Festiwal Fama 2025: dzień czwarty. Czy to Lenny Valentino? [RELACJA]
Niby czwartego dnia już można by się przyzwyczaić, że program Famy nie zawodzi. Niby można. Ale i tak potem przychodzisz na kolejny spektakl i po wyjściu opowiadasz ludziom, jakie to było dobre/wzruszające/przerażające/odważne. Lubię cię, festiwalu.

Czwarty dzień Famy rozpoczęła aktywność, której na innych festiwalach raczej nie spotkacie - gra miejska. W dodatku literacka, żeby było bardziej edukacyjnie. "Tajemnice Świnoujścia - Zaginiony dziennik archiwisty". Znowu można było poczuć się jak dzieciaczek i pobiegać po mieście przeniesionym scenariuszem do lat 30.-50. XX wieku. Ekstra pomysł.
Później warto było wpaść do Tawerny w Basenie Północnym na oprowadzanie kuratorskie po wystawie "Konserwa 2.0" Kolektywu Pod Ciśnieniem, a o 15:30 usiąść w Miejskim Domu Kultury, gdzie swój monodram "20 DEN" wystawiała Julia Fidelus - studentka aktorstwa i reżyserii teatru lalek białostockiej filii Akademii Teatralnej w Warszawie. "20 DEN" powstało na bazie "Bezmatka" Miry Marcinów i opowiada o emocjach targających córką po śmierci matki. "Gdy umiera ci matka, to jest takie uczucie, jakby wyrywano ci wnętrzności - te z klatki piersiowej - gołymi rękami, a trochę jednak gorzej". Niejedna osoba na publiczności ocierała łzy.
Drugi konkursowy spektakl tego dnia to Anna Rozmianiec i "Maryla". Nadal się trochę ze sobą kłócę, ale chyba aktualnie to mój faworyt. Tytułowa Maryla to Maria Kwaśniewska, polska oszczepniczka, która w 1936 roku na Olimpiadzie w Berlinie zdobyła brązowy medal, a w czasie wojny działała w ruchu oporu. Ale "Maryla" to nie tylko opowieść o niej i narodzinach nazizmu, a historia o propagandzie, która wybrzmiewa mocno także w 2025 roku. Spektakl bardzo odważny, trzeba przyznać. Wczoraj pisałam o dziełach, które zostawiają w widzu swoją cząstkę - to właśnie jeden z nich.
Następnie przejście do Galerii ms44 na kolejne spotkanie z cyklu Miejsca Literatury. W czwartek gościem Krzysztofa Lichtblaua był Mateusz Grzeszczuk z książką "Światy lękowe". To literacki debiut, ale autora przedstawiać nie trzeba - wystarczy przypomnieć podcast "Podróż bez Paszportu". "Światy lękowe" mają, po pierwsze, piękną okładkę, a po drugie poruszają temat może nieco już, hm, oklepany?, ale nadal istotny - przebodźcowanie we współczesnym świecie i poszukiwanie balansu między pracą a życiem prywatnym. Chyba faktycznie trzeba o tym mówić, dopóki wszyscy tego nie zrozumiemy.
Muzyczne zmagania konkursowe rozpoczął zespół Martini Police, czyli muzyka gwiezdnych liniowców. Alternatywny retro rock, który na pewno słyszeliście choćby za sprawą piosenki "Salonowe Lwy". Rzecz, która podoba mi się w łódzkim zespole najbardziej? O ile concept albumy to już raczej znana rzecz, to concept koncerty nie aż tak. A tu proszę, można przez kilkadziesiąt minut posłuchać muzyki na statku kosmicznym.
Potem balkon - z czwartkowego muzycznego zestawienia mój top. Stojąc na koncercie, zastanawialiśmy się trochę, co oni tak naprawdę grają, ale z pomocą przyszedł opis, który stworzyli sami: "[balkon] bezwstydnie zgapia wszystko co najgorsze w Republice, wszystko co wkurza w Sonic Youth, a wokalista chciałby być Marcinem Świetlickim". I taaak, choć ja tam słyszałam też momentami Lenny Valentino i Budynia.
Trzeci konkursowy zespół to mimikyu, z którym spotkałam się już w półfinałach Wielkopolskich Rytmów Młodych. I na Famie podobało mi się bardziej. Swoją muzykę określają jako "wszystko-punk" albo "tańcz-punk", ja tam widzę trochę Cool Kids of Death i Walusia. Na koniec oczywiście mocny punkt, czyli Izzy and the Black Trees. Ileż razy mam ich chwalić? Zawsze tak samo dobre. Włączcie sobie po prostu "Revolution Comes In Waves" i sprawdźcie daty koncertów.










