KAMP!: "Beata Kozidrak spełnia wszystkie oczekiwania, które mieliśmy w KAMP!" [WYWIAD]
W 2024 roku KAMP! zakończyli działalność pożegnalną trasą koncertową ENDLESS PARTY. A jednak na jedną wyjątkową okazję trio postanowiło wrócić do wspólnej działalności. Z zespołem rozmawiamy z okazji koncertu "HOUSE OF BEATA", podczas którego muzycy KAMP! w towarzystwie Beaty Kozidrak będą reinterpretować w wersji elektronicznej największe solowe przeboje liderki Bajm. Wydarzenie odbędzie się 29 listopada w łódzkiej Atlas Arenie.

Rafał Samborski, Interia Muzyka: Dla wielu może być zaskakujące to, że z wami rozmawiam. Działalność KAMP! została w końcu zakończona w 2024 roku. Czyli mam rozumieć, że muzyka Beaty Kozidrak łączy nie tylko pokolenia, ale również reaktywuje zamknięte projekty?
Michał Słodowy: - Projekt "HOUSE OF BEATA" narodził się jeszcze przed pandemią. Mieliśmy poczucie, że pewna sprawa została niedokończona, że jest coś, co chcielibyśmy zrobić, a nie mogliśmy tego zrealizować. Dlatego, choć KAMP! zakończył działalność, zdecydowaliśmy się podjąć wspólnie ten projekt, co sprawiło, że dziś możemy o tym rozmawiać.
Tomek Szpaderski: - To, że realizujemy ten projekt, nie oznacza, że zespół powraca lub będzie nagrywać i koncertować z własnym materiałem. To dla nas trochę nowe życie, ale w innym wymiarze niż dotychczasowa działalność zespołowa.
Michał wspomniał, że projekt "HOUSE OF BEATA" narodził się jeszcze przed pandemią. Ale jak w ogóle do niego doszło?
Michał Słodowy: - Za całą ideą tego projektu stoi Tomek Lisek z agencji Note The Note. Można powiedzieć, że on jest mózgiem tego przedsięwzięcia - uznał, że takie połączenie będzie dobre. I faktycznie, wyszło bardzo fajnie, bo okazuje się, że świetnie się dogadujemy. Tomek wyczuł to nie tylko od strony muzycznej, ale też jeśli chodzi o nić porozumienia między nami.
Łatwo było wam uwierzyć w to, że dostaliście taką propozycję?
Michał Słodowy: - Nie, raczej nie mieliśmy takiego momentu zdziwienia, chociaż szczerze mówiąc, trudno mi sobie przypomnieć sam początek - w końcu to było już dawno temu i te pierwsze emocje trochę się zatarły. Natomiast na pewno nie było wątpliwości, czy to do nas pasuje. Od razu czułem, że to jest projekt dla nas.
Tomek Szpaderski: - Wydaje mi się, że życie napisało nam scenariusz, którego sami nigdy byśmy nie wymyślili.
A pamiętacie swój pierwszy kontakt z muzyką Beaty Kozidrak i Bajmu?
Radek Krzyżanowski: - U mnie zaczęło się to trochę na około, bo w moim domu słuchało się głównie muzyki klasycznej. Tak więc ominął mnie etap poznawania muzyki radiowej z lat osiemdziesiątych. Dopiero gdy zacząłem grać na gitarze w latach dziewięćdziesiątych, trafiłem na śpiewniki z polskimi szlagierami. Były tam takie kawałki jak "Zawsze tam, gdzie Ty" Lady Panku czy - właśnie - "Józek, nie daruję Ci tej nocy" Bajmu. To było moje pierwsze zetknięcie z ich muzyką, choć nie poprzez radio czy kasety, tylko przez granie tych utworów samodzielnie.
Michał Słodowy: - U mnie w domu z kolei od zawsze obecne były płyty Bajmu, a z dzieciństwa moim ulubionym utworem było "Nie ma wody na pustyni". Od tego momentu doskonale rozpoznaję głos Beaty. Choć muszę przyznać, że dopiero teraz, kiedy zaczęliśmy pracować nad "HOUSE OF BEATA", mam wrażenie, że naprawdę poznałem tę muzykę.
Tomek Szpaderski: - Ja z kolei miałem w domu sporo winyli, ale chyba mieliśmy zepsuty gramofon, więc bardziej interesowały mnie okładki niż sama muzyka. Potem przez długi czas w ogóle się nie interesowałem twórczością Beaty Kozidrak. Tak było aż do momentu, kiedy zaczęliśmy razem grać. Pamiętam, że chyba to ty, Michał, puściłeś "Jezioro szczęścia" i do dziś uważam, że to jeden z najlepszych polskich utworów.
