Reklama

Porcupine Tree w Katowicach: Nie chcę was zawstydzać [RELACJA]

Steven Wilson stoi na czele grupy Porcupine Tree /Gus Stewart/Redferns /Getty Images

"Nie chcę was zawstydzać, ale jesteście najcichszą publicznością na trasie. Ale to się może zmienić, mamy czas" - rzucił nieco żartobliwie ze sceny Spodka w Katowicach Steven Wilson, niekwestionowany lider Porcupine Tree. Czasu było naprawdę sporo, bo mająca wielu fanów w naszym kraju brytyjska grupa po reaktywacji zaprezentowała 3-godzinny set (rozdzielony ok. 20-minutową przerwą). Magia wciąż działa, choć nie można nie mieć zarzutów do jakości dźwięku.

Niespełna 55-letni Steven Wilson nazywany jest "artystą, który odnosi największe sukcesy spośród wszystkich brytyjskich muzyków, o których nigdy nie słyszeliście" ("Daily Telegraph"), "królem prog rocka" ("Guardian") czy "niezależną gwiazdą pop" ("Uncut"). Ten ostatni przydomek bardziej pasuje do tego, co prezentuje w ramach swojej solowej kariery czy w pop-rockowym projekcie Blackfield razem z izraelskim wokalistą Avivem Geffenem.

Porcupine Tree to zespół, który na samym początku był tak naprawdę solowym projektem Wilsona. W 1993 r. u jego boku pojawili się Richard Barbieri (instrumenty klawiszowe), Colin Edwin (bas) i Chris Maitland (perkusja). Twórczość kwartetu w dużym uproszczeniu została wówczas zakwalifikowana do rocka progresywnego, choć lider ma znacznie szersze inspiracje, włączając choćby elementy takich gatunków, jak metal progresywny, psychodelię, space rocka czy jazz.

Reklama

Wilson przez niektórych krytyków obwołany został "Robertem Frippem XXI wieku", przywołując lidera poszukującego King Crimson. Nie ma tu wielkiego przypadku - Fripp gościnnie pojawił się na płycie "Fear of a Blank Planet" (2007), a Wilson odpowiada za odświeżenie brzmienia klasycznych płyt King Crimson (m.in. "In the Court of the Crimson King", "Red", "Larks Tongues in Aspic").

W 2010 r., rok po wydaniu albumu "The Incident", Wilson ogłosił, że zamierza skupić się przede wszystkim na swojej solowej karierze i innych projektach. W kolejnych latach lider był wielokrotnie pytany o to, czy Porcupine Tree powróci. Od jednoznacznych odpowiedzi starał się wykręcać, dodając, że solowe płyty w pełni zaspokajają jego muzyczne potrzeby. Z upływem czasu szanse na reaktywacje stawały się coraz mniejsze, dlatego tym większym zaskoczeniem była wiadomość z jesieni 2021 r. o tym, że zespół wraca z nowym albumem o niejednoznacznym tytule "Closure/Continuation" - tym razem jako trio w składzie Steven Wilson (wokal, gitary, instrumenty klawiszowe), Richard Barbieri (instrumenty klawiszowe) i Gavin Harrison (perkusja, w 2002 r. zastąpił Maitlanda), który od 2014 r. na stałe występuje jako jeden z trzech bębniarzy we wspomnianym King Crimson. Podczas koncertów towarzyszą im gitarzysta i wokalista Randy McStine i basista Nate Navarro.

W ramach trasy promującej ten materiał grupa odwiedziła też Polskę, która była jednym z pierwszych krajów, gdzie ekipa Wilsona cieszy się statusem kultowego zespołu. "Dziękuję bardzo Katowice, dobrze być z powrotem" - przywitał się ze sceny Spodka lidera Porcupine Tree w niedzielny wieczór. "To 12 lat, wiele się wydarzyło - ożeniłem się i to dla mnie najważniejsze wydarzenie. Ale mamy też wiele muzyki, w tym cały nowy album" - zapowiedział na początku.

