Viki Gabor: "Gdybym musiała nagrywać tylko pod radio, nie byłabym muzycznie spełniona" [WYWIAD]
Viki Gabor przygotowuje się do premiery swojego nowego albumu, o którym szeroko opowiedziała Interii Muzyce. Młoda artystka zdradziła nam również, jak wyglądała praca z Malikiem w studiu nagraniowym, co sądzi o nagrywaniu "tylko pod radio" i jak jej się mieszka w Warszawie, z dala od rodziny. Przeczytaj naszą najnowszą rozmowę z Viki!

Bartłomiej Warowny, Interia Muzyka: "Wszystko co mam" rozpoczyna twoją nową muzyczną erę. Skąd pomysł na ten numer? I jak się współpracowało z Malikiem?
Viki Gabor: - Ta współpraca wyszła bardzo randomowo. Tak nam się fajnie razem pracowało, że nagraliśmy razem całą nową płytę, która niedługo się ukaże. Malik ma świetne studio nagraniowe i wiem, że jest muzycznie mega utalentowany - wiele osób tego nie widzi, bo większość patrzy na niego ze złamanej perspektywy. Gdy jest w studio, bardzo się angażuje, ma super flow i umie przekazać, co ma na myśli. Bardzo dobrze nam się współpracowało.
Ale nie narzucał ci swoich wizji?
- Nie! W ogóle. Materiał powstał bez większej spiny, bardzo "lowkey", sprawnie i naturalnie. Zresztą, wydaje mi się, że w moim życiu wszystko się tak dzieje. Malik podbijał moją szczerość i dawał w studio super energię. Wchodził na nagrywki i krzyczał: "Titaaa wassup?". Mieliśmy super flow. Przez to, że w takim gronie nagrywałam, ta muza wyszła tak, jak sobie wymarzyłam. Poczułam się bardzo komfortowo, a wiem, że to kluczowe w tworzeniu szczerych dźwięków. Pisaliśmy ten krążek na bazie emocji. Malik pytał, co się działo w moim życiu, a ja opowiadałam mu głębokie historie. Na podstawie tego zaczynaliśmy tworzyć i ten proces bardzo mi się podobał. Pierwszy raz pisałam muzykę w ten sposób, ale na pewno nie ostatni. Rozmawialiśmy nawet o tym, co się dzieje na świecie, a w międzyczasie zapisywaliśmy to, co do nas przychodziło i robiliśmy muzykę.
A spodziewałaś się tego, że o materiał na twoją nową płytę zadba właśnie Malik? Wyobrażałaś to sobie?
- Nie! Miałam jakieś plany, odnośnie mojego nowego albumu, ale wyszło tak, że cały projekt nagraliśmy u Malika. Cieszę się, że tak wyszło, bo mam wrażenie, że płyta jest bardzo mocna tekstowo. Pisałam teksty naprawdę z fajnymi ludźmi. Czuję, że jestem z nią emocjonalnie związana. To dla mnie najważniejsze, żeby emocje górowały nad wszystkim. To najmocniejszy tekstowo album, jaki kiedykolwiek napisałam i stworzyłam. Pierwszy raz cała płyta jest po polsku. Pisałam o rzeczach, które mi się przytrafiały w prywatnym życiu. Gdy teraz tego słucham, przypominam sobie o sytuacjach, które nie zawsze były miłe. Niektóre były smutne! Opowiadam nawet o relacji związanej z chłopakiem. Nigdy w muzie nie rozmawiałam o związkach. Pewnie nawet nikt nie wie, że w ogóle w jakimś związku byłam. Wcześniej przeważnie pisałam o sytuacjach, które gdzieś usłyszałam od innych, a teraz postanowiłam skupić się na przedstawieniu w tekstach moich prywatnych sytuacji. To będzie mega mocne i sentymentalne. Strasznie się jaram tą nową płytą! Tekstowo jest serio odważnie. Przy niektórych utworach trzeba się dobrze wsłuchać w tekst - dopiero wtedy słowa, którymi operuję, trafią w odbiorców.