Fakt, muszę się zgodzić, absolutnie go uwielbiam.
Tomek Szpaderski: - To mi zmieniło optykę postrzegania tego zespołu. Moja droga była więc chyba taka dość okrężna.
Zobacz również:
Załóżmy, że jesteśmy już po koncercie "HOUSE OF BEATA", Beata Kozidrak przychodzi do was i mówi, że chce nagrać cały album z autorskim materiałem wyprodukowanym przez was. Jak reagujecie?
Radek Krzyżanowski: - To pytanie najlepiej byłoby zadać po koncercie, bo wtedy perspektywa może się zupełnie zmienić. Może akurat wszystko pójdzie świetnie, vibe między nami będzie niesamowity i okaże się, że podchodzimy do tego zupełnie inaczej. Ale na ten moment mogę powiedzieć, że nie wiem.
Tomek Szpaderski: - Dla mnie to jest ogromna różnica stworzyć coś od zera, a bazować na piosenkach już istniejących, które możemy tylko reinterpretować. Gdyby padła taka propozycja od Beaty, z pewnością poważnie przemyślelibyśmy to, ale to zupełnie inne wyzwanie niż koncertowy projekt reinterpretacyjny.
Michał Słodowy: - Nie ma co ukrywać - zespół KAMP! zakończył działalność właśnie dlatego, że nie potrafiliśmy się porozumieć w kwestii dalszego kierunku muzycznego. Naszą mocną stroną jest za to taki projekt jak ten, czyli układanie ciekawego koncertu i jego realizacja, spajanie tego w całość. Natomiast tworzenie nowej muzyki w tym składzie nas trochę wyczerpało, więc nagranie całego albumu byłoby już zupełnie inną sytuacją. Ale nie wykluczam żadnych możliwości - mieliśmy już nie grać, a jednak gramy, nawet jeżeli w nieco innym rozdaniu, więc lepiej nie mówić "nigdy".
Radek Krzyżanowski: - Otóż to. Równie dobrze mogłaby to być propozycja nagrania nie całego albumu, a na przykład jednego utworu.
A co stanowiło dla was największe wyzwanie, jeżeli chodzi o realizację projektu "HOUSE OF BEATA"?
Tomek Szpaderski: - Wydaje mi się, że łatwo byłoby wszystko popsuć, dlatego trzeba podchodzić do tych utworów z szacunkiem, bo w końcu to klasyki. To wyzwanie polega właśnie na tym, by coś zmienić, ale jednocześnie nie zmieniać za dużo - to chyba najtrudniejsze w tym projekcie.
Radek Krzyżanowski: - Nie wszystkie kawałki, które interpretujemy, to takie oczywiste klasyki. Pojawiły się więc obawy, jak przełożymy typowo pop-rockowe, gitarowe brzmienia na język elektroniki, gdzie sam songwriting jest bardzo istotny dla kierunku produkcji. Faktycznie, przy kilku numerach stanowiło to wyzwanie, ale myślę, że dziś możemy powiedzieć z podniesioną głową, że sprostaliśmy reinterpretacji takich utworów.
Michał Słodowy: - Były oczywiście trudniejsze momenty, ale w perspektywie całości naprawdę niewiele. To nie jest tak, że musieliśmy godzinami się głowić albo szukać rozwiązań na siłę. Cały proces przebiegał zaskakująco płynnie, nawet jeśli mierzyliśmy się z klasycznie poprockowymi numerami, o których wspomniał Radek. Generalnie nie nazwałbym tego trudnością - raczej wyzwaniem, z którym sobie poradziliśmy.
A pojawiły się utwory, przy których poczuliście, że nie warto ich ruszać, bo byłoby to wręcz profanacją?
Michał Słodowy: - Nie działało to w ten sposób, bo Beata miała też swoje konkretne cele. To naprawdę super sprawa, że artystycznie od samego początku powstała bardzo ciekawa wizja z dwóch stron. To nie było tak, że wpadliśmy z naszymi pomysłami, by robić rewolucję - nieustanna współpraca była tu kluczowa. Chodziło o to, by każda strona była zadowolona. Całość przebiega bardzo intuicyjnie. W ramach tego projektu czujemy, że jesteśmy muzykami, współtwórcami, a wszystko przebiega w przyjacielskiej atmosferze.
Tomek Szpaderski: - Chodzi nam o zabawę muzyką, nie o stres czy obawy, że przesadzimy. Gdyby nie było w tym frajdy, pewnie nie podjęlibyśmy się tego projektu.
