Trzeci dzień Festiwalu Fama rozpoczęłam od wspomnianego już spektaklu "Bękarty Bernadetty" wystawianego przez Szkołę Aktorską Teatru Śląskiego. To jeden z tych występów, które zostawiają w widzu jakąś swoją cząstkę na zawsze. Opowiada o głośnej sprawie dzieci, które przeżyły piekło w zabrzańskim ośrodku Sióstr Boromeuszek, i o dorosłych, którzy nie zauważają albo nie chcą widzieć. Spektakl mocny w przekazie, ale też bardzo ładny wizualnie. Co prawda mam już swój typ na najlepszy spektakl tej edycji, ale "Bękarty Bernadetty" ustawiły się zaraz na drugim miejscu. Warto zobaczyć.
Następnie kolejne spotkanie z cyklu Miejsca Literatury - w przestrzeni Galerii ms44 Krzysztof Lichtblau rozmawiał z pisarką i autorką sztuk teatralnych Weroniką Murek o jej najnowszej książce "Urodziny". Już w samym opisie głównej bohaterki robi się ładnie: "Kogo gra w swoim życiu? A może to życie z nią pogrywa?". Przesympatyczna, a jednocześnie niełatwa rozmowa o języku, kapitalizmie, wypaleniu i zmęczeniu, z którego już nie da się odpocząć. Książka dołożona do kolekcji.

No, a potem wszyscy poszli do Hali Basenu Północnego, bo chcieli zobaczyć Bandę Debili. Wcześniej zagrał jeszcze zespół Gilzy, z którym spotkałam się już w półfinałach Wielkopolskich Rytmów Młodych. Przypomnę tylko, że słowo "gilzy" ma wiele znaczeń i są to m.in. albo te bibułkowe rurki do papierosów lub tekturowe rolki, na które nawija się papier toaletowy albo ręczniki kuchenne. Wspaniała nazwa na zespół punkowy. Niestety wokalista Igor występował w normalnych czarnych spodniach, a czekałam na tiulową, różową spódniczkę. No ale nic, może następnym razem! Usłyszeliśmy m.in. "Sigmę" czy "Narcyza", który - nie wiem, czy panowie znają - kojarzył mi się trochę z zespołem Zmaza. Pogo niestety nie było, choć potencjał był.
Jako druga na scenę wyszła Banda Debili. Serio, wymyślili taką nazwę, że samo to przyciągnęło na ich koncert ludzi z każdej grupy wiekowej. Nieodparte skojarzenia z Braćmi Figo Fagot, przy czym Braci chciałabym anulować ze sceny, a chłopaki z Wrocławia mnie jednak bawiły. Przy "Samotnym kowboju" odpalił mi się jeszcze obraz Anti Dread i ich "Różowego kowboja", tak że tak. Jeden z tych koncertów, podczas których nie wiesz, na co patrzysz, ale ci się podoba.

Po takim wstępie przyszedł czas na trochę wyciszenia. Najpierw DOMI/NIKA, którą z poprzednich lat możecie kojarzyć pod nazwą Groberska lub z projektu Vyspa. Ten nowy solowy projekt brzmi jak muzyka, która szybko może podbić stacje radiowe. Po niej kolejna Dominika - Dominika Barabas. Czy byłam zaskoczona, że to prezentacja konkursowa? O jeszcze jak. Tam wszystko jest, jak trzeba - piękny jazzowy głos, określony wizerunek, obycie na scenie, piosenki o czymś. Był też m.in. cover "Weźcie sobie, chłopaki, ten kraj", który mogliście słyszeć w wykonaniu Rynkowskiego. Wiadomo, pan Ryszard ładnie, ale Dominika jednak wpakowała tam więcej emocji. Top środowych koncertów.
I - jak to Fama ma chyba w zwyczaju, bo trzy razy to już seria - świetne zakończenie, tym razem dostarczone przez Głupi Komputer. W opisie tego zespołu można przeczytać, że "repertuar sklasyfikować dość trudno, ale próbując to zrobić, można napisać, że są to jednocześnie przebojowe piosenki, awangardowa muzyka improwizowana, ciężka elektronika, toksyczny drum'n'bass i popowe ballady, złączone w jeden nieprzerwany, taneczny set koncertowy". No coś takiego, ale można też bardziej zrozumiale, że jazz z elektroniką. Co prawda ich pierwsza płyta nosi tytuł "Jazz Not Found", ale jednak found, posłuchajcie sami.









![Audioriver 2026: stopy już bolą, ale same rwą się do tańca [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000N1DOA2WISFTTP-C401.webp)

