czym też się dobrze odnajdujesz, tak jak w samej muzyce?
- Ja zawsze mówię ludziom, że jest tak, jak mówisz. Jak mówisz, że coś jest trudne, to będzie trudne. Ja przez długi czas mówiłem, że to jest trudne i nie robiłem tego, a potem powiedziałem: "A może to jest łatwe?". Zacząłem to robić i teraz to jest łatwe.
Widzisz przestrzeń na jakąś inną drogę dotarcia do fanów, jeśli ktoś kompletnie nie chciałby uczestniczyć w świecie mediów społecznościowych? Jest w dzisiejszych czasach jeszcze na to szansa?
- Jeśli chodzi o sztukę, to nie ma złotego przepisu czy złotego środka i jednej drogi dla każdego. Każdy dochodzi do swojego sukcesu czy do swoich odbiorców w inny sposób. Więc jedyne, co ja wiem, to moje doświadczenie i ewentualnie doświadczenie tych, którzy też to zrobili. Ja, idąc przez tę drogę i docierając do fanów przez rok czy półtora roku, nie do końca wiedziałem, co robię. Po prostu robiłem to bardzo intuicyjnie, słuchałem się głosu serca, odkrywałem się przez to, przełamywałem jakieś bariery - wstydu przede wszystkim. Ale też obnażałem się coraz bardziej, przestałem się bać. Dla mnie w tym wszystkim chodzi o przestawienie sobie systemu nerwowego, bo człowiek jednak - jako istota trybalna - nie ma zakodowane genetycznie, żeby się wyróżniać. To postrzegane jest przez układ nerwowy jako zagrożenie. Ja kilka razy robiłem sobie takie próby, że nagrywałem coś, co dla mnie było mega cringe'owe i wrzucałem to. Wow, nic się nie stało! Nikt mnie nie zaatakował, to nie jest zagrożenie dla mojego życia, więc jest okej. To przerabianie wstydu i przyzwyczajanie się do tego... Ale ja jestem człowiekiem i nie próbuję dać poprawnych odpowiedzi. Ja po prostu doświadczam, wyrażam się i let's see how it goes (Zobaczymy, jak to pójdzie - przyp. red.). Ja też nie wiem (śmiech).
A propos wyrażania siebie, masz za sobą przeszłość - a może nie przeszłość, tylko wciąż w tym jesteś - w filmie. Stworzyłeś pewną produkcję z przyjaciółmi. Co możesz nam powiedzieć o tym projekcie?
- Po liceum uznałem, że nie będę programistą, tylko wyjadę do Berlina i będę pisał książki. Pisałem książki i poezję, dużo podróżowałem i w pewnym momencie przyszedł do mnie też pomysł: "O! Chciałbym zagrać w filmie". Dodałem post na grupie na Facebooku: "Siema, tu jest moje zdjęcie, chcę zagrać w filmie". Zrobiliśmy jeden film amatorski, poznaliśmy się z ekipą, z którą zrobiliśmy po roku kolejny film, którego postprodukcja zajęła tak naprawdę cztery lata. Ja tam jestem totalnym dzieciakiem, bez wąsa (śmiech). Udało się już parę razy w Berlinie zagrać ten film, był też w Malezji screeningowany - w kraju, z którego pochodzi Wei, moja przyjaciółka, która reżyserowała ten film. Będzie też premiera w Londynie i niedługo premiera w Poznaniu, w moim ukochanym, jeżyckim kinie Rialto, któremu bardzo dziękuję, że udało się coś takiego zrobić.
Ten projekt filmowy wpłynął na to, w jaki sposób patrzysz na swoją twórczość muzyczną?