Michał Słodowy: - Na początku faktycznie rozważaliśmy, czy w ogóle jesteśmy w stanie to udźwignąć. Stworzyliśmy playlistę utworów, które zaproponowała Beata, i przelecieliśmy przez wszystkie numery. Okazało się, że większość z nich naprawdę mocno czujemy. Wszystko odbywało się bardzo intuicyjnie i spontanicznie, a satysfakcja była ogromna. Choć oczywiście istnieją numery, które nie są łatwe - na przykład "Rzeka marzeń".
Radek Krzyżanowski: - Żeby nie było zbyt różowo, przypomnę, że nasze pierwsze podejście nie zostało przyjęte entuzjastycznie ani przez agencję, ani przez Beatę. Zrobiliśmy wtedy 3 utwory, a jednocześnie byliśmy na etapie kończenia działalności zespołu, co ewidentnie odcisnęło ślad na naszej formie. Te 3 utwory były bardzo wstępnymi wersjami, więc nie ma się czemu dziwić, że nie wszystko od razu zagrało.
Czego mogą spodziewać się uczestnicy waszego koncertu w Łodzi?
Michał Słodowy: - Tego, co najlepsze u nas i u Beaty. My odpowiadamy za tę bardziej taneczną część, dbając o to, żeby napięcie podczas występu było odpowiednio dozowane - tak, żeby wciąż pojawiały się nowe elementy, ale jednocześnie nie przesycić publiczności. Te zasady stosowaliśmy już przy naszych wcześniejszych koncertach i teraz również będą obecne. Z drugiej strony będą także świetny wokal i znane melodie, więc całość będzie się pięknie uzupełniać.
Tomek Szpaderski: - Z pewnością nie zabraknie wzruszeń. To spotkanie z piosenkami, które wszyscy dobrze znają, oferujące emocje, które dodatkowo lubimy podkreślać. Ten koncert to nie tylko taniec, ale też momenty, które wywołają ciarki na plecach.
Michał Słodowy: - Tak, bo warto podkreślić, że oprócz momentów tanecznych, będą tam obecne też ballady i spokojniejsze chwile. Na pewno będzie ciekawie.
Radek Krzyżanowski: - Nowością będzie oprawa wizualna - gdy graliśmy jako KAMP! oprawa ograniczała się głównie do świateł. Teraz wszystko będzie przygotowane na dużą skalę. Całość będzie reżyserowana, co jest dla nas bardzo ekscytujące. Robimy coś, czego nie robiliśmy wcześniej.
Michał Słodowy: - Dodam jeszcze, że koncert będzie miał kilka niestandardowych rozwiązań, które zaskoczą publiczność. Nie możemy zdradzić zbyt wiele szczegółów, ale jestem przekonany, że taki sposób realizacji i organizacji sceny nie jest czymś spotykanym na co dzień. To będzie produkcja na naprawdę dużą skalę, pełna niespodzianek.
Kto z polskich artystów mógłby się jeszcze do was odezwać, żebyście rozważyli takie ponowne połączenie sił jak przy projekcie "HOUSE OF BEATA"?
Michał Słodowy: - Nie sądzimy, by mogło do tego dojść i żebyśmy mogli w ogóle dyktować warunki, aby tu nam nagle wyskoczyła postać, która uzyskała już w polskiej popkulturze status legendarnej. "HOUSE OF BEATA" to jest jednorazowa sytuacja i właśnie w tym tkwi jej wyjątkowość. Fajne jest przede wszystkim to, że Beata Kozidrak spełnia wszystkie oczekiwania, które mieliśmy w KAMP! - jest popowa, nostalgiczna, a jednocześnie jest bardzo autentyczna i bardzo świadomie bawi się swoim wizerunkiem.
Dobrze, to może przejdźmy do innych aspektów przyszłości. Czego możemy spodziewać się od was po zakończeniu projektu "HOUSE OF BEATA"?
Tomek Szpaderski: - To ja mam swój projekt solowy innerinnerlife.
Michał Słodowy: - To już koniec?
Tomek Szpaderski: - Tak.
Michał Słodowy: - To ja wychodzę mentalnie z branży muzycznej w stronę branży turystyczno-przyrodniczej i kontynuuję projekt "Z parku do parku" [projekt promujący zrównoważoną turystykę, obejmuje między innymi przewodnik po polskich parkach narodowych - przyp. red].
Radek Krzyżanowski: - Ja zostaję w muzyce, bo to jest moja pasja, moje życie i zapraszam do śledzenia projektu La Giang.
Na zakończenie - co chcielibyście przekazać czytelnikom Interii?
KAMP!: - Zapraszamy na koncert "HOUSE OF BEATA". Jedyny taki koncert. Widzimy się 29 listopada w Atlas Arenie w Łodzi.





![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)



