Kolejny ulubiony festiwal w Polsce? Kury piejo, ja się cieszę
No mam takie festiwale, które zapisują się w serduszku i na które potem czekam cały rok. Ale nie takie, że czekam na line-up i jeśli będzie fajny, to pojadę. Takie, że chcę tam być dla klimatu, wiedząc, że kogo by nie zaprosili na scenę, to będzie to wybór, który mi siądzie. Do tego grona po tym sezonie dołączył Festiwal FAMA.

Na początek zapraszam do obejrzenia relacji wideo:
Na Famę chciałam się wybrać już od kilku lat, ale zawsze było do tego Świnoujścia jakoś nie po drodze. Na szczęście w tym roku udało się pojechać z Poznania do Krakowa z tygodniową przerwą w Świnoujściu. I pewnie zabrzmi to banalnie, ale Fama to festiwal inny niż większość, które możemy w Polsce odwiedzić.
Dlaczego inny? Po pierwsze jest interdyscyplinarny, czyli łączy sztuki wizualne, teatr i muzykę. Przy okazji samo to, że odbył się już 55 razy, jest imponujące i już na początku wprowadza poczucie, że uczestniczy się w czymś ważnym. Natomiast po zobaczeniu, co proponują młodzi artyści, już jest się w stu procentach pewnym, że to coś ważnego.
Były spektakle, które zapadły w pamięć na zawsze, choćby "Tym mnie chyba zasypali" Akademii Teatralnej w Warszawie (Filia w Białymstoku), "Bękarty Bernadetty" Szkoły Aktorskiej Teatru Śląskiego w Katowicach, "Maryla" Teatru Fuzja, "Wściekły pies" Sebastiana Słomińskiego czy "Ja też chcę nauczyć się zabijać ludzi, proszę pomóżcie mi, czyli przemoc jest też okej" Maxa Nowotarskiego. Były koncerty, przy których myśleliśmy sobie, że kiedyś będzie się wspominać, jak to "pamiętam, jak grali na Famie" - Sara Kordowska, balkon, który rozbił nagrodowy bank, albo Piotr Paduszyński, o którym jeszcze usłyszycie, jak przekona Polskę do słuchania muzyki klasycznej.
Festiwal ma zupełnie inną atmosferę, niż "normalne" wydarzenia. Jest... wolniej, dzięki czemu można na spokojnie pomyśleć o tym, co się przed chwilą zobaczyło. A najlepsze? Publiczność. Może nie wybitnie ogromna, ale za to zaangażowana tak, że po każdym występie siedzieliśmy na murku i omawialiśmy wrażenia. Do tego każdy dzień zakończony koncertami w Hali Basenu Północnego, która w innych okolicznościach służy do przechowywania łódek, ale na ten tydzień jest jedną z najbardziej klimatycznych sali koncertowych, w jakich zdarzyło mi się być.
Przy relacji z każdego dnia pisałam też, że Fama doskonale umie w piękne zakończenia, co tylko potwierdziło się w sobotę w świnoujskim amfiteatrze. Tam właśnie po raz pierwszy na żywo mieliśmy okazję usłyszeć kultową płytę Grzegorza z Ciechowa "OjDADAna". Zagraną w dodatku wspaniale przez zespół w składzie: duet SEKUNDa (Dorota Błaszczyńska-Mogilska i Wiola Jakubiec), Grzegorz Kowalski, Agata Jonczak, Michał Wódz, Stefan Błaszczyński, Marcin Ścierański i Dariusz Bafeltowski. W roli gości specjalnych dołączyli do nich Sławek Przybył i Miuosh. Scena, kiedy w trakcie śpiewania "Grał już więcej nie będziesz grywał" z "Gawędy o skrzypku i diable" wiatr rozwiał Sławkowi kartki - iconic.
Z mniej oficjalnych źródeł wiem, że pomysły na kolejne legendarne koncerty finałowe już są, choć na razie jedyna odpowiedź to "pomidor". Ja rozumiem, że jeżdżenie na wakacje nad polskie morze to już trochę mem, ale gorąco polecam - zaplanujcie sobie urlop w Świnoujściu i chodźcie na Famę. Obiecuję, że się tam spotkamy!




![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)




![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)