Miles Kane: "To był najbardziej swobodnie płynący proces twórczy w moim życiu" [WYWIAD]
Jest jedną z najważniejszych postaci brytyjskiej muzyki gitarowej XXI wieku, a polska publiczność pokochała go zarówno za solowe hity, jak i kultowy projekt The Last Shadow Puppets tworzony z Alexem Turnerem. Z okazji niedawnego powrotu do Polski, opowiedział nam o kulisach współpracy z liderem The Black Keys, sentymencie do gry FIFA i o tym, dlaczego na obecnej trasie pozwala sobie na więcej szaleństwa niż kiedykolwiek wcześniej.

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: W październiku premierę miał twój najnowszy album "Sunlight In The Shadows". Z perspektywy tych kilku miesięcy, jesteś zadowolony z tego jak się przyjął?
Miles Kane: Och, zdecydowanie. Dodatkowo mam wrażenie, że w tym roku, przy tak intensywnym koncertowaniu, te piosenki ożyły. W naszym secie gramy aż dziewięć numerów z nowej płyty, co jest dość sporą liczbą. Zazwyczaj jest ich o połowę mniej - ale to naprawdę fajne uczucie grać je na żywo. Do tego uwielbiam to, że oddają dokładnie miejsce, w którym jestem obecnie życiowo i muzycznie.
Jak wspominasz natomiast pracę nad nim?
- Wspominam niesamowicie. To był najbardziej swobodnie płynący proces twórczy w moim życiu - nie było żadnych przeszkód, tylko czysta radość.
W studiu miałeś przyjemność tworzyć "Sunlight In The Shadows" razem z Danem Auerbachem z The Black Keys. Od początku wiedziałeś, że chcesz, by ten materiał powstał właśnie z nim?
- Nie, totalnie nie. Pierwszy raz spotkaliśmy się, żeby zrobić taką wstępną sesję pisania tekstów. Od razu złapaliśmy wspólny język i powiedział, że chce wyprodukować mój krążek i zakontraktować mnie w swojej wytwórni. Dla mnie to była okazja, której nie mogłem odrzucić. Finalnie ta współpraca była wyjątkowa, bo rzadko mi się zdarza mieć z kimś tak dobrą relację zawodową. Cieszę się również, bo myślę, że na tym albumie nasza współpraca się nie skończy.
Widzisz jakieś znaczące zmiany w podejściu do tworzenia i komponowania względem twoich poprzednich krążków?
- Myślę, że fundament zawsze jest ten sam. Jedyne co, to Danowi udało się go nieco wzmocnić i uwypuklić, bo jesteśmy całkiem podobni w sposobie pracy i tego, co chcemy poprzez nią osiągnąć.
Miałeś jakąś myśl przewodnią, która prowadziła cię przez tworzenie tego albumie? Taki motyw spójności wszystkich numerów ze sobą…
- Tekstowo u mnie zawsze wygląda to tak, że piszę o różnych uczuciach jakie odczuwam z mojego życia - mówię o miłości, nałogach, pokusach. Te wszystkie rzeczy, których każdy również doświadcza, są dla mnie czymś wartym opowiedzenia. Staram się po prostu uchwycić to, co podpowiada mi moja intuicja. I do tego wkładam swój rockandrollowy, piosenkowy sposób śpiewania.
Zgodzisz się, że ten krążek łączy w sobie rock'n'roll ze sporą ilością psychodelicznych wpływów?
- Zależało mi na tym, by właśnie ten balans między rock'n'rollem a psychodelią zachować na odpowiednim poziomie. Właśnie dlatego znajdują się na nim numery nieco prostsze jak "Electric Flower" czy "Sunlight In The Shadows". Ale są też te cięższe, które skłaniają się znacznie bardziej ku psychodelicznym klimatom lat 60. - jak "Sing a Song to Love".
Jak dotychczas sprawdza ci się ten materiał na żywo, grany na koncertach?
- Odpukać jest naprawdę dobrze (śmiech). To tak, jakby nabrały nowego życia. A z racji, że gramy wszystko na żywo z zespołem, bez żadnego podkładu, to możemy sobie pozwolić wydłużyć zarówno solówki gitarowe, jak i momenty wspólnego śpiewania z publicznością. Czuć w tych numerach po prostu wolność i myślę, że to jest najcenniejsze.
Chciałbym jeszcze zamienić z tobą dwa słowa o numerze "Don't Forget Who You Are", który poznałem dość dobrze właśnie grając sporo FIFĘ 14. Jak po latach wspominasz tę kolaborację?
- Jak mam być szczery, zbytnio jej nie pamiętam (śmiech). Jedyne co, to w mojej pamięci pozostaje sam fakt współpracy, bo co roku kupuję FIFĘ i uwielbiam w nią grać. Codziennie w trasie po nocach gramy w nią w autobusie. Mam natomiast nadzieję, że w następnych edycjach również uda się, by jeden z moich numerów pojawił się na tej oficjalnej playliście. Uważam, że kilka takich by się znalazło z nowego albumu, co dobrze by pasowały (śmiech).
Oczywiście w twoim przypadku nie ma mowy o byciu artystą jednego przeboju, ale czy często spotykasz się z głosami od fanów mówiących, że odkryli cię właśnie dzięki tej piosence?
- "Don't Forget Who You Are" i "Come Closer" to takie dwa moje numery, poprzez które najczęściej udaje mi się nawiązać kontakt z moimi fanami. W końcu są najpopularniejsze, więc nic dziwnego, że tak się dzieje. Więc tak, zdarzają się i takie głosy, że właśnie dzięki FIFIE poznali bardziej moją twórczość, co mi nie przeszkadza, wręcz cieszy.









