Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Mieliście niedawno okazję zagrać na OFF Festivalu - jakie jest wasze wrażenie po tamtym koncercie?
Piotr Biczel: Dla nas był to bardzo dobry koncert - mamy nadzieję, że dla publiki również (śmiech). Choć nie były to pogodowo najlepsze warunki, to realia przewyższyły nasze oczekiwania. Fajny full circle moment się wydarzył, bo jako uczestnicy też jeździliśmy na OFF-a, więc naprawdę super było tu zagrać
To nie jedyny wielki festiwal zaliczony przez was w te wakacje - macie za sobą występ między innymi na Open'erze, a przed wami Fama. Spodziewaliście się aż tak intensywnego lata?
Mikołaj Ilnicki: Na początku tego roku - myślę, że już tak. Zrzekliśmy się własnej niezależności na rzecz managementu, który pomógł nam z tymi koncertami. W poprzednim roku były trzy czy cztery? W tym roku ponad 10.
Piotr Biczel: De facto to nasz pierwszy sezon festiwalowy w karierze.
Dla was to są swego rodzaju odhaczone marzenia z dzieciństwa?
Aleksander Zajdel: Myślę, że każdy z nas może się pod tym podpisać, że tak.
Mikołaj Ilnicki: Szkoda tylko, że na przyszłość zabawa popsuta, bo praktycznie wszystko zostało odhaczone w jeden sezon. Więc pod kątem polskich festiwali nie ma już o czym marzyć (śmiech).
Aleksander Zajdel: Zawsze można marzyć o Main Stage'ach, nie?
Piotr Biczel: Tak, aczkolwiek myślę, że to, co się wydarzyło, znacznie wykroczyło ponad to, o czym tak świadomie marzyliśmy. Z czasem postrzeganie się zmienia, bo jak zaczynaliśmy, to naszymi marzeniami było zagranie w Pogłosie - co też z resztą szybko nam się udało zrobić. Ale festiwal pokroju OFF-a, był bardziej w kategoriach marzeń sennych, niż tych wygłaszanych na głos.
Mikołaj Ilnicki: A taki Open'er to nawet nie był w kategoriach "marzeń sennych" (śmiech).
Udaje wam się utrzymywać dobrą komunikację i przyjaźń wewnątrz zespołu, przy tak rosnącej presji i napiętym grafiku?
Piotr Biczel: Raczej na chwilę obecną większych problemów nie było…
Mikołaj Ilnicki: Wiesz, znacznie bardziej konfliktogenne środowisko jest wtedy, gdy mniej rzeczy się udaje i wiatr wieje nam w oczy - także na razie nam to nie grozi.
Piotr Biczel: Potrafimy też komunikować nasze różnice i nie dopuszczać w ogóle do powstawania konfliktu. Te lata wspólnego grania, też nas nauczyły odpowiednio funkcjonować ze sobą.
Jesteście zespołem, który stawia sobie granie na żywo ponad pracę w studio?
Mikołaj Ilnicki: Na pewno koncerty są tą rzeczą docelową, z bardzo prostej kwestii - finanse. Żeby żyć z muzyki, trzeba grać koncerty. Tyle że najpierw trzeba mieć co grać… Dobry materiał pozwoli nam zgromadzić szerszą publiczność, która tłumniej będzie przychodzić na nasze koncerty.
Aleksander Zajdel: Także my jako zespół, stawiamy na jedno i drugie. Brakuje nam godzin w studio, gdy za dużo gramy. Znowuż, gdy ciągle tworzymy, marzy nam się wyrwać na scenę. Natomiast obydwie te aktywności wchodzą w bardzo satysfakcjonujący zakres działania zespołu.
Porozmawiajmy w takim razie o tej drugiej stronie - pracy studyjnej. Pomimo dwóch wydanych EPek, cały czas nie macie na swoim koncie pełnoprawnego albumu…
Mikołaj Ilnicki: Debiutuje się tylko raz - trzeba to zrobić naprawdę dobrze!
W ostatnim wywiadzie dla Interii powiedzieliście: "Nagrodą będzie, jak napiszemy album, który zostanie na długo i którego się nie wyprę". Rozumiem, że dalej podtrzymujecie ten statement i czekacie po prostu na odpowiedni moment?
