Ho99o9: "Nasze kwiaty wyrastają z betonu" [WYWIAD]
Duet Ho99o9 (czyt. horror) nieprzerwanie od 2012 roku redefiniuje granice pomiędzy punkiem i hip hopem. Ich najnowszy krążek "Tomorrow We Escape", który ukazał się we wrześniu 2025 roku, cieszy się ogromnym uznaniem nie tylko wśród fanów ale i krytyków. Wkrótce theOGM i Yeti Bones odwiedzą Polskę na dwa koncerty - 16.02 zagrają w poznańskim klubie 2Progi, a dzień później w warszawskiej Hydrozagadce. Więcej o płycie, trasie i wielu innych kwestiach dowiecie się z naszej poniższej rozmowy!

Tymoteusz Hołysz, Interia Muzyka: "Tomorrow We Escape" wyszło już jakiś czas temu. Cieszycie się z tego, jak ta płyta została przyjęta?
TheOGM: Tak, zdecydowanie. Oczywiście chciałbym, żeby pokryła się platyną, ale poza tym jestem bardzo zadowolony z tego, jak odebrano ten materiał. Ludzie powoli zaczynają nas rozumieć. Na przestrzeni lat ceniono naszą różnorodność, ekspresję i eksperymenty, a teraz komplementują to, jak spójne i dobrze złożone jest to dzieło.
Myślisz, że to w ogóle możliwe, żeby muzyka tego typu pokryła się platyną?
theOGM: Nie (śmiech). Chodziło mi bardziej o to, żeby więcej osób miało do niej dostęp. Patrząc na algorytmy, przez to, jaką muzykę robimy, trudniej jest ludziom dotrzeć do naszej twórczości. Musielibyśmy zrobić jakiś popowy hit, żeby w ogóle nas zauważyli. Mówiąc o platynie, mam na myśli to, żeby więcej osób docierało do tego, co robimy.
Powiedziałbym, że to wasza najbardziej dojrzała płyta. Od początku mieliście takie założenie?
Yeti Bones: W zasadzie to tak. Wychodząc od "United States of Horror" i drugiej płyty "SKIN", widać naszą ewolucję. Fizycznie i dźwiękowo to nowy sposób wyrażania naszej sztuki.
theOGM: Zaczynając, zależało nam na tym, żeby było więcej melodii. Nie chcieliśmy być agresywni dla samej agresji. Podjęliśmy więc to wyzwanie, by znaleźć nowe sposoby na przekazanie naszego przesłania.
Jest tam zdecydowanie więcej emocji i trochę mniej polityki, chociaż kiedy się pojawia, uderza bardzo mocno.
theOGM: Dokładnie.
Yeti Bones: Chcieliśmy uwzględnić politykę światową i politykę osobistą. Te tematy powinny się przeplatać, bo wykrzykiwanie tego samego, co wszyscy inni jest bez sensu. Musisz znaleźć w głębi siebie jakieś emocje, zamiast poruszać tematy, o których mówi każdy i o których my mówiliśmy już na samym naszym początku.
theOGM, zostałeś ojcem parę lat temu. To musiało mieć duży wpływ na ten materiał.
theOGM: Oczywiście. Tak jak powiedział, Yeti Bones, ewoluujemy, a zostanie ojcem bardzo mi w tym pomogło, zmieniło moje nastawienie. Mój syn bardzo lubi taką muzykę, to zabawne, kocha rock and rolla. Miło jest tworzyć muzykę, która mu się podoba. Mogę puszczać mu utwory i powie mi, czy są dobre, czy nie, a ma dopiero cztery latka.
Mimo wszystko wychowywanie dziecka przy tym, co obecnie dzieje się w Stanach, musi być nieco stresujące.
