Archive "Glass Minds": Epicka monumentalność i… powtarzalność
Może i Archive nagrało płytę, dzięki której mówi się o nich najwięcej od wielu, wielu lat. Może i jest to pozycja, która niejedno wzruszenie wywoła. Pod warunkiem, że słuchacz zaakceptuje ten nadmiar ciśnienia, jaki proponują muzycy, serwując kolejne wariacje na temat konstrukcji utworu w stylu kawałka "Again", który zapewnił im największy sukces w dyskografii.

Mam wrażenie - poprawcie mnie, jeżeli się mylę - że muzyka brytyjskiego zespołu Archive jest w Polsce oraz we Francji darzona estymą o wiele większą niż w innych krajach. Ba, utwór "Again" był najwyżej notowanym utworem wydanym w XXI wieku w Topie Wszech Czasów Trójki i jednym z niewielu z ostatnich trzech dekad, który w ogóle się tam pojawiał. Ale czy osoby słuchające współczesnej muzyki w sposób świadomy i zaangażowany w ogóle postrzegają go jako jedną z najwybitniejszych kompozycji, wiedząc co jeszcze wychodziło przez ostatnie 25 lat? Singlowa wersja "Again" przycięta aż o 10 minut natomiast udowodniła skutecznie, że uskuteczniane w wersji albumowej hołubienie każdej zmiany w aranżacji za pomocą nowej sekcji w utworze rozciąga go do niepotrzebnych i nieusprawiedliwionych niczym rozmiarów. Napisałbym, że to tyle z mojego marudzenia co do przeszłości, ale to w zasadzie zarzut, który mógłbym odnieść do "Glass Minds": słyszeliśmy to już.
Zanim przyszykujecie dla mnie karę, to muszę zaznaczyć, że niespecjalnie mnie dziwią zachwyty nad tą płytą, bo to rzecz, której z perspektywy słuchacza ulega się niezwykle łatwo. Tylko nie umiem zwyczajnie odciąć się od poczucia, że muzycy z Archive naprawdę pragną stworzyć kolejny epicki, melancholijny utwór na miarę "Again" i ten jeden pomysł postanowili rozciągnąć na przestrzeń całej płyty. Więc w znacznej części numerów wrażenie jest to samo: przepełniona minorowymi emocjami, klimatyczna kompozycja, która jest powoli rozwijana, uzupełniania z czasem o kolejne elementy, które podkreślają jej monumentalność. I aż sarkastycznie uśmiechnąłem się na myśl, że ku własnemu zaskoczeniu w tak prosty sposób opisałem znaczą zawartość tej płyty. Jeżeli tak podchodzi się do materii, to nic dziwnego, że zaledwie 12 pozycji trwa łącznie godzinę i 20 minut.
Singlowe "City Walls" przede wszystkim to bardzo przyjemny, niezwykle atmosferyczny motyw klawiszowy, ale mam wrażenie, że zachwyt samych muzyków nad nim, owocujący nadmierną repetywnością, posunął się nieco za daleko. I niestety, ani smyczkowe syntezatory, ani podniosłe chórki nie zmienią faktu, że to utwór zawierający co najmniej dwie przegapione szanse na satysfakcjonujące rozwiązanie aranżacyjne. "Patterns", czyli piosenka, która w zasadzie doprowadziła do rozpoczęcia prac nad "Glass Minds"? Na "patternach" to jest to wyprodukowane - melancholijny fortepian na pogłosie, wokal zawieszony w połowie drogi między rozpaczą a intymnym szeptem, by z czasem dociskać kompozycję coraz mocniej, a overdrive'owany wokal podkreślał emocje aż miło. Nawet bliskie bristolowej wizji trip-hopu "So Far From Losing You" (to pewnie przez ten rap kojarzący się nieco z manierą Tricky'ego) koniec końców ulega schematowi.
Może dlatego taki oddech stanowią downtempowe "Wake Up Strange", które może nie jest całkiem pozbawione tego ciśnienia, ale ma w sobie odświeżającą dozę soulowego optymizmu. Na tle pozostałych kawałków wyróżnia się również rapowane "Heads Are Gonna Roll" - wariacja na temat dubowego oblicza Massive Attack, a przy okazji numer najbliższy temu, co brzmieniowo grupa prezentowała na swoim płytowym debiucie, "Londinium".
Prawdę mówiąc, w połowie pisania recenzji wróciłem do tamtej płyty, by odpowiedzieć sobie na pytanie: czy dobrze wspominam ją wyłącznie ze względów sentymentalnych - w końcu trip-hop był jedną z moich pierwszych muzycznych miłości - czy też rzeczywistość nie została zmanipulowana przez wspomnienia? I mam tę dobrą informację: to dalej naprawdę dobry materiał, który oczywiście czerpie z Massive Attack i Portishead, ale przy okazji zawiera też dużo przestrzeni, momentów pozwalających na oddech.
Pozwolił mi też zrozumieć, co według mnie jest nie tak z "Glass Minds" - Archive przekształciło się w zespół oferujący muzykę bardzo duszną, próbującą za wszelką cenę wyrazić emocje bezpośrednio przed twarzą słuchacza, byleby nie doprowadzić do jakichkolwiek niedopowiedzeń. Muzycy nie dość, że potrafią dziś ordynarnie przekraczać linię egzaltacji i patosu, to jeszcze ten ciemny klub wypełniony zapachem papierosów wymieniają na sale koncertowe pełne ludzi w garniturach. I chyba nie tędy droga, gdy chodzi o autentyczność.
Przy czym naprawdę rozumiem, że najnowsza pozycja Archive jako całość może się podobać. To zbiór utworów u swoich podstaw emocjonalnych - a o to chodzi w muzyce - a i technicznie przecież niczego tu nie brakuje. Tylko nie za bardzo znam powód, przez który mam sięgnąć z własnej woli po album powielający patenty z dyskografii twórców, która sama w sobie zawiera pozycje zwyczajnie ciekawsze niż ten krążek. Rozmyślam nad tym, słucham tej płyty i naprawdę nie potrafię go znaleźć.
Archive, "Glass Minds", Mystic Production
6/10


![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)


![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)


