Lady Pank przed Sylwestrową Mocą Przebojów. "To dla nas bardzo ważne" [WYWIAD]
Już wkrótce w Toruniu usłyszymy największe klasyki polskiego rocka w wykonaniu Lady Pank. Kultowa grupa wystąpi bowiem podczas Sylwestrowej Mocy Przebojów w Polsacie. Gitarzysta Jan Borysewicz opowiedział nam o planach na pożegnanie 2025 roku oraz o tym, czego spodziewać się możemy w nadchodzących miesiącach!

Tymoteusz Hołysz, Interia Muzyka: 45 lat na scenie i masa wydanych albumów, jakie myśli pojawiają się w głowie, gdy zespół z takim stażem zabiera się za kolejne wydawnictwo?
Jan Borysewicz, Lady Pank: - Za każdym razem takie same, myślę przede wszystkim o tym, jakich utworów jeszcze brakuje do koncertów. To się bierze stąd, że na koncertach bardzo często, podczas grania utworów, zastanawiam się, jakiego numeru jeszcze mi brakuje - szybkiego, wolnego, nastrojowego. Zbieram takie myśli w całość i po jakimś czasie wychodzi pomysł na zrobienie nowej płyty. Jesteśmy bardzo czynni koncertowo i dbam o to, żebyśmy mieli z każdej płyty jakiś świeży utwór. To bardzo nas wzbogaca, a poza tym dochodzą nam świeży nowi fani i to jest dla mnie bardzo istotne.
Spotkałem się ze stwierdzeniem, że nowy album to najbardziej przebojowa płyta Lady Pank nawet od czasu debiutu. Zgodziłby się pan z tym stwierdzeniem?
- To bardzo miłe. Jestem człowiekiem, który komponuje bardzo melodyjne utwory i stąd się biorą tak zwane przeboje. Ja inaczej nie potrafię, nawet jak chcę spróbować zagrać jakiegoś bluesa przy swoich solowych płytach Jana Bo, też mi wychodzą melodie i piosenki. Tak już mam, ale to jest super. Pozostawiam to opinii wszystkich innych dookoła. Zawsze staram się robić tak, aby te płyty były jak najlepsze. Bardzo szanuję i bardzo lubię ostatnią płytę "LP40", która ukazała się jakiś czas temu. Wiele mam takich sygnałów, że to też jest bardzo dobra płyta, natomiast postanowiłem, że pozbędę się na niej klawiszy i zajmę się komponowaniem gitarowych partii. Fani chyba przyzwyczaili się do takiego grania, co mnie bardzo cieszy.
Myślę, że jej dużym atutem są bardzo aktualne teksty. Wydaje mi się, że niektórymi utworami udało wam się wbić kij w mrowisko.
- Tak, myślę, że tak, lubimy to robić. Fajnie dobraliśmy autorów tekstów, bo jest Andrzej Mogielnicki, z którym wiadomo, od samego początku tworzyliśmy ten zespół i napisał świetne teksty. Jest również Wojtek Bryski, wspólnie pisałem teksty z Michałem Wiraszko i sam popełniłem jeden tekst do bardzo osobistego utworu "F33". Jestem zadowolony, słucham tej płyty, przesłuchuję co jakiś czas pojedyncze utwory, fani wrzucają na social media kawałki, które im się podobają. Widzę po tym, że cała płyta się podoba i też bardzo chwalą teksty.
Wspomniane już "F33", to jest dość ciężki utwór, co było inspiracją dla niego?
- Poświęciłem go bliskiej mi osobie, która zmagała się z takimi problemami. Starałem się w jak najlepszy sposób pomóc i pomogłem, natomiast gdzieś z tyłu głowy to zostało i naszło mnie, żeby taki utwór właśnie zrobić, wyobrazić sobie przez co ta osoba przechodziła. Jest on dla mnie bardzo osobisty, ale też niesie ogromną nadzieję.
Zobacz również:
Wyruszacie po nowym roku w bardzo konkretną trasę koncertową. Zaczynacie od występów poza Polską. Bardzo różni się granie za granicą od tego u nas?
- Na pewno się różni, bo jesteśmy w innych krajach, ale gramy dla Polaków. Czasami zdarza się tak, że w różnych częściach świata, gdzie podróżujemy i gramy koncerty - tak jest właśnie w Stanach - ludzie przyprowadzają swoich lokalnych znajomych. Zdarzyło się tak w Niemczech, czy na przykład w Holandii, że przyprowadzano miejscowych ludzi, żeby posłuchali Lady Pank, ale głównie gramy dla Polonii. Zaczynamy trasę od trzech koncertów w Holandii, po powrocie mamy 2-3 dni przerwy i ruszamy do Stanów i Kanady na trzy koncerty, potem wracamy do Polski i pierwszy duży koncert gramy 14 marca na Torwarze. Koncertów szykuje się bardzo dużo, cały czas dochodzą nowe, więc ten rok będzie dla zespołu bardzo pracowity. Chcemy, aby te koncerty były inne, "jubileuszowe".
Dla mnie przyszły rok będzie szczególnie przełomowy, czeka mnie wiele ciekawych projektów. Cały czas pracuję nad solową płytą Jana Bo, którą zamierzam wydać na początku 2027 roku. Zapewne wiosną 2026 roku premierę będzie miał film fabularny o mnie, który będzie dostępny na platformie Netflix, zdjęcia są już zakończone.
