Mija 35 lat od tragicznej śmierci Steviego Raya Vaughana. Legendarny gitarzysta miał dziwny sen tuż przed katastrofą
Ostatnio przypominaliśmy o tragicznej śmierci Aaliyah, która zginęła w katastrofie lotniczej 24 lata temu. Choć Stevie Ray Vaughan, gitarzysta blues-rockowy, wybrał mniejszą maszynę - helikopter, również nie wylądował szczęśliwie. 27 sierpnia br. mija 35 lat od śmierci legendarnego gitarzysty.

Stevie Ray Vaughan, a właściwie Stephen, przyszedł na świat 3 października 1954 roku w Dallas w stanie Teksas. Od małego wiedział, że muzyka rockowa płynie mu w żyłach, więc postanowił nie marnować czasu. Już jako nastolatek grał w zespołach garażowych, zaś w wieku zaledwie 17 lat oficjalnie porzucił szkołę, aby zostać zawodowcem w dziedzinie, która, jak udowadniają legendy rocka, wymaga często niemałych poświęceń.
Stevie Ray Vaughan nie miał kolorowego dzieciństwa. Podzielił nałóg ojca
Dzieciństwo Steviego Raya Vaughana nie należało do najprzyjemniejszych. Gdy w domu rodzinnym pojawiają się używki, psuje się nie tylko atmosfera, ale i szansa na lepszą przyszłość. Jimmie Lee Vaughan, ojciec Steviego, był nie tylko uzależniony od alkoholu, ale i agresywny - również w stosunku do najbliższej rodziny. Jimmy Junior, brat Steviego, zaszczepił w nim miłość do muzyki i sztuki - perkusja i saksofon nie były mu obce.
Z czasem Stevie uświadomił sobie, że zwiąże się na stałe z gitarą. Tak też się stało - mając zaledwie 11 lat Stevie dołączył do grupy Chantones. Gdy z domu rodzinnego wyprowadził się jego brat, popadł w głęboką niemoc. Presja rodziny zmusiła go do podjęcia pracy w pobliskiej hamburgerowni, jednak z czasem, na swoich zasadach, powrócił do muzyki.
Zobacz również:
Artyści wiedzą, że budowanie solidnej kariery i opinii na swój temat bardzo często trwa latami. Stevie również doskonale o tym wiedział i już w 1972 roku porzucił pracę, szkołę i przeniósł się do Austin. Sześć lat później powstał zespół Double Trouble, który młody muzyk stworzył, aby towarzyszył jego solowej karierze. W skład formacji wchodzili również perkusista Chris Layton i basista Tommy Shannon. W 1985 roku dołączył do nich klawiszowiec Reese Wynans.
Albumy "Texas Flood", "In Step" i nagrany wspólnie z bratem Jimmym (wydany pośmiertnie) krążek "Family Style" sprawiły, że nazwisko Steviego szybko rozsławiło się w branży. Muzyk nagrywał nawet u Davida Bowiego, przy jego projekcie "Let's Dance", lecz nigdy nie ukrywał, iż duży wpływ na jego twórczość wywarł Jimi Hendrix.
Życie prywatne Steviego Raya Vaughana nie należało do kolorowych. Nieświadomie, naśladując ojca, wdał się w nałóg alkoholowy, zaś potem pojawiły się silniejsze używki. Odwyk nie pomógł w ratowaniu małżeństwa z Lenorą "Lenny" Darlene Bailey.
Czy Stevie Ray Vaughan przewidział swoją śmierć? Przed katastrofą miał dziwny sen
Jak opisywali po latach przyjaciele Steviego, w nocy z 26 na 27 sierpnia 1990 roku przyśnił mu się koszmar - jego własny pogrzeb. Czuł się nieswojo, był niespokojny, ale obowiązki wzywały muzyka do działania. Artysta i grupa Double Trouble grali jako support przed trzema występami Erica Claptona w Alpine Valley Music Theatre. Rankiem 27 sierpnia 1990 roku Stevie, pilot oraz trzy inne osoby z ekipy Claptona weszły na pokład helikoptera, który niemal chwilę po starcie rozbił się o okoliczną skocznię narciarską. Wszyscy zginęli na miejscu.
Uznano, iż był to nieszczęśliwy wypadek - wykluczono śledztwa i uporczywy udział prokuratury. Jak się okazało, pilot Jeff Brown nie miał zbyt dużej wprawy w pilotowaniu helikopterów, gdyż specjalizował się raczej w samolotach. Rodzina Vaughana pozwała firmę Omniflight, do której należał pechowy śmigłowiec, i w rezultacie wypracowano kwotę odszkodowania. Pogrzeb Steviego Raya Vaughana odbył się we wrześniu 1990 roku.