- Ja wszedłem w muzykę, dlatego że - tak jak mówiłem - próbowałem różnych rzeczy wcześniej. Próbowałem poezji, próbowałem pisać, próbowałem filmu. Muzyka jest dla mnie swego rodzaju sztuką totalną. Nie mówię, że to jest prawda uniwersalna, że nie ma czegoś bardziej totalnego - dla niektórych to film jest sztuką totalną, bo też są tam różne formy. Dla mnie, personalnie, muzyka jest sztuką totalną, gdzie mogę wszystkie swoje doświadczenia, z różnych dziedzin sztuki, interdyscyplinarnie połączyć w jedno. To jest kręcenie teledysków, budowanie całych historii i kampanii wokół produkcji, które tworzę. Dopiero gdzieś z perspektywy czasu, z retrospekcji, jak patrzę do tyłu, to mówię: "Acha, dobra, wtedy musiałem przejść przez to doświadczenie, żebym teraz wiedział, co zrobić". Ale wówczas było to po prostu próbowanie różnych rzeczy i going with the flow (płynięcie z prądem - przyp. red.) cały czas.
Niedawno miałeś okazję być na castingu do programu telewizyjnego typu talent show. Jakieś smaczki zza kulis?
- Na początku się bardzo stresowałem, bo wjechaliśmy tam od rana i od razu wywiad. Wiadomo, że on był trochę kierowany, bo to jednak telewizja, jest reżyser programu, który ma na to pewną wizję i chce, żeby to było stworzone w jakiś sposób. Potem mieliśmy próbę i tam była inna ekipa filmowa. Powiedzieli mi: "Słuchaj, Dawid, możesz tak tam za dziewczynami pochodzić w lewo i w prawo - tak, jakbyś był megazdenerwowany przed występem?". Mi wtedy coś kliknęło i mówię: "Acha, czyli to jest przed kamerami... To ja umiem przed kamerami przecież (śmiech), na co dzień jestem przed kamerami. To jest show, a ja umiem robić show". Wtedy całe ciśnienie mi zeszło. Podszedł do mnie później Czarek Czaruje, który robił tam kontent i pyta: "Co tam? Stresujesz się przed występem?", a ja mówię: "Stary, ja się nie stresuję przed występem. Ja się stresuję, jak nie mam roboty, jak nie mam co do garnka włożyć, a to jest po prostu występ, that's what I do (to jest to, co robię - przyp. red.)". No więc myślę, że takie smaczki... A sam występ - ja często tak mam, że jak występuję, to potem schodzę i mówię: "Nie no, masakra! Masakra. Muszę jeszcze więcej ćwiczyć, muszę jeszcze więcej koncertów grać, więcej tego". A jaka była odpowiedź, to dowiecie się na antenie, bo nie mogę mówić - coś tam podpisałem podobno (śmiech).
Specyfika dzisiejszych czasów mówi nam, że telewizja staje się coraz mniej popularna, a jednak takie programy wciąż funkcjonują. Myślisz, że jest to dobry sposób na wybicie się i dotarcie do większej publiczności?
- Myślę, że tak - tak to właśnie traktuję. Na pewno to jest wyjście poza bańkę, bo mam tę bańkę internetową, w której się coraz lepiej czuję, a telewizja to jednak większe grono odbiorców, może nastawienie się na większy hejt. Ja bardzo doceniam hejt, bo jestem świadomy, że jako artysta najważniejsze jest wywoływanie emocji. A jak się wywołuje emocje, to nie ma tak, że wszyscy cię kochają, bo jesteś zupą pomidorową, tylko jest i tak, i tak. Ja się przy tym staję silniejszy mentalnie, bardziej odcinam się od tego, co ludzie mówią. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Nie mam żadnych oczekiwań i tak naprawdę myślałem, że w ogóle mnie nie puszczą w tym programie (śmiech). Ale dostałem w zeszłym tygodniu SMS-a, że będę na antenie i bardzo mnie to ucieszyło.
Przejdźmy teraz do twoich najbliższych koncertów, a mianowicie Next Festa, który już za rogiem. Czym jest dla ciebie taki showcase'owy festiwal?
