Spięty "Full H.D.": Tańce, hulanki, ironia [RECENZJA]
Spięty bardzo dobrze odnalazł się w rzeczywistości, w której prowadzi pełnowymiarową karierę solową. "Full H.D." to jego czwarta - a trzecia po zakończeniu Lao Che - płyta, na której udowadnia, że można się po nim spodziewać w zasadzie absolutnie wszystkiego, bo ogranicza go wyłącznie wyobraźnia.

Hubert Dobaczewski, znany jako Spięty, kiedy nagrywa nową płytę, ma zapewne w głowie jeden cel: stworzyć coś, czego nie zrobił wcześniej. Póki co udaje mu się to nad wyraz skutecznie. Najnowsze "Full H.D." stoi w mocnej opozycji do ostatniego "Heartcore" - albumu pamiętanego jako rzecz nad wyraz intymna i subtelna na przestrzeni całej dyskografii Dobaczewskiego. Jego nowa pozycja to rzecz z kolei dużo bardziej otwarta, taneczna, nastawiona na obserwację świata i siebie w nim. Ale uspokajam - niezmiennie naznaczona charakterystyczną dla autora ironią.
Spięty balansuje tu na granicy bardzo luźnego podejścia do słownej materii a szacunku do niej, który powoduje ogromne ukłony. To gawędziarz, który w trakcie swoich zwrotek potrafi nagle wejść w dygresję, rzucić przemyśleniem, która przy pierwszym kontakcie wydaje się niekoniecznie współgrać z myślą przewodnią utworu. W "Serconośnym" zdaje się wręcz nieziemsko nadpobudliwy, kiedy nagle przychodzi z wersami o sztucznej inteligencji.
Czasem rymy mogą sprawiać wrażenie zbyt prostych - rzuconych na zasadzie pierwszego skojarzenia, którego zapisanie jest wywołane obawą, że nim artysta skończy tekst, atrament wypłynie z dziurawego kałamarza. Zdarza się, że powie wręcz o kilka słów za dużo i słuchacz zastanawia się, czy Spiętemu w ogóle ktokolwiek uświadomił, że napisany wers nie stanowi ostatecznej deklaracji i w każdej chwili można go skreślić.
Ale jest w tym celowość - bo po głębszym spojrzeniu nikt nie zaprzeczy, że gospodarz "Full H.D." wykazuje się ogromną sprawnością językową. Łączy kropki w sposób, który sprawia, że czuć tu ostatecznie, iż to on rządzi piórem, a nie odwrotnie. Zarówno zresztą na poziomie formalnym, jak i treściowym.
Doskonale to pokazuje w singlowym "Zapaleniu przedrostka", gdzie rozprawia się z negatywnym myśleniem wszelkiej maści, pokazując jak "nie" potrafi skutecznie przejąć kontrolę nad każdym aspektem życia. Ceni się go za proste skojarzenia pokroju dialogicznego "Tak się miło stoi, miło pali - Rzym, niczym". Ale również za umiejętność rzucenia myśli działającej na poziomie emocjonalnym jak "Dlaczego ja akurat na tyle tobie stałem się bliski/By jeść ze mną życie z jednej miski". Zresztą co do "Naukowcy nie wiedzą" - numeru, w którym przewija się ten wers - mam jeszcze jedną uwagę. Wiem z wywiadu, który osobiście przeprowadziłem, że Spięty odżegnuje się od bycia publicystą. Tylko naprawdę nie mam pojęcia, jak mieć w pamięci te słowa, a potem nie doceniać sprawności linijek "Dlaczego ludzka głupota/A i kraina Sierpa i Młota/Nic za nic nie znają granic?".
Muzycznie jest zaskakująco… tanecznie. I to w sposoby, które niewątpliwie nie będą dla wszystkich najbardziej oczywiste. Oczywiście nie umiem nie docenić klangującej partii basu, która nawiązuje do przefunkowanej muzyki disco późnych lat siedemdziesiątych. Zaskakuje aranż "Stanu podgorączkowej sobotniej nocy", w którym fundament nu-disco nadbudowany zostaje z czasem elementami orkiestralnymi, czyniąc całość szpiegowsko-bondowską.
To nie tu jednak tkwią największe zaskoczenia. Już "Serconośny" nawiązuje do wywodzącej się z Hiszpanii muzyki bolero. Spięty podkreślał, że polska muzyka rockowa chętnie sięgała po tango, więc i on chciał nawiązać do tej tradycji - tym samym otrzymujemy poruszające się w tej stylistyce "Naukowcy wciąż nie wiedzą". Nie umiem wspomnieć o tym, że "Najstarszy chłopczyk świata" kieruje nas w stronę piosenki kabaretowej - a przynajmniej tego, z czym niegdyś była kojarzona. A z kolei pełna ironii "Atrapa łajdaka" to piosenka zawieszona gdzieś między czerniakowskim cwaniactwem a francuską pieśnią rzuconą na krakowski rynek na pożarcie intelektualistom - połączenie wręcz wybuchowe.
Mając w pamięci poprzednie pozycje Spiętego i myśląc o tym, jak bardzo "Full H.D." różni się od "Heartcore", w mojej głowie pojawia się przede wszystkim myśl, czego należy się spodziewać po nim następnym razem? Cóż, pewnie nie przekonamy się zbyt prędko - grunt, że jego dyskografia wzbogaciła się o kolejną bardzo solidną pozycję.
Spięty, "Full H.D.", Mystic Production
8/10


![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)


![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)