A z jakiej piosenki, mając na myśli nadchodzący album, jesteś najbardziej dumna?
- Z "Wyobraźni". Pod względem tekstowym ten utwór jest naprawdę solidny, mocny. Bardzo lubię vibe tej piosenki i chcę ją wypuścić jako singiel, bo uważam, że na to totalnie zasługuje. Jeśli lubisz "Could Be Mad", to jestem pewna, że "Wyobraźnia" również ci się spodoba. Mają podobny klimat, a jednocześnie czuję, że jestem jeszcze bardziej otwarta i wolna w wyrażaniu siebie. To nowy rozdział.
Czujesz, że teraz nareszcie robisz to, co chcesz? Długo musiałaś do tego dochodzić, żeby odkryć prawdziwą siebie i zacząć oddawać to w muzyce?
- Mam wrażenie, że wielu artystów tworzy pod radio. Ja się w tym nie spełniam. Nie czuję tego klimatu. Uznałam, że nie będę się męczyć w studio i nagrywać coś specjalnie pod radio, pod oczekiwania, pod czyjeś plany. Dla mnie to nie jest w ogóle tworzenie prawdziwej muzyki. Jeśli artysta się męczy, nie lubi własnych piosenek, nie śpiewa z serca, to nie ma to znaczenia. Moja nowa płyta to w stu procentach mój vibe muzyczny, chciałam to zrobić i to właśnie zrobiłam. Czuję, że artystycznie jestem spełniona. Gdybym musiała coś nagrywać tylko pod radio, nie byłabym muzycznie spełniona. Wiem to i tym się kieruję. Żyję z muzyki, więc chcę czuć jej sens, jej prawdziwe przesłanie, które jest mi bliskie. To moja praca. I wychodzę z założenia, że za wszelką cenę trzeba dążyć do tego, co tak naprawdę się lubi. Po co na siłę tworzyć sobie rutynę, której nie lubimy? To jest nasze jedyne życie i musimy je wykorzystać w stu procentach.
Twój nowy singiel to "b.@.M.b.A"...
- Tak! Nazywa się "Bomba", bo niespodziewanie, nagrywając ten utwór, przeplatałam to słowo bez przerwy. W studiu jakoś mi utknęło to słowo, powtarzałam je w kółko i po prostu kazałam nagrywać, bo świetnie brzmiało. Tak też zostało i powstała "b.@.M.b.A"!
I ten teledysk... Jest po prostu hot!
- Miałam w tym teledysku też po prostu hot ludzi! Tak się ucieszyłam, gdy ich wszystkich zobaczyłam, bo są po prostu cudowni i piękni. Bardzo fajnie się kręciło ten klip. Nagraliśmy go w opuszczonym psychiatryku - dostaliśmy na to oczywiście oficjalne pozwolenie, zgodę, a poza tym nigdy nie chciałam, aby ktoś pomyślał, że się wyśmiewam z tego miejsca.
No tak, rozumiem, bo dzisiaj bardzo łatwo jest powiesić na kimś psy i zbesztać kogoś bez większego powodu. Jeśli chodzi o media - jak pozostać sobą w dobie dzisiejszej pudrowanej poprawności, która potrafi być bardzo niesprawiedliwa?
- To jest ciężkie. Gdy jestem w Polsce, muszę mieć z tyłu głowy, że trzeba się pilnować, bo wszyscy mnie znają. Gdy jestem za granicą, czuję się komfortowo - mogę wyjść ubrana, jak chcę, mogę mówić i robić, co chcę. Nikt nie zwraca na to większej uwagi. Po jakimś czasie można się przyzwyczaić do tego zjawiska, ale pamiętam, że na początku mojej kariery miałam z tym problemy. Musiałam się do tego przyzwyczaić.
Idealnym tego przykładem jest reakcja społeczeństwa na twoje występy z utworem "Water" i polewanie się wodą na scenie.