- Dla mnie - kolejnym kwadracikiem w kalendarzu. Te koncerty zawsze są dla mnie ważne, bo są to piwotalne momenty, w których wszystko to, co robię na backstage'u mojego życia - próby, tworzenie muzyki, wymyślanie rzeczy, zlecanie rzeczy, inwestowanie w rożne elementy show - zostaje zwieńczone. Ale to trwa bardzo krótko... Zaraz trzeba przygotowywać się do kolejnych rzeczy. Tak jak kiedyś czekało się na tę premierę, na ten koncert, bo to była rzadkość, tak teraz jest to kolejnym elementem. Trzeba zrobić promocję, próby, zagrać koncert, postpromocję, zrobić kontent, już dogadywać następną rzecz. To jest to doświadczanie życia jako artysta - koncert czy premiera jest kolejną rzeczą na timeline'ie. Ale no... Ja lubię grać koncerty. Bardzo lubię grać koncerty. Jak często tylko się da, to gram koncerty. Lubię być na scenie, lubię być z ludźmi. Po to się to robi - to wszystko, co jest z tyłu.
Jesteś artystą niezależnym, który dużo ma na swoich barkach. Nie miałeś nigdy tak, że chciałeś oddać się komuś w te przysłowiowe dobre ręce i tylko pisać piosenki, a ta osoba załatwiłaby za ciebie całą resztę?
- Miałem taką ofertę w tym roku. Mogłem naprawdę oddać się w dobre ręce i robić tylko muzę, ale to nie współgra ze mną. To nie o to w tym wszystkim chodzi. Ja nie chcę być wydmuszką na reklamach Fanty. Ja chcę być twórcą, który pobudza do myślenia, wytrąca ze schematów, dodaje coś do ewolucji, do świadomości kolektywnej ludzkości, a nie produktem. Miałem na stole taką ofertę, ale powiedziałem oferentowi, że bardzo mi miło, ale nie podpiszę tego, że możemy pójść na inny układ. Teraz jest taka sytuacja, że mam wsparcie dystrybucyjne, ale cały creative, cały backend, cała muzyka to jest moja broszka. Ja wszystko finansuję sam, wszystko wymyślam, mam swój zespół, który bardzo pozdrawiam. Jest to ogromny team - mam i zespół redakcyjny, i kontentowy, i choreografii oraz tancerek, i muzyczny. Także jest tu dużo zarządzania, ale ja to lubię. Lubię układać rzeczy, tworzyć światy, dlatego nie chciałem, żeby to zostało mi zabrane.
Mimo wszystko można jeszcze nazwać cię artystą początkującym, debiutującym. Jak w takim wypadku znaleźć fundusze na dopracowaną strategię, na występy, podczas których pojawia się dużo tancerzy, scenografia? Skąd znaleźć też ludzi, którzy chcą z tobą pracować przy takim projekcie?
- Do ludzi to ja akurat mam szczęście. Trafiam na dobrych ludzi, z pasją, zajawionych, którzy bardziej chcą robić te rzeczy ze mną, bo widzą, jaką mam na to wizję, a nie stricte pod wykonawców. Ja dbam o to, aby z ludźmi, z którymi pracuję, być przyjaciółmi po prostu. Mamy spotkania, oprócz samych prób czy pracy. A jeśli chodzi o finansowanie tego - przedsiębiorczość. Znajdź coś, co dobrze ci wychodzi, co lubisz robić i co można zmonetyzować. Zrób portfolio, z portfolio złap sobie jakąś pracę, żeby mieć stabilność finansową. W międzyczasie grinduj, żeby zbierać klientów pobocznych. Jak będziesz miał więcej klientów pobocznych, żeby się utrzymywać z tego, to przechodzisz na freelance, zakładasz swoją działalność i potem skalujesz tę działalność.
Wracając jeszcze na chwilę do Next Festa - będzie to koncert w Poznaniu, w twoich rodzinnych stronach. Jak się czujesz na scenie tak lokalnie? To dodaje stresu, że widzisz pod sceną znajome twarze, rodzinę czy może jest to wtedy bezpieczna przestrzeń?