theOGM: Tak, jest, ale prawdę mówiąc zawsze było. To straszne, każdy widzi, co teraz się dzieje i oczywiście ludzie na to reagują, ale te rzeczy dzieją się już od dawna, zwłaszcza w społeczności osób czarnoskórych. To trwa od dekad, więc wychowywanie dziecka w takim środowisku od zawsze wiązało się z jakimś strachem. Gdy ja dojrzewałem, również się bałem. Przy tym wszystkim najważniejsze jest, by być porządnym człowiekiem i wzorem do naśladowania dla swojego dziecka i każdego wokół. To ważne, by mieć obok siebie dobrych ludzi, którzy pomogą ci w czasach niepewności. Dlatego też sam staram się być jego superbohaterem, najlepszą wersją siebie, żeby był gotów iść w świat bez strachu. Na ulicach dzieją się różne rzeczy, ale wciąż chodzę robić pranie, wychodzę na zakupy, kupuję kwiaty mojej partnerce i zabieram syna do szkoły. To, co się dzieje, nie powstrzymuje mnie przed funkcjonowaniem. Chciałbym, żeby on również miał takie podejście. Żeby mimo tego, co dzieje się za oknem, był gotów iść po swoje.
Wracając do albumu. Znalazła się na nim jedna piosenka z Chelsea Wolfe - "Immortal". Jak w ogóle doszło do takiej kolaboracji. Pochodzicie jednak z zupełnie innych muzycznych światów.
theOGM: Uwielbiam to, że wszyscy są tak podekscytowani i zaintrygowani tym utworem. To bardzo fajna historia. Graliśmy na jakimś festiwalu - nie pamiętam gdzie.
YetiBones: To było w Belgii
theOGM: Właśnie. [Chelsea Wolfe] grała tam przed nami. Oglądając ją, byliśmy oczarowani. Te wokale - dziwaczne, lecz dręczące, tak piękne i mroczne. W tamtym momencie stałem się fanem. Mieszkamy w LA, okazało się, że mamy wspólną znajomą. Shoutout dla Elfie, zawsze zapominam o niej wspomnieć... Przez nią nawiązaliśmy kontakt. Jak tylko dowiedziałem się, że się znają, poprosiłem o to, żeby się spotkać. Powiedziałem jej, że tworzymy ten album - praca nad nim zaczęła się już parę lat temu. Wysłałem kilka kawałków, wiedziałem, że dwa z nich jej się spodobają, a trzeciego nie byłem pewny. Ku mojemu zdziwieniu wybrała właśnie ten trzeci, ale to dobrze, bo było to totalnie inne od pozostałych propozycji. Gdy usłyszeliśmy, co nagrała, byliśmy absolutnie zachwyceni. Później dopracowaliśmy jeszcze bit - ten utwór powstał dość dawno temu, ale od początku wiedzieliśmy, że trafi na płytę, bo bardzo wyróżnia się na tle pozostałych kawałków.
Wydaje mi się, że to ten sampel mógł podyktować jej wybór, ale nie będę zdradzał, skąd pochodzi, niech słuchacze sami zgadną.
theOGM: Dokładnie tak! Mój człowiek. (śmiech)
Wspominaliście kiedyś w wywiadzie, że czerpaliście sporo inspiracji z Odd Future, z tego, co tworzył m.in. Tyler The Creator. Na przestrzeni lat on jednak stał się łagodniejszy, a wy nie.
Yeti Bones: Trzeba wziąć pod uwagę jego inspiracje. Jest wielkim fanem Pharrella i Clipse, Kanye'go. Jesteśmy w podobnym wieku, więc nasz hip hopowy background jest taki sam, ale nasze inspiracje pochodzą nie tylko z hip hopu, ale też z industrialu i punka. Poszliśmy po prostu w stronę, która bardziej odpowiada naszemu brzmieniu. "Tomorrow We Escape" jest tego esencją. Tyler to prawdziwy muzyczny motyl. Przepoczwarzył się w piękny sposób, jestem wielkim fanem. Cała jego dyskografia jest bardzo dobra.
theOGM: Jego albumy teraz są nawet lepsze!
Yeti Bones: Chciałem to powiedzieć. Te płyty są cudowne, ale poprzednie wydawnictwa to znak czasów. Podobnie jest, gdy wracamy do naszych pierwszych mixtape'ów - jasno widać, jacy byliśmy i jak tworzyliśmy. Wszystko sprowadza się do rozwoju osobistego, ewolucji i dojrzewania, co ma wpływ na brzmienie muzyki.
