Geordie Greep na OFF Festivalu: "Większą radość sprawiają memy niż książki" [WYWIAD]
Geordie Greep, po udanym występie na OFF Festivalu z autorskim projektem, opowiedział nam o swoich inspiracjach muzycznych oraz procesie powstawania krążka "The New Sound". Porozmawialiśmy także o wpływie TikToka na popularność utworów i sposób konsumpcji muzyki oraz o planach na przyszłość!

Tymoteusz Hołysz, Interia Muzyka: Nie jest to twój pierwszy raz na OFF Festival, ale pierwszy raz ze swoim solowym projektem. Czego spodziewałeś się po tym koncercie?
Geordie Greep: Trudno jest mieć oczekiwania, bo to zawsze zależy od tego, jak pracuje się z zespołem, z muzykami i jak przebiega trasa. Z festiwalu na festiwal, z miasta do miasta, z kraju do kraju, łatwo zgubić konkretne oczekiwania co do miejsca. To pierwszy raz, kiedy gram w Polsce z nowym projektem i też pierwszy raz, kiedy w ogóle gram w Polsce od tak dawna. Z black midi, graliśmy tutaj raz czy dwa. Zagraliśmy na OFF Festivalu w 2019 czy 2018 roku, ale nie wiem, czy graliśmy tu gdziekolwiek indziej. Nie pamiętam dokładnie, nie wydaje mi się, żebyśmy odwiedzali Polskę zbyt często.
Minęło trochę czasu, więc miałem nadzieję, że fani będą wciąż zaangażowani i że w ogóle jacyś będą. Ten wieczór był świetny, naprawdę przerósł wszelkie oczekiwania. Był to świetny set i bardzo dobra reakcja ze strony fanów, najlepsza jaką widziałem, przynajmniej od jakiegoś czasu.
"The New Sound" jest często opisywany jako mieszanka wszystkiego co najlepsze z klasyki prog i math rocka przerobiona w coś nowego. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?
- Cały mój pomysł na ten album polegał na tym, żeby zebrać wszystkie moje ulubione elementy z różnych gatunków muzyki, niezależnie od tego, czy koniecznie do siebie pasują, czy nie i stwierdzić "uwielbiam ten gatunek za rytmiczny napęd, który posiada, uwielbiam ten gatunek ze względu na jego melodyjność, ciekawą złożoność i takie tam i kocham ten gatunek za jego moc. Spróbujmy użyć ich wszystkich w tej samej piosence i zobaczmy, co z tego wyjdzie".
Nie martwię się o to, czy oddam wiernie każdy gatunek, który w pewnym sensie naśladuję. Chcę być pewnym, że będę w stanie zrobić to w sposób, który jest interesujący lub inny. To była cały mój pomysł. Zdecydowanie dużo zaczerpnięte jest z progu, z heavy metalu, z jazzu, muzyki latynoskiej, salsy, ze wszystkich moich ulubionych gatunków. Istnieje ryzyko, że przy okazji zrobiłem z siebie kompletnego głupka, ale po prostu staram się robić coś fajnego. Coś, co sam chciałbym usłyszeć.
Album nagrywany był między Anglią a Brazylią. Tworzyłeś go z całkiem sporym zespołem. Jak wyglądał proces koordynacji tego wszystkiego?
- W tamtym czasie było to dość nieformalne. Wysyłałem wiadomości do ludzi i pytałem, czy mają jakieś rekomendacje dotyczące tego czy innego instrumentalisty? Oni odpowiadali: "No cóż. Znam tego i tego gościa". Często zdawało się, że było to pozostawione przypadkowi. W niektóre dni nie wiedzieliśmy, czy uda się coś zrobić, czy nie, ale mieliśmy studio i mieliśmy muzyków. Myślę, że siłą było to, że piosenki były bardzo dobrze przygotowane.
Wszystkie utwory, które nagraliśmy na "The New Sound", były bardzo konkretne. Chodziło przede wszystkim o zaangażowanie świetnych muzyków, zdobycie dobrego studia i inżyniera, pracowaliśmy z moim przyjacielem, który jest świetnym producentem. Same piosenki też były bardzo, bardzo specyficzne. Zanim weszliśmy do studia, ktoś coś grał, a ja mówiłem "nie, zagraj to, zamiast tego" albo, "nie graj tego w ten sposób, zagraj to tak", albo "jeśli masz zamiar zrobić wypełnienie na perkusji, to może tego typu". Było to bardzo sprecyzowane. W ten sposób udało nam się to zrobić nawet z nieformalnym planowaniem studia, muzyków i nagrań.
Na płycie znajduje się też cover "If You Are But a Dream", dlaczego ta piosenka? Co sprawiło, że ją wybrałeś?
- Pamiętam, że usłyszałem tę piosenkę i miałem na jej punkcie obsesję, zaskoczyła mnie. Wszyscy znają Franka Sinatrę, znają piosenki śpiewane przez niego: "I Get A Kick Out Of You", "My Way" czy "Ain't That a Kick in the Head", ale tej piosenki nigdy wcześniej nie słyszałem i nie sądzę, żeby wiele osób ją znało. To mniej znana piosenka. Usłyszałem ją i pomyślałem, że jest piękna i doskonale napisana. Jest oparta na starej klasycznej kompozycji Rubinsteina. Ma to coś w rodzaju "All by Myself" Erica Carmena, bierze starą sekwencję akordów z klasycznymi kadencjami, a na to dodaje nowy tekst w nieco zmienionej melodii. Usłyszałem tę piosenkę i pomyślałem, że jest wspaniała, ma tak ładną kombinacje tekstu współpracującego z melodią i z aranżacją.
