Ho99o9 i N8NOFACE w Warszawie: "Jestem 50-letnią porażką" [RELACJA]
17 lutego do warszawskiej Hydrozagadki zawitał wyjątkowy punk-rapowy duet Ho99o9. Powiedzieć, że był to znakomity koncert, to jak nie powiedzieć nic. Sprawdźcie, co się wydarzyło!

Yeti Bones i theOGM znani szerzej jako Ho99o9 odwiedzili Polskę na dwa koncerty w ramach trasy promującej wydany końcem zeszłego roku krążek "Tomorrow We Escape". Dzień po poznańskim show zawitali do Warszawy, pokazując najwyższej klasy mieszankę punka, hip-hopu i elektroniki.
Szczery do bólu synth-punk
Muzyczny wieczór otworzyła jednoosobowa armia N8NOFACE w pięknej koszulce w napisy "kocham". Ten projekt miałem okazję zobaczyć już na żywo w łódzkiej Atlas Arenie przed Limp Bizkit. Wielka scena nie zadziałała jednak na jego korzyść. Synth-punkowe kompozycje zdecydowanie lepiej wybrzmiewają w mniejszym klubie, choć wciąż stuprocentowo mnie do siebie nie przekonały.

Z jednej strony jest coś pociągającego w jego energii scenicznej i swego rodzaju szaleństwie - to człowiek, który mimo dość pokrętnej twórczości, zaraża wyjątkowo pozytywną energią, ale muzycznie dość szybko robi się to męczące ze względu na bardzo "kwadratowe" i powtarzalne perkusje. Nie można mu jednak odmówić oddania - w pewnym momencie rzucił ze sceny: "Jestem 50-letnią porażką, ale kocham to robić" - takiej szczerości ciężko nie docenić!
Ho99o9 w Warszawie: jak było?
Ho99o9 to jedna z tych grup, które obserwuję od bardzo dawna, ale nie miałem wcześniej okazji zobaczyć ich na żywo. Dlatego też mimo bardzo kuszącej propozycji w postaci Napalm Death w Progresji, postawiłem właśnie na nich i... absolutnie się nie zawiodłem. O decyzji tej zaważył też świetny album "Tomorrow We Escape" wydany we wrześniu zeszłego roku - po więcej o nim odsyłam do mojego wywiadu z muzykami.
Setlista obracała się w dużej mierze właśnie wokół tej płyty. Już na samym starcie dostaliśmy "I Miss Home", które przeszło w dzikie "Escape" i lekko industrialowe "Target Practice" oraz "OK, I'm Reloaded", po którym w zasadzie trio (bo towarzyszył im na scenie fe-no-me-nal-ny perkusista Thomas Pridgen) pozwoliło trochę odetchnąć przy rozmarzonym "Psychic Jumper" - bardzo podobało mi się wykorzystanie słuchawki telefonu . TheOGM paradujący w cekinowym secie z Adidasa, przypominającym trochę kreacje Jonathana Davisa, sprytnie utrzymywał klimat DJ setu, wtrącając dla złapania oddechu klubowe i soulowe klasyki.
Przez cały występ muzycy balansowali gdzieś pomiędzy The Prodigy, Death Grips i Bad Brains. Pierwszą z wymienionych inspiracji szczególnie słychać było przy "Knuckle Up", które na żywo zaskoczyło jeszcze bardziej niż w wersji studyjnej. Równie zaskakujące było samo nagłośnienie koncertu - bardzo czyste, choć może odrobinę zbyt ciche. Zastanawia mnie jedynie, jak to jest możliwe, że zespół z takim stażem, taką charyzmą i tak dobrą dyskografią, gra w tak małym klubie. Jest jednak nadzieja, że następnym razem zobaczymy ich już w większym miejscu, bo Hydrozagadka była niemal pełna, a mosh pity ogromne. Niemal cały czas kogoś trzeba było podnosić z podłogi, a w pewnym momencie fani nawet sami zaczęli wchodzić na scenę. Tym samym poprzeczka koncertowa na 2026 rok tylko rośnie, a Ho99o9 zapisują się w mojej pamięci jako niepowstrzymana siła, której występów nie warto sobie odmawiać.







![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)