I faktycznie w wypełnionym Spodku mieliśmy okazję usłyszeć cały materiał z "Closure/Continuation" - połowa pierwszej części koncertu zawierała mocną reprezentację nowej płyty (singlowy "Harridan", rozśpiewany "Of the New Day", "Rats Return", "Dignity" z przejmującymi wizualizacjami i "Chimera's Wreck"). Dwa pozostałe numery ("Walk the Plank" i "Herd Culling") pojawiły się w drugiej części, gdzie z kolei dominowały utwory z albumu "Fear of the Blank Planet" (2007) z owacyjnie przyjętym "Anesthetize" na czele i tytułowym numerem z fragmentami teledysku na telebimie za zespołem. Cieszyła też mocna obecność płyty "In Absentia" (2002), która dość powszechnie uważana jest za szczytowe osiągnięcie Porcupine Tree - zarówno komercyjne, jak i wśród krytyków.

"Muzyka jako produkt użytkowy do sklepów, jako coś, co nikogo nie obchodzi" - stwierdził Wilson zapowiadając "The Sound of Muzak" z tego albumu, nazywając się "wizjonerem", bo zapowiadał te procesy 20 lat temu. Ukłonił się też publiczności, zwracając uwagę, że na widowni poza fanami towarzyszącymi mu od lat są też młodzi słuchacze, którzy z racji metryki nie mogą pamiętać poprzednich koncertów Porcupine Tree w Polsce.

"Nie chcę was zawstydzać, ale jesteście najcichszą publicznością na trasie. Ale to się może zmienić, mamy czas" - rzucił jakoś w drugiej części wyraźnie zadowolony Steven Wilson, wywołując od razu zdecydowanie głośniejszy aplauz wśród publiczności. Jeszcze większy entuzjazm zapanował, kiedy przedstawiał Randy'ego McStine'a. Okazało się, że muzyk ma polskie korzenie i była to jego dopiero druga wizyta w kraju przodków. "Myślałem, że to szkockie nazwisko" - dopowiadał Wilson.

Można oczywiście trochę wybrzydzać na setlistę (niemal całkowicie pominięty "Deadwing" - tylko "Halo", raptem jeden utwór z "The Incident"), jednak największe zarzuty należy postawić za zbyt głośny dźwięk, szczególnie partii gitarowych, które momentami rozsadzały czaszkę. Selektywność brzmienia zdecydowanie była najsłabszą stroną tego widowiska, na co zwracali uwagę uczestnicy koncertu (w Spodku pojawili się m.in. Mariusz Duda i Michał Łapaj z Riverside, Wojciech Hoffmann z Turbo czy Marek Majewski, były wokalista Osada Vida). Pełny kunszt wychodził, gdy robiło się po prostu ciszej, czego najlepszym przykładem był pierwszy bis - "Collapse the Light Into Earth" w klawiszowym wykonaniu duetu Steven Wilson i Richard Barbieri. Perełka!

Na sam koniec 3-godzinnego koncertu (z 20-minutową przerwą w środku) lider nieco podroczył się z publicznością, z jednej strony mówiąc, że "dopiero zaczynamy się rozgrzewać" (wielki aplauz), a z drugiej dodając, że "to może być ostatnia piosenka zagrana w Polsce" (jęk zawodu). Mam nadzieję, że etap Porcupine Tree w życiu Wilsona nie będzie "Closure", ale właśnie "Continuation".


Porcupine Tree - setlista koncertu w Katowicach:

Część pierwsza:
1. "Blackest Eyes"
2. "Harridan"
3. "Of the New Day"
4. "Rats Return"
5. "Even Less"
6. "Drown With Me"
7. "Dignity"
8. "The Sound of Muzak"
9. "Last Chance to Evacuate Planet Before It Is Recycled"
10. "Chimera's Wreck"
Część druga:
11. "Fear of a Blank Planet"
12. "Buying New Soul"
13. "Walk the Plank"
14. "Herd Culling"
15. "Anesthetize"
16. "I Drive the Hearse"
17. "Sleep Together"
bis:
18. "Collapse the Light Into Earth"
19. "Halo"
20. "Trains".

Michał Boroń, Katowice

Czytaj także:

Steven Wilson: Robert Fripp XXI wieku

Porcupine Tree i recenzja płyty "The Incident": Rówieśnik Sierżanta Pieprza dał radę

Richard Barbieri: Jesteśmy szczęściarzami

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy