Pamięci Roberta Sadowskiego. "Ta historia musiała być opowiedziana"
Po 21 latach od śmierci Roberta Sadowskiego do serwisów streamingowych trafił specjalny album "IN ROBOT MEMORY". Tak gitarzystę znanego z tak różnorakich zespołów, jak m.in. rockowy Houk, odjechany Kobong, nowofalowy Madame czy punkowy Deuter postanowił uczcić jego przyjaciel, kryjący się pod pseudonimem Manituu.

Robert Sadowski był współtwórcą polskiej sceny rockowej lat 80. i 90. Gitarzysta zmarł 25 stycznia 2005 r. na atak serca w wieku zaledwie 41 lat. Jego przyjaciele nie mają wątpliwości, że powodem był jednak wyniszczający tryb życia związany z używkami.
"Był czas / Muzyka była dla nas wszystkich jak Bóg / Było szaleństwo dusz" - tak śpiewał Robert Gawliński w przeboju Wilków "Słońce pokonał cień". Teledysk do tego nagrania powstał krótko po śmierci jego przyjaciela i imiennika - Roberta Sadowskiego. "Kolejna ofiara rock'n'rollowego trybu życia" - mówił wprost Gawliński, który z gitarzystą zetknął się po raz pierwszy w połowie lat 80. w nowofalowym Madame, a później ich muzyczne drogi przecinały się jeszcze kilkakrotnie.
"Byłem jego przyjacielem. Razem przeszliśmy przez Madame, Lizards Day, Houk, Kobong, a nasz ostatni wspólny projekt nazywał się Robot. Nigdy nie zdążyliśmy nagrać razem płyty" - mówi Manituu.
"Przez lata próbowałem zebrać muzyków, z którymi Robert grał, żeby nagrać ten album razem. Nie wyszło - życie, czas, różne drogi. Ale ta historia musiała być opowiedziana. Postanowiłem, że nie będę dłużej czekać" - dodaje.
To właśnie on postanowił nagrać płytę "In Robot Memory", będącą hołdem dla Roberta Sadowskiego. Dodatkową warstwą znaczeniową jest fakt, że Manituu (autor tekstów) stworzył muzykę przy pomocy AI. Na albumie znalazły się też trzy covery z repertuaru zespołów, w których grał gitarzysta - Madame ("Największa orkiestra świata"), Houk ("Transmission Into Your Heart") i The Lizards Day ("Drive On"), a wśród nowych nagrań pojawiły się m.in. "Starówka", czyli jeden z ostatnich projektów Roberta przygotowany z grupą ludzie ze Starówki (większość z nich już nie żyje) oraz "Bracia krwi" - osobisty hołd Manituu dla gitarzysty. "O naszej przyjaźni, o tym jak odszedł, o tym że tej samej nocy przyszedł się pożegnać" - mówi Manituu.
Kim był Robert Sadowski?
Pierwszym zawodowym zespołem gitarzysty był nowofalowy Madame (działający w latach 1984-86), gdzie po raz pierwszy zetknął się z Robertem Gawlińskim. Okazało się, że Sadowski był kolegą Krzysztofa Dominika, ówczesnego perkusisty Madame, który w późniejszym czasie grał w grupie Maanam, by zostać menedżerem Heya. "Sadek" zastąpił wówczas Jacka "Perkoza" Perkowskiego (późniejszy muzyk T.Love i De Mono), ale początki nie były łatwe.
Po rozpadzie Madame przyszedł działający krótko projekt The Lizard's Day (wokalistą był Jarek Wajk, współpracujący z Collage i Daabem, później w Oddziale Zamkniętym). Następnie nawiązał współpracę z punkową grupą Deuter, z którą pojawił się na Festiwalu w Jarocinie. Brał także udział w nagraniu "Kasety" Kultu, wydanej w 1989 roku.