- Ja ogólnie na scenie czuję się bezpiecznie. Jak grałem w Czechach, to też czułem się bardzo komfortowo, mimo że publika ani trochę nie kumała tego, co mówię, ale jednak vibeik poczuli. W moim mieście jest grupa znajomych odbiorców, którzy przychodzą koncert w koncert, bo wiedzą, że każdy koncert jest inny. Z występu na występ zawsze jest coś innego - może trochę inny repertuar, może inne poboczne rzeczy, dodaję ciągle coś do choreografii, scenografii, jakieś scenki rodzajowe pomiędzy, żeby to było rzeczywiście experience. Ja w pewnym momencie znudziłem się białasami, którzy stoją z mikrofonem na ogromnej scenie. Mówię: "Przecież ty masz tyle miejsca na tej scenie i tam jesteś tylko ty?! W Supreme? To ma na mnie robić wrażenie? Nie kupuję tego". Moi znajomi, przyjaciele przychodzą, moja rodzina też chodzi na koncerty, praktycznie na każdym są i dobrze jest ich tam widzieć. Cieszę się też, że widzą mnie w takiej odsłonie, bo odkrywam siebie. To jest dla mnie ważne, by bliskim osobom pokazywać siebie coraz bardziej.
Czego możemy spodziewać się po koncercie na Next Feście?
- To będzie trailer albumu, ponieważ po drodze wychodzi EP-ka, która jest bardziej rapowa i po Next Feście zagram jeszcze trzy, może cztery koncerty, które są bardziej w tym klimacie. Ale na sam Next Fest - przez to, że jest to też event branżowy - chciałem zrobić zajawkę tego, co będę pokazywał na większych koncertach potem. Tak naprawdę bookingi mam już do sierpnia zrobione i jest całkiem pełno. Trochę mi łeb paruje, jak o tym myślę (śmiech). Ale będzie to przedsmak ery "Świat jest twój", gdzie na pewno będzie zespół na żywo, na pewno będą kostiumy, na pewno będą wizualizacje, elementy scenografii, opowiedziana jakaś historia. Ja jestem artystą transformacyjnym - bardzo często się zmieniałem, tak jak pseudonimy, stylówki. Jak patrzę na swojego Instagrama sprzed trzech miesięcy, to mówię: "Wow, inna osoba". Długo szukałem swojego stylu i ubolewałem, że go nie mam. Słuchałem innych artystów i mówiłem, że jak to puszczam, to słyszę, że to jest on. A u mnie każdy numer jest trochę inny... Przyznam się, że rozmawiałem z Chatem GPT na ten temat. Powiedziałem, żeby zrobił mi quiz - zapytałem, jakim archetypem artysty jestem. Odpowiedziałem na kilka pytań i rzeczywiście wyszło coś, co ze mną zarezonowało, czyli ten archetyp magika, którego główną rolą jest transformacja. To mi dało taki pogląd, że jedyną stabilną rzeczą jest u mnie zmiana - o to też w tym wszystkim chodzi. Nie blokuję tego, zawsze idę za tym i poddaje się temu procesowi. To mi pomaga jeśli chodzi o ego. Ja miałem krótkie włosy, długie włosy, byłem po lewej stronie spektrum politycznego, po prawej, różne religie przez krótkie okresy czasu wypróbowywałem, szukałem tego, co jest dla mnie. To pozwala mi zrozumieć ludzi, bo każdy ma swoje powody do własnych przeświadczeń. Ja w tym wszystkim staję się, z jednej strony uczestnikiem, a z drugiej - obserwatorem. Zaczynam doceniać to, jak bardzo zróżnicowani jesteśmy jako gatunek i jako wszechświat.
Najnowszy projekt "Świat jest twój" - jakbyś miał opisać go trzema słowami, które najlepiej oddają jego esencję? Ewentualnie może być więcej...
- Rozpisywałem to sobie. Zrobiłem bardzo duży plik, w którym wypisałem wszystkie wartości, jakie stoją za projektem, o czym będą poszczególne numery, wizualne rzeczy i tak dalej. Spiąłem to na koniec w jedno zdanie: "Świat jest twój, czyli możesz wszystko i co dalej?". I co dalej? Wejdziesz na tę górę i co dalej? W kosmosie nie ma szczytów.