Spotkałem się ze stwierdzeniami, że to co tworzy Tyler nie jest już autentyczne.
theOGM: To właśnie jest najbardziej autentyczne! W tych łagodniejszych momentach jest najbardziej prawdziwy. Najmocniejsze materiały jakie wydawał, tworzył w zasadzie jeszcze jako dziecko. Inspirował się motywami z filmów i odtwarzał je. Czerpał z produkcji Quentina Tarantino i z reżyserskim podejściem przekładał to na bity. Dla mnie to nie jest autentyczne, to tylko fantazja. To, o czym pisze teraz - o swojej historii, o tym, jak żyje, z kim jest, wokół jakich ludzi się obraca - to jest prawdziwe. Nie rozumiem, jak można tego nie doceniać. Ludzie chcą, żeby zgrywał twardziela bez większego powodu. Jaki jest tego cel? Wszyscy pochodzimy z trudnych środowisk, mamy traumy związane z dojrzewaniem, ale kto chciałby być twardzielem i słuchać ciężkiej muzyki przez cały czas. W którymś momencie musisz wyjść do parku i zażyć trochę słońca. Rozwijaj się razem z artystą, z jego muzyką. Ciesz się, że nie mówi ciągle o tym samym. Kto chciałby słuchać przez 15 lat muzyka, który opowiada w kółko to samo?
Znam i takich artystów (śmiech).
theOGM: (śmiech) Oczywiście, ale nie ma w tym żadnego rozwoju. Są tacy artyści, do których przychodzi się tylko w konkretnym celu, to jest okej, ale są i tacy, którzy się rozwijają, przekraczają kolejne granice - czasami wychodzi to dobrze, a czasami źle.
YetiBones: Wielu muzyków nie wychodzi przed szereg, bo wiedzą, gdzie jest ich miejsce. Nie będę słuchał Cannibal Corpse i oczekiwał uśmiechów i rozkwitania. Włączam to, bo chce usłyszeć coś mocnego, a oni dokładnie to zapewnią.
theOGM: Ale wracając do Tylera - jest jak motyl. Zaczynał jako gąsienica i przepoczwarzył się.
Zaczynał od jedzenia gąsienic (śmiech).
theOGM: (śmiech) Dokładnie! Uwielbiam tego człowieka. Szczerze kocham całą jego twórczość. To był znak czasów. Bez skrupułów robił, co mu się podobało, a gdy zwrócono na niego uwagę zaczął pokazywać kwiaty i samochody, jakimi jeździ.
W waszej muzyce te kwiaty wyglądają trochę inaczej.
Yeti Bones: Nasze kwiaty wyrastają z betonu. Żyjemy w betonowej dżungli. Idziesz po ulicy i zauważasz pęknięcie w chodniku. To właśnie tam rosną nasze kwiaty. Wiesz, nie zaczęło się pięknie i kwitnąco. Wyrośliśmy z błota. Nie odnieśliśmy sukcesu z dnia na dzień. Ciężko pracowaliśmy noce i dnie i włożyliśmy w to krew pot, łzy i emocje. Dzięki temu nasze kwiaty były w stanie urosnąć.
Ruszacie na Europejską trasę koncertową. Macie jakieś destynacje, na które szczególnie się cieszycie?
theOGM: W ogóle bardzo się cieszę, bo nie byliśmy na takiej pełnoprawnej trasie koncertowej w Europie już od dłuższego czasu. Teraz przyjedziemy z naszym dobrym przyjacielem N8NOFACE. Bardzo zależało nam, na jego towarzystwie i w końcu się udało. Jestem bardzo wdzięczny, że możemy przylecieć, odwiedzać miejsca, w których nigdy wcześniej nie byliśmy i dzielić to doświadczenie z fanami, którzy przychodzą na nasze koncerty. Z pewnością nie czekam na zimno. Jesteśmy teraz w Los Angeles, rankami jest chłodno, ale po południu robi się przyjemnie. Zostawiamy słońce, żeby wjechać w sam środek zimy. Muszę się mentalnie na to przygotować.
Z pewnością na koncertach zrobi się gorąco.
theOGM: Tak!
Yeti Bones: Nie byliśmy w Polsce od lat.
theOGM: Przywieziemy wam upał i palmy. Niech Polska porządnie się przygotuje!
Yeti Bones: Mają to być najlepsze koncerty! Nie bierzemy jeńców.



![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)





