Viki Gabor: W końcu jestem sobą [WYWIAD]
Viki Gabor wraca w zupełnie nowej odsłonie. "Spektrum uczuć", zapowiadane jako jej najbardziej osobisty projekt, łączy bałkańskie melodie z nowoczesnym R&B i rapową energią, a przede wszystkim odsłania emocje, o których wcześniej nie mówiła głośno. Po raz pierwszy miała pełną wolność artystyczną i - jak sama podkreśla - w końcu jest sobą.

Damian Westfal, Interia Muzyka: Viki, czy to prawda, że na nowej płycie pokazujesz siebie taką, jaką zawsze chciałaś być - muzycznie i wizerunkowo?
Viki Gabor: - Tak. Przy tym albumie miałam pełną wolność artystyczną. Mogłam tworzyć dokładnie to, co chodziło mi po głowie od dawna, więc bardzo się tym materiałem jaram. Dodatkowo to pierwsza płyta, na której opowiadam o bardzo prywatnych historiach, o których wcześniej nie mówiłam. Ta płyta jest dla mnie mega ważna.
Dlaczego właśnie teraz przyszedł moment na taką decyzję?
- Myślę, że to po prostu był dobry okres. Miałam fajny czas w życiu, mogłam się odciąć od social mediów i na kilka miesięcy zamknąć w studiu. To tam poczułam, że chcę przełamać swoje bariery - zarówno muzyczne, jak i emocjonalne - i w końcu napisać o rzeczach bardzo osobistych i ważnych dla mnie.
Jak się czułaś, kiedy wychodziłaś ze studia po ostatniej sesji nagraniowej?
- Jarałam się bardzo. Odsłuch płyty mieliśmy chyba z pięć razy - tak bardzo się cieszyliśmy z tego materiału. Pamiętam, że ostatnia "nagrywka" była dosyć smutna dla mnie, bo kocham pracę w studiu, a przy tej płycie byłam tam praktycznie codziennie przez kilka miesięcy. Kocham tworzyć, kocham nagrywać i siedzieć po prostu w studiu.
Jak pracowało ci się z Malikiem? Domyślam się, że świetnie, szczególnie po "Peligroso".
- Super! Bardzo dobrze się dogadujemy jako artyści i prywatnie. To był jego pomysł, żeby całą płytę zrobić w jego studiu. Poczułam duże wsparcie od Malika, mogłam zobaczyć, jak wygląda świat rapu "od kuchni", bo wcześniej nie pracowałam z producentami z tego środowiska. To dodało świeżości mojej muzyce.
Pisanie po polsku było chyba wyzwaniem?
- Zamysł był taki, aby te piosenki miały jakiś przekaz i żeby każdy zrozumiał moje emocje w 100%. Na tym w sumie chyba najbardziej się zafiksowałam. Skoro mieszkam w Polsce - tu nie każdy mówi po angielsku - i opowiadam o intymnych sytuacjach, to naturalne było dla mnie, by zrobić całą płytę po polsku. Trzeba było się przełamać i dziś cieszę się z tej decyzji - te piosenki najlepiej brzmią właśnie tak.
Bardzo ciekawi mnie okładka albumu i połączenie niebieskiego koloru z tytułem "Spektrum uczuć". To jakiś trop?
- Wiem, co masz na myśli… Niebieski zawsze kojarzył mi się ze "spektrum uczuć". Okładka generalnie jest zaproszeniem do odsłuchu tego albumu. Widzisz tutaj telewizor, a w nim mnie - kiedyś i dziś. Chciałam pokazać, jak bardzo się zmieniłam przez te sześć lat w branży: muzycznie, wizerunkowo, życiowo. Ludzie często myślą, że jestem tą samą Viki, co na przykład trzy lata temu, a ja przecież dorastam, próbuję nowych rzeczy, zmieniam się.
Jak się żyje świeżo upieczonej 18-latce?
- W sumie tak samo. (śmiech) Po prostu teraz mieszkam sama w Warszawie. Każdy mnie straszył, że po osiemnastce czas szybciej leci - tego się boję najbardziej - ale póki co jest okej.
Jak ci się tu mieszka?
- Świetnie. Tu jest całe "centrum dowodzenia" mojej pracy - studio, projekty, spotkania. Ja nie umiem usiedzieć w miejscu, więc Warszawa to dla mnie idealne miejsce. Dużo się dzieje i bardzo mnie to napędza.
Widzę ciebie, słucham i dochodzę do wniosku, że jesteś teraz bardzo szczęśliwa.
- To rzeczywiście najlepszy okres w moim życiu. Też dlatego, że wydałam tę płytę, którą od dłuższego czasu miałam w planach. Potrzebowałam jej, aby poczuć się dobrze. Musiałam wylać w końcu te emocje.
Jeden z najmocniejszych utworów na płycie to "Życie, używki, kariera". Co chciałaś przez to powiedzieć?
- To piosenka o tym, że czasem ludzie wybierają złą drogę, żeby sobie pomóc. Jest bardzo dosłowna. Trzeba wsłuchać się w tekst i osoba słuchająca tego numeru, wie o co mi chodzi. Przy nagraniach ktoś powiedział mi: "Viki, musisz dać z siebie więcej, muszę to poczuć". Pojechałam do domu, przesłuchałam ją z 15 razy i zrozumiałam, że muszę zaśpiewać ją tak, jak ją napisałam - z emocjami. Najlepiej po prostu jej posłuchać.
Będzie czwarty singiel - możesz zdradzić jaki?
- Niestety nie mogę. Będzie do niego teledysk i już mamy na niego świetny pomysł. Już niedługo coś więcej…
To może chociaż zdradzisz nam, kim jest tajemniczy M. z "Listów do M."? Domyślam się, że to jest piosenka na bazie twoich własnych doświadczeń…
- Bo jest. (śmiech) Nie mogę powiedzieć ci, o kim jest, ale to utwór o nieszczęśliwej miłości, chyba najsmutniejszy na tym albumie. Powstał w trudny dzień i wiele dla mnie znaczy. Myślałam, że przejdzie niezauważony, a wiele osób mówi mi, że to ich ulubiony numer z całej płyty. To dla mnie zaskakujące i bardzo miłe. Mnie też się podoba, bo jest przede wszystkim prawdziwy.
Sama mówisz, że to jest twój "drugi debiut". Myślisz jeszcze czasem o swoim pierwszym debiucie - "Getaway (Into My Imagination)"?
- Lubię tę płytę, ale czy to była w 100 proc. Viki? Myślę, że nie. Tym się właśnie różni "Spektrum uczuć" od "Getaway" - że ja wtedy nie miałam wolności artystycznej, nie zawsze mogłam powiedzieć "nie". "Spektrum uczuć" to mój drugi debiut - tu wszystko jest moje. "Getaway" wspominam dobrze, to był dobry okres w moim życiu, ale nie zrobiłabym kolejnej takiej płyty.
Widzimy się na Sylwestrze?
- Tak! Pracuję nad choreografią i stylizacjami. Ten występ będzie inny - bardziej angażujący ruchowo. Myślę, że to może być jeden z moich najlepszych występów.
O czym teraz marzysz?
- Szczerze? Już myślę o piątej płycie. Mogłabym nawet teraz wejść do studia i napisać 12 kolejnych numerów. Chcę nadal płynąć na tej fali.