Jak na tak mroczną lirykę, to słodko-gorzka piosenka, tragiczna, ma bardzo słodkie instrumentarium w oryginale, ze smyczkami i całą resztą. Pomyślałem, że ciekawie byłoby podejść do tej piosenki z perspektywy kapeli pogrzebowej. To był mój pomysł. Nie wiem, czy jest to najlepsza wersja na świecie, ale taki był zamysł i zadziałało to całkiem nieźle jako zamknięcie albumu.
A co z "Holy, Holy"? To wielki hit, ma w sobie sporo elementów, które skądś rozpoznaję, ale nie potrafię wskazać skąd. Jak wyglądał proces powstawania tego kawałka?
- Ta piosenka powstała bardzo szybko. Pomysł wpadł mi do głowy w drodze do domu z kina, czy nawet w trakcie filmu. To wszystko przyszło od razu. Miałem wizję na refren i zwrotkę, a potem wróciłem do domu, nagrałem to od razu i nie bawiłem się tym zbytnio. Wymyśliłem tekst kilka tygodni później, ale było to bardzo łatwe i cały mój pomysł polegał na tym, żeby spróbować zrobić coś, co brzmi jak wiele piosenek, które już istnieją. Może w pewnym sensie nie jest to najbardziej oryginalna rzecz na świecie, ale kawałek rzuca wiele podkręconych piłek. Zwłaszcza jeśli chodzi o koncepcję i teksty. Próbowałem stworzyć coś, co jest może zbyt konfrontacyjne, albo nieprzepraszające za to, czym jest i zobaczyć, dokąd mnie to zaprowadzi. To moja ulubiona piosenka na płycie, wypadła najlepiej. Ma to sens, że odbiła się największym echem i rezonuje z ludźmi.
Tak. Stała się zresztą dość popularna na TikToku. Ludzie tworzą z nią memy, jesteś tego świadomy?
- Wiedziałem, że pierwsza piosenka z albumu, "Blues", zrobiła się popularna na TikToku. Na początku w to nie wierzyłem. Myślałem, że to fejk, ale zobaczyłem, że była używana przez wiele osób. Używali jej ludzie, którzy nigdy by nie posłuchali takiej muzyki i nie interesują się moją twórczością, a zdobyli miliony polubień i setki milionów wyświetleń. Zabawne w TikToku jest to, że nie jest to równoznaczne z budowaniem szerszego zainteresowania. "Blues" miała wiele odsłon na TikToku, ale nie równało się to większej liczbie streamów, dodatkowo z TikToka nie zarabiasz. Jak wyszukasz tę piosenkę, znajdziesz z nią wiele filmików, ale nie zobaczyłem z tego ani grosza. To trochę dziwne. Pytanie, czy zrobiło to jakąś różnicę? Nie wiem, to zabawne, że tak się stało.
Chciałem o to zapytać, bo TikTok wprowadził w zasadzie nowy model promowania muzyki. Niektórzy artyści są temu przeciwni, inni płyną z prądem. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?
- Kto może przewidzieć, dokąd pójdzie biznes muzyczny, promocja muzyki i konsumpcja muzyki? Kiedy pojawiła się telewizja, wszystkie gwiazdy radia były prawdopodobnie temu przeciwne. Kiedy ukazał się album długogrający, pewnie wiele radiowych gwiazd również było temu przeciwnych, bo cała ich praca to było radio. Potem, kiedy pojawiło się MTV, zwolennicy radia i albumów się sprzeciwiali, pojawiło się też CD i to się ciągnie, ale nic nie trwa wiecznie. Kto wie, dokąd zmierza muzyka. Jedynym powodem dla którego istnieje coś takiego jak album, a przynajmniej jedynym powodem, dla którego istnieje w ramach takich, w jakich istnieje, są praktyczne ograniczenia i realia tamtych czasów.
To selekcja utworów trwająca około 40 minut, bo tyle może zmieścić się na dwóch stronach winylu. Istnieje wiele praktycznych rzeczy, które dyktują sposób, w jaki słuchamy muzyki i czym w ogóle jest muzyka komercyjna. Ja osobiście nie lubię TikToka, nie jestem tym zainteresowany, to nie dla mnie, ale kim jestem, żeby mówić, czym powinna być muzyka, czego ludzie powinni słuchać, jak powinni ją odkrywać i cieszyć się nią. Jedynym powodem, dla którego TikTok odniósł sukces, jest to, że ludzie go lubią.
To samo tyczy się YouTube Shorts, Instagram Reels i tych wszystkich innych. Ludziom się to podoba. Większą radość sprawiają memy niż książki. Można znaleźć broszury z XIX wieku, na których napisane jest "uważaj, by twoja córka nie czytała zbyt wielu książek, ponieważ jest to szkodliwe dla jej mózgu i obniży jej koncentrację". Mówili tak w latach 50. XIX w. Teraz myślimy o czytaniu książek jako czymś dla mądrych osób. W tamtych czasach mówiono raczej "nie czytaj zbyt wielu powieści, bo usmażą ci mózg".
Wyobraź sobie, że za 80 lat ludzie przeglądający TikToka, będą nazywać siebie intelektualistami.
- Zgadza się, to możliwe. Tak, jak teraz, ktoś słucha tylko winyli, za 40 lat usłyszeć możemy "ja tylko oglądam TikToki". To jest prawie to samo. Prawdopodobnie tak się stanie.
Wydałeś nie tak dawno album. Co dalej u Geordiego Greepa?
- Kolejny album jest w drodze i koncerty tak długo, jak tylko ludzie będą chcieli na nie przychodzić. To wszystko, co chcę robić. Chcę wydawać albumy i koncertować. To jest mój życiowy cel. Po prostu tworzyć najlepszą muzykę na świecie. Przynajmniej dla mnie. Zamierzam się tego trzymać.





![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)




![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)