Mikołaj Ilnicki: Niemal dwa lata pracujemy nad debiutanckim krążkiem, więc myślę, że pół roku w tą czy w tą nas nie zbawi. Źle by mi było z tym, gdybyśmy wydali go, przykładowo, trzy miesiące wcześniej, ale kosztem jakości…
Aleksander Zajdel: Każdy z nas czeka na niego właściwie całe życie. Chcemy jednak, by album był świadectwem, że wspięliśmy się na wyżyny naszych możliwości i będziemy mogli trzymać ze sobą na zawsze.
Mikołaj Ilnicki: Gdyby ten album już wyszedł, a po nim pojawiłyby się piosenki, którymi finalnie zastąpilibyśmy te, które były w planach - bylibyśmy znacznie mniej usatysfakcjonowani. Nie czulibyśmy, że mamy do czynienia z dziełem kompletnym.
Czyli raczej nie ma co spodziewać się obfitej w nowości jesieni…
Mikołaj Ilnicki: Tego nie powiedzieliśmy (śmiech).
Aleksander Zajdel: Coś tam się szykuje - jednak nawet my jeszcze nie znamy dokładnych dat. Ale na pewno nie zostawimy naszych słuchaczy z niczym.
Dość dobre przyjęcie ubiegłorocznych singli "Na balkonie" i "Hej Aloszka" zaskoczyło was?
Mikołaj Ilnicki: Odbiór "Na balkonie" nas zakoczył - znacznie przebił nasze oczekiwania. "Hej Aloszka" natomiast poszła zgodnie z planem. Mamy wrażenie, że niesiona była dopiero na fali promowania "Na balkonie", które znalazło się na liście przebojów w programie trzecim Polskiego Radia.
Piotr Biczel: To też ciekawe, że w "Hej Aloszka" włożyliśmy znacznie większą pracę - zarówno twórczo, jak i promocyjnie. Nie przyniosła natomiast takich benefitów, jak "Na balkonie", które było robione na ostatnią chwilę.
Te utwory wskazują kierunek, w jakim chcecie podążać na zbliżających się nowościach?
Aleksander Zajdel: W pewnym sensie tak. Myślę, że są one pierwszym momentem, w którym możemy przyznać sami przed sobą, że znaleźliśmy własne brzmienie. Jesteśmy bardzo dumni z tych kompozycji, mimo że są już dla nas nieco utarte, bo siłą rzeczy, gramy je na każdym koncercie.
Skąd natomiast czerpiecie inspiracje, jeśli chodzi o wspomniane brzmienie? W jakim stopniu sięgacie do polskiej klasyki, jak na przykład Maanam, a na ile do współczesnych zagranicznych zespołów, takich jak Fontaines D.C.?
Piotr Biczel: Mamy świadomość paradygmatu, w którym się poruszamy muzycznie. "Na balkonie", co ciekawe, przez dłuższy czas miało nazwę roboczą "Maanamowa". Ale to też nie jest tak, że świadomie chcemy napisać piosenkę w stylu danych artystów. Wydaję mi się, że w znacznej mierze bierze to się z tego, w czym jesteśmy osłuchani. I głównie będą to polscy artyści, którzy najbardziej łączą nas w inspiracjach. Ale tak jak mówię, raczej są to podświadome działania.
Na jesień czeka was trasa koncertowa - jakie macie oczekiwania, wobec nieco innego grania, niż to festiwalowe?
Mikołaj Ilnicki: Myślę, że będzie nieco przyjemniej- szczególnie biorąc pod uwagę, że będziemy grali dla naszej publiczności. Tłum będzie reagować nieco inaczej, niż na festiwalu.
Mateusz Kwietniewski: Będziemy grać w wielu miejscach, w których jeszcze nie mieliśmy okazji, więc to też będzie ciekawa możliwość sprawdzenia się w różnych miastach, jak chociażby Toruń, w którym zaczynamy.
Będzie to pierwsza okazja ogrania się z nowym materiałem, przed jego publikacją?
Mikołaj Ilnicki: Szczerze mówiąc, większość materiału z najnowszego materiału graliśmy w ostatnim czasie. Pewnie pojawi się kilka nowych kompozycji, które planujemy umieścić na krążku, a nie miały swojej koncertowej premiery, ale to zobaczymy jeszcze, co się wydarzy do jesieni.
Piotr Biczel: W każdym razie… Osoby, które przychodziły na nasze koncerty w ostatnim czasie, większość albumu (przynajmniej takiego, jak my go obecnie postrzegamy) znają doskonale.








![The Damned w Krakowie: And they smashed it! [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000N18V5BVIX767K-C401.webp)


