Quadeca "Vanisher, Horizon Scraper": Muzyka nie na skróty
Quadeca to najlepszy dowód na to, że nikogo nie należy z góry skreślać. Nawet jeżeli ktoś zaczynał swoją karierę jako youTuber, który na fali podobnych mu twórców contentu wziął się za rapowanie. Jeszcze z 6 lat temu wszyscy parsknęliby śmiechem na myśl, że ten człowiek mógłby nagrać ze wszech miar genialny, skrajnie eklektyczny, a przy tym spójny i przepełniony artystycznymi ambicjami album. A on postanowił wziąć się za muzykę na poważnie i… to zrobił.

Przed napisaniem tej recenzji, a po przekatowaniu "Vanisher, Horizon Scraper" postanowiłem zgłębić, jak to w ogóle Quadeca zaczął swoją przygodę z muzyką. I te początki w postaci dissu "insecure", skierowanego w stronę innego YouTubera, są tak koślawe, że trudno uwierzyć, iż 6 lat później ten sam człowiek odpowiada za "Vanisher, Horizon Scraper". A jednak każda kolejna publikowana przez wówczas-rapera pozycja, pokazywała coraz bardziej jego ambicje oraz rosnącą świadomość muzyczną. Wraz z "I Didn't Mean to Haunt You" z 2002, Quadeca odsunął się od rapu na rzecz brzmień eksperymentalno-folkowych. Zdefiniowanie tego, co dzieje się na "Vanisher, Horizon Scraper" przychodzi mi natomiast z ogromnym trudem. A to tylko jedna z wielu zalet tego krążka.
Kiedy pierwszy raz przesłuchałem ten krążek, pomyślałem, że idealnie zobrazowałby go żart. Ktoś zapytał gospodarza albumu "To w jakim stylu chcesz nagrać płytę? Bardziej jak Fink, jak Godspeed You! Black Emperor czy JPEGMafia albo Tyler, The Creator?", a on odpowiedział "Tak". Tu naprawdę dzieje się to wszystko. I w żadnym momencie Quadeca nie traktuje słuchacza jak idioty - podsuwa mu tropy, by chwilę później pójść w zupełnie innym kierunku. Pomrukuje, delikatnie śpiewa, by w kolejnym numerze nawijać jak zawodowy raper. To rzecz naprawdę godna podziwu.
Quadeca: Tu znajdziecie wszystko
W "GODSTAINED" czy "AT A TIME LIKE THIS" bez problemu znajdziecie wspólne punkty artystyczne z autorem "Igora" - i szczególnie podkreślam tu akurat ten konkretny album. "THUNDRR" to eksperymentalny post-trap, bawiący się rapową formą, nietypowym podejściem, przy którym aż dziwne, że nie wziął udział wspomniany JPEGMafia. "MONDAY" to pełnoprawny barokowy pop połączony z duchem amerykańskiego folkowego pieśniarstwa. A chwilę później Quadeca przechodzi do "DANCING WITHOUT MOVING", którego pewnie by nie było, gdyby nie istnienie całej fali elektroniki, która wyszła z hip-hopu w postaci Flying Lotusa, Teebsa czy Lapaluxa.
Trylogia utworów kończących tę płytę to w ogóle jeden z najlepszych momentów, jakie mogą was muzycznie spotkać w tym roku. "THE GREAT BAKUNAWA" z gościnnym udziałem Danny'ego Browna to ciężki noise-rap, w którym gospodarz kładzie nieco drake'owe flow na bit, który z przyjemnością przypomina mi o czasach El-P sprzed Run The Jewels. Trudno uwierzyć, gdy chwilę po tym następuje smutna, niemal teatralna ballada w postaci "Forgone". A "CAPSER", w którym udziela się grupa Majura kusi słuchacza post-rockową delikatnością, by przebić ją na wylot następnie punkową energią, a na końcu pokazać, że te dwa różne kierunki w rzeczywistości dążyły do tego samego celu.
Imponujące jest również to, że album nieustannie kręci się wokół motywów akwatycznych. I o ile jest to do wyłapania w tekstach oraz w wizualiach, szczególnie ciekawe jest to, jak Quadeca przekłada koncepcję na warstwę instrumentalną. Plumknięcia, ambientowe tekstury, rozchodzące się dźwięki, ich pulsacja, falowanie w panoramie, modyfikacje wokalne. To wszystko ma na celu dodatkowe podkreślenie tego wrażenia.
Przyznaję, że dawno żaden album nie pozostawił mnie w takim stanie. Za każdym razem kiedy sięgam po "Vanisher, Horizon Scraper", mam wrażenie, że odkrywam tu coś nowego. Oczywiście możecie powiedzieć, że Quadeca mógłby być lepszym raperem czy lepszym wokalistą, bo w obu tych kategoriach nikt nie postawi go na liście najlepszych. Ale w muzyce nie chodzi koniec końców o wyścigi. Eminem ma niesamowite umiejętności rapowe i pod tym kątem jest zdecydowanie jednym z najlepszych, ale kiedy ostatni raz nagrał genialny lub chociaż dobry album?
Tymczasem Quadeca to świetny reżyser własnego albumu. Pisze intrygujące numery i z przekorą nie idzie w nich na skróty. Korzysta w stu procentach z tego, co potrafi, rozwija się, poszerza horyzonty i zainteresowania muzyczne z ciekawością godną kilkuletniego dziecka. Jeżeli po tej recenzji możecie powiedzieć, że to wszystko już było, to pewnie będziecie mieli rację, ale Quadeca nigdy nie interesuje się prostymi rozwiązaniami i ścieżkami, których obranie wydawałoby się oczywiste. I to tutaj jest najlepsze.
Quadeca ma przede wszystkim bardzo ambitną wizję na swoją muzykę, którą konsekwentnie realizuje. Ambicja zrealizowana na "Vanisher, Horizon Scraper" zasługuje według mnie na pełną dziesiątkę. Po pewnie już kilkudziesięciu przesłuchaniach, jakie poświęciłem temu albumowi, dalej nie mam żadnych wątpliwości i wierzę, że za kilka lat będziecie to wspominali jako klasyk.
Na koniec mała ciekawostka. Ponad rok temu Quadeca na serwisie X (dawniej Twitter) napisał: "Jeśli nie zostanę kandydatem do tytułu posiadacza najlepszej dyskografii lat 20. XXI wieku, to poniosłem porażkę i zawaliłem to, co mogłem jako artysta. To proste. To nie jest jeden z tych maniakalnych tweetów o ego artysty. To po prostu deklaracja tego, czego oczekuję od siebie w nadchodzących latach". Chyba z tym was zostawię.
Quadeca "Vanisher, Horizon Scraper", X8 Music
10/10


![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)