- Część choreografii nie powinna być czymś dziwnym. Nie wiem, dlaczego ludzie patrzą na to z takiej strony - to tylko świadczy o tym, o czym oni sami myślą, gdy to widzą. Ich interpretacja jest tutaj problemem. Nie ja. Ja tylko polewałam się wodą. My się bardzo dobrze bawimy na scenie - mamy super ekipę, świetnie się dogadujemy, mamy wspaniałe tancerki, zmienił się też zespół. Czujemy flow, a niektórzy po prostu tego nie ogarniają. To dziwne.
A dlaczego zdecydowałaś się wymienić zespół?
- Mam wrażenie, że czasami trzeba coś zmienić. To nieodłączne i potrzebne, jeśli stawiamy na rozwój. Fajnie jest chwilami odświeżyć atmosferę, złapać nową energię. Teraz jestem naprawdę spełniona muzycznie - też pod względem koncertowym. Mam wokół siebie świetnych ludzi.
Przygotowujesz się do koncertowania z nową płytą?
- Tak! Przygotowuję się i mam w planach zrobić trasę tuż po premierze płyty. Bardzo bym chciała, żeby była strasznie odjechana. Mam w planach parę fajnych rzeczy.
A jak ci się mieszka w Warszawie?
- Świetnie! Odkąd tu jestem, nie miałam jeszcze takiego wolnego dnia. Mam tu masę znajomych i za każdym razem ktoś do mnie przychodzi, albo ja do kogoś. To jest super! Do Warszawy trzeba się jednak przyzwyczaić, to swojego rodzaju rutyna. W Krakowie wszystko jest bardziej wychillowane. Gdy rozmawiałam z moimi rodzicami o przeprowadzce, powiedzieli, że to bardzo dobry pomysł. Mama słusznie zauważyła, że mnie właściwie wcale nie ma w Krakowie, a życie na walizkach to nie życie. Był moment, kiedy nie mogłam się nawet wyspać. Hotele strasznie mnie męczyły. Teraz wracam na chatę do swoich kotów i mogę się zrelaksować, wyspać, odpocząć u siebie. To jest świetne. Oczywiście odwiedzam Kraków, bo tam mam rodzinę - ona też mnie odwiedza, więc nie jest tak, że w ogóle się nie widujemy.
Na mieście mówią, że twój merch jest mega drogi. Jaki masz do tego stosunek?
- Nie jest to żadne tłumaczenie się, ale chcę przypomnieć, że przy tym projekcie pracuje wiele osób. Nawet omijając fakt, że należy komuś zapłacić - skupiamy się na dobrych materiałach, na tym, jak ten dres się w ogóle szyje. Dresy są szyte ręcznie, na czym mi bardzo zależało. Nie chciałam wypuszczać na rynek czegoś, co byłoby złej jakości. Jeśli wsadzimy ten dres do pralki pięć czy dziesięć razy, to on się po prostu nie zniszczy. Dlatego cena dorównuje jakości. Gdyby ktoś mi napisał, że dres szybko się zepsuł po praniu, byłoby mi wstyd. Jak coś sprzedaję, chcę mieć pewność w stu procentach, że to jest po prostu dobre. Gdy zostają nam wycinki po materiałach, nie wyrzucamy ich, tylko wykorzystujemy te surowce - robimy gryzki dla psów, maty dla schronisk, inne akcesoria, które mogą komuś ułatwić życie.
Nowe miasto, nowi ludzie... czy masz przepis na to, komu ufać, a komu nie?
- Mam wrażenie, że mam dobrą intuicję. Od razu wiem, czy ktoś jest okej, czy nie. Moja mama też tak ma i wiem, że mam to po niej. W tym kontekście zawsze mam rację. Cieszę się, że jestem tak świadoma. Przez branżę muzyczną spotykam masę osób, więc umiejętność rozpoznawania intencji ludzi jest mi niezmiernie potrzebna. Trzeba ufać również sobie. To dzisiaj szalenie istotne.