Houk: Takiego zespołu w Polsce nie było
Razem z ówczesną sekcją rytmiczną Deutera (perkusista Piotr "Fala" Falkowski i basista Tadeusz Kaczorowski) gitarzysta założył Houk, przypominający klimaty lat 60., garażowego rocka i hendrixowskich brzmień. Szybko w składzie tego zespołu pojawił się Darek Malejonek, legenda polskiej sceny niezależnej, znany z m.in. Kultury, Moskwy, Izraela i Armii, który objął funkcję wokalisty i gitarzysty.
"Na początku mieliśmy zasadę, że jesteśmy jak pięść, jak palce jednej ręki. Przeżyliśmy mnóstwo fajnych sytuacji. Zagraliśmy wiele świetnych koncertów, z których każdy był niepowtarzalny; ludzie do tej pory pamiętają konkretne koncerty jako coś, co stało się w ich życiu, było wydarzeniem. To była niesamowita załoga: fajni koledzy i fajni muzycy. Wszystko rozwaliły narkotyki" - wspominał tamte czasy Malejonek w swojej biografii "Urodzony, by się nie bać".
Houk z Sadowskim w składzie nagrał trzy płyty - "Soul Ammunition" (1992), "Natural Way (Full Noize)" (1993) i "Transmission Into Your Heart" (1994). W połowie 1994 r. Maleo rozwiązał grupę, do nowego Houka ściągając muzyków Ahimsy.
- Houk nigdy nie był zespołem, który co rok wydawał płytę. Każda ma jakiś poziom i swój styl - mówił o nieistniejącej już formacji Malejonek w rozmowie z Interią.
Jak Kobong obrósł kultem
Po rozstaniu z Malejonkiem gitarzysta został jednym z współzałożycieli awangardowo-metalowej grupy Kobong, która istniała cztery lata, do 1998 roku, a w swoim dorobku pozostawiła albumy "Kobong" i "Chmury nie było". Po latach formacja łącząca obrosła kultem, a ciężko dostępne obie płyty na internetowych aukcjach osiągały zawrotne sumy.
Jeszcze przed premierą debiutu "Gazeta Wyborcza" uznała grupę za największą nadzieję nadchodzącego sezonu. Magazyn muzyczny "Brum" przyznał zespołowi tytuł najlepszego debiut roku, natomiast Roberta Sadowskiego uznano kompozytorem roku.
"Każdy z nas miał w tamtym okresie bardzo dużo wściekłości, więc czuliśmy się najlepiej, grając mocno, ekspresyjnie" - opowiadał Bogdan Kondracki, później ceniony producent i kompozytor (pracował m.in. z Moniką Brodką i Anią Dąbrowską), wówczas wokalista i basista Kobonga.
Pod koniec lat 90. ponownie skrzyżowały się drogi Sadowskiego i Gawlińskiego, przy solowej płycie lidera Wilków - "X". Później założył grupę Robot, która przekształciła się w zespół wspomagający wokalistkę Pati Yang, ale i tu nie trwało to długo.
Pod koniec 2004 roku "Sadek" spotkał się z kolegami z pierwszego składu Houka, by zarejestrować utwór do filmu dokumentalnego o scenie alternatywnej drugiej połowy lat 80. i pierwszej połowy 90. Do nagrania jednak nie doszło.
"Zagrani na śmierć"
Sadowski - wraz z perkusistą Januszem Rołtem i wokalistą Dariuszem "Skandalem" Hajnem - był też bohaterem książki "Zagrani na śmierć. Mroczne ścieżki polskiego undergroundu" Tomasza Lady. Ci muzycy współtworzyli najważniejsze nagrania polskiego rocka - "Czarną" Brygadę Kryzys, "Historię podwodną" Lecha Janerki, wczesne utwory Armii, "czwórkę" Dezertera, mroczne romanse grupy Madame oraz albumy Houka i Kobonga.
"Romantyczni artyści nieuznający półśrodków czy mityczni rockmani żyjący według bezwzględnych reguł narzucanych przez scenę? 'Zagrani na śmierć' to historia tragicznych artystów i opowieść o czasach, gdy na krajowej scenie powstawały rzeczy epokowe" - czytamy w opisie książki.






![Przebiśniegi: "Z wnętrza, które chce się odezwać" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJV6ZV0DXISFQ-C401.webp)