Dodatkowo szykuję pierwszą edycję swojego festiwalu, który będzie odbywał się rokrocznie w miejscowości Ćmielów przy świeżo wyremontowanym, pięknym zamku. Pierwsza edycja odbędzie się 25 lipca i już na moich social mediach można zobaczyć, kto będzie występował. Będę ja z Janem Bo, będę zapraszał też wspaniałych polskich gitarzystów, no i będą goście zagraniczni. W przyszłym roku tym gościem będzie GusG - znakomitych gitarzysta, który występował z Ozzym Osoburnem, a na tym koncercie wystąpi z wokalistą Ronniem Romero. Taką perełką będzie też koncert czterdziestopięciolecia Lady Pank, który zakończy tegoroczny festiwal. Zainteresowanie jest bardzo duże - co cieszy, że słuchacze coraz częściej sięgają po prawdziwe gitarowe granie. Czasem myślę, że wziąłem sobie na głowę może trochę za dużo, ale z drugiej strony, ja bardzo lubię pracować i lubię się wywiązywać ze swoich zadań, więc zobaczymy co to wszystko przyniesie.
Na koncertach, zresztą, jak czytamy w notce w prasowej, będziecie grali utwory mniej i bardziej znane. Są w waszym katalogu takie perełki, które uważa pan, że powinny dostać więcej uwagi i miłości od fanów?
- Tak, przez wieloletnią obserwację zauważyłem, jakie utwory ludzie chcą słyszeć na koncertach Lady Pank i one są grane, kiedy nie ma nowej płyty. Gdy wykonujemy nową płytę, gramy te kawałki, które się sprawdzają. Nie chciałbym grać takich utworów, które nigdy nie były lansowane w radio czy telewizji. Wydaje nam się jednak, że na tych największych koncertach na czterdziestopięciolecie będzie przestrzeń, aby pojawiło się coś nowego. Wielokrotnie proszono mnie, żeby zagrać utwory takie, które właśnie nie były promowane w mediach. Oczywiście musza się one zmieścić obok tego, co zawsze gramy, są też nowe utwory, których będzie kilka i jeszcze utwory, które wyciągnąłem gdzieś głęboko z rękawa. Jeden utwór mogę zdradzić, bo będziemy grać "Rysunkową Postać", o którą ciągle proszą mnie wierni fani - starszy utwór, który był nagrywany przy okazji komponowania muzyki do filmu "O dwóch takich, co ukradli księżyc". Tych utworów było bardzo dużo i rozpędzony skomponowałem też właśnie "Rysunkową Postać", a Andrzej napisał świetny tekst, także będzie ten utwór i będą też inne, których naprawdę nie graliśmy od wielu, wielu lat.
Jeszcze zanim to wszystko nastąpi, pożegnacie ten rok z Polsatem podczas Sylwestrowej Mocy Przebojów. Dla wielu widzów to wręcz tradycyjna impreza, symboliczny moment końca roku. Czym dla was jest taki występ?
- Traktujemy to jako pożegnanie całego roku koncertowego, wspólnie, zamknięcie pewnego etapu i spędzenie tego czasu razem, to jest dla nas bardzo ważne. Poza tym w ciągu roku nie ma zbyt wiele możliwości, żebyśmy spotykali się z tak wieloma innymi muzykami. To idealna okazja, żeby porozmawiać z artystami, z którymi się lubimy, przybić sobie piątkę, złożyć życzenia. Jest to taki czas dla nas, żeby pobyć razem. Nie znaleźlibyśmy momentu na to, żeby się spotkać, bo każdy gdzieś wyjeżdża. Zazwyczaj te życzenia są sms-owe albo telefoniczne, natomiast tutaj możemy to zrobić na żywca i jeszcze powspominać rok, który się kończy.
A jak różni się granie na takiej dużej telewizyjnej imprezie od klasycznego koncertu?
- Czasami w ogóle nie da się zagrać ze wszystkimi instrumentami, więc zespoły posiłkują się pół-playbackami. To są telewizyjne prawa, takie wymagania techniczne po prostu muszą być. Czasami udawało nam się zagrać, ale pojawiały się ograniczenia. Ludzie muszą zrozumieć, że to nie jest jak na festiwalu, że jest scena, która jeździ, że tych scen jest na przykład 6 tak i odjeżdżają te, które są dla danego zespołu. Tutaj jest zupełnie inaczej, trzeba wyjść i od razu grać. Telewizja ma swój czas antenowy i nie da się przepiąć tak sprzętu, żeby zagrać wszystko na żywo, czasami nie można nawet nic. Druga sprawa to temperatura, która czasami jest taka, że instrumenty się rozstrajają. Ludzie chyba nie chcieliby słuchać zespołu, który po prostu nie brzmi albo jest totalnie rozstrojony, więc to też jest jeden z powodów, które nie dają artystom zagrać w całości na żywo. Ale nasza energia jest najprawdziwsza i kontakt z publicznością. I zawsze robimy wszystko, aby ta zabawa sylwestrowa była niezapomniana.
A który z takich utworów Lady Pank uważa pan za idealny do posłuchania tuż przed północą?
- (śmiech) No chyba "Mniej niż zero". Zazwyczaj gramy takie utwory jak "Kryzysowa narzeczona", "Tacy sami", "Tańcz głupia tańcz", "Zawsze tam gdzie ty" i to też są utwory, które są wybierane przez reżysera widowiska. Mają rozpiskę, jakie numery są popularne i proponują każdemu wykonawcy, żeby właśnie one znalazły się w setliście.










