DOMI/NIKA o swoim występie na Famie: "Cieszę się, że wreszcie doświadczę jej na własnej skórze" [WYWIAD]
Dominika Górska wraca do solowych początków, z autorskim projektem łączącym pop i elektronikę, pod nazwą DOMI/NIKA. Już niedługo w Świnoujściu, na festiwalu Fama, będzie możliwość usłyszenia jej na żywo. Z tej okazji porozmawialiśmy z nią o zbliżających się koncertach oraz debiucie, na który jeszcze będziemy musieli poczekać.

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: DOMI/NIKA to poniekąd twój powrót do początków, gdy również tworzyłaś jako solistka. Skąd pomysł, by porzucić Vyspę i skupić się na własnej twórczości?
DOMI/NIKA: W Vyspie spełniałam się głównie jako wokalistka, a za produkcję i muzykę w pełni odpowiadał mój kolega. Oczywiście, czasami były jakieś sugestie z mojej strony, ale raczej na zasadzie drobnych uwag. Ja sama jestem również autorką muzyki, co realizowałam wcześniej solowo w projekcie Groberska - teraz chciałam jednak znowu wrócić do tego i pokazać swoje autorskie piosenki.
Czym chciałabyś by ten projekt się wyróżniał?
- Myślę, że czymś, czego wcześniej u mnie nie było, to balans - pomiędzy akustycznymi brzmieniami, a elektroniką. Dodatkowo teraz mam pełnoprawny zespół koncertowy oraz producenta - to wszystko coś, o czym wcześniej tylko marzyłam.
Ostatni wydany przez ciebie singiel - "O mój Ty" - ukazał się w kwietniu tego roku. Jak wspominasz pracę nad nim?
- Z moim producentem, który pomagał mi w tworzeniu, cały utwór zrobiliśmy zdalnie. Sam zarys piosenki powstał naprawdę wiele lat temu i przy pracy nad przyszłym krążkiem, postanowiłam do niego wrócić i go dokończyć. Dopiero teraz udało mi się napisać dobry refren, bo to z nim miałam wcześniej najwięcej problemów.
Czyli śmiało można powiedzieć, że te trzy dotychczas wydane utwory, wskazują kierunek, w jakim będziesz chciała podążać…
- Dokładnie. "Mapa i terytorium" odsłania bardziej akustyczną, emocjonalną stronę. "Tuż, tuż" natomiast dużo bardziej nawiązuje do elektroniki z czasów Vyspy - jest znacznie bardziej taneczny. I moja debiutancka płyta taka właśnie będzie - dwuczęściowa.
Masz już gotowy materiał na debiutancką płytę?
- Właściwie to tak, czekam jednak na odpowiedni moment z publikacją. Zależy mi, by jak najwięcej osób mogło go przesłuchać. Gdy jest się debiutantem, ciężko jest dotrzeć do nowych ludzi. Wydaję pojedyncze utwory, bo wiem, że znacznie mniej się słucha teraz longplay'ów. Także myśląc realistycznie, z premierą celowałabym w wiosnę przyszłego roku.
Producentem twoich utworów, jak i przyszłej płyty, jest Michał Drozda, znany między innymi z zespołu Niemoc. Nie miałaś problemu z przekazaniem mu swojej wizji?
- To jest akurat dość śmieszne, bo nigdy nie poznaliśmy się osobiście. Tak jak mówiłam, nasza współpraca opiera się na wymianie maili. Nie wybrałam go przypadkowo - wiem, że współpracował z Kathią oraz oczywiście współtworzy Niemoc, których muzyka zawsze bardzo mi się podobała. Myślę, że mamy podobne inspiracje, a to nam sporo ułatwia. Czasem spotykasz na swojej drodze osoby z innego świata muzycznego i naprawdę ciężko jest się dogadać. Tutaj jednak wszystko przebiegało bez problemów.
Skąd u ciebie zamiłowanie do elektronicznych brzmień? To już twój kolejny projekt, gdzie cały czas te brzmienia stanowią dość ważną część…
- Głównie stąd, że jak miałam około 20 lat, taka muzyka była dość modna - zespoły takie jak The Dumplings czy inne elektroniczne bandy podbijały wtedy listy przebojów. Stwierdziłam, że warto robić coś takiego, co nie ogranicza mnie do gitary i pianina, a jednocześnie nie jest zbyt alternatywne. Do tego współczesne możliwości produkcyjno-kompozycyjne sprawiają, że można robić cuda - żywe instrumenty niestety bywają ograniczające.
Już za moment będziesz miała przyjemność zagrać na festiwalu FAMA - jakie jest twoje nastawienie przed nim?
- Bardzo się cieszę na ten koncert, bo będzie on moim drugim po next-festowym występie. Wiem też, co mogę poprawić tym razem, by wypaść jeszcze lepiej. Będą oczywiście nowe utwory, bo chciałabym sprawdzić, jak się przyjmą. To jest w ogóle naprawdę cudowne uczucie móc zagrać na festiwalu z tak długoletnią tradycją. To dla mnie ogromne wyróżnienie, że mogę się na nim pojawić.
Czego się spodziewasz jeśli chodzi o nadmorską publiczność?
- Co ciekawe, nigdy nie było mi dane zagrać na północy - nawet jak przypominam sobie wszystkie poprzednie projekty. Jestem niezwykle ciekawa atmosfery, jaka będzie panować. Dużo się mówi o Famie, więc cieszę się, że wreszcie doświadczę jej na własnej skórze.
Tak jak wspomniałaś, za tobą Next Fest, a przed tobą Great September - jak odnajdujesz się na tego typu showcase'ach?
- Dla osób początkujących, jak ja, to najlepsza forma promocji. Nie jest tajemnicą, że mnóstwo osób z branży pojawia się na takich showcase'ach. Wiążą się z nimi dość spore nadzieje, ale też pewność, że zawsze sporo osób się pojawi.
Czy można śmiało powiedzieć, że DOMI/NIKA to twój projekt docelowy?
- Na razie tak, bo jest w pełni mój - i tego mi bardzo brakowało. Są to moje autorskie projekty, wszystko wygląda jak ja chcę, nikt mi nie mówi, że coś powinno brzmieć inaczej. Za tym idzie również wielka odpowiedzialność, ale na końcu satysfakcja jest ogromna. Także skupiam się w pełni na DOMI/NICE, ale nie wykluczam powrotu z Vyspą - wszystko stoi otworem.







![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)
