"Must Be The Music": Jedyny taki program na tej planecie. Kto zachwycił jurorów w trzecim odcinku castingowym?
Widzowie Polsatu właśnie obejrzeli trzeci odcinek castingowy 13. edycji "Must Be The Music". Program znów pokazał, że w Polsce jest wciąż wiele talentów do odkrycia. Jury, w którego skład wchodzą Natalia Szroeder, Miuosh, Sebastian Karpiel-Bułecka i Dawid Kwiatkowski, z zaciekawieniem i zaangażowaniem przyglądało się kolejnym występom. Niektórzy uczestnicy wzruszyli, inni zaskoczyli i rozbawili muzycznych ekspertów, ale jedno jest pewne - w nowym odcinku nie brakowało ogromnych emocji. Kto w piątkowy wieczór zachwycił najbardziej?

"Dobry wieczór, to jest 'Must Be The Music', jedyny taki program na tej planecie!" - powitał widzów Maciej Rock. "Otwieramy drzwi do wielkiej kariery, nie tylko wokalistom, ale także zespołom, chórom i instrumentalistom" - wtórowała mu Patricia Kazadi. Po chwili prowadząca przypomniała oglądającym, o jak wielką stawkę walczą uczestnicy. Występami w programie mogą otworzyć sobie drzwi do sławy, ale także zdobyć przepustkę do udziału w Polsat Hit Festiwalu. Dodatkowo wygrany otrzyma nagrodę pieniężną, wysokości ćwierć miliona złotych.
Zobacz również:
W trzecim odcinku nowej edycji "Must Be The Music" jury miało okazję zobaczyć występy artystów z różnych zakątków Polski - od gór, aż po morze. Uczestnicy przybyli na castingi z Pomorza, Tatr, Podkarpacia, Dolnego Śląska i Małopolski, a nawet z Londynu! Trzynastu wyjątkowych wykonawców - w tym soliści, zespoły czy instrumentaliści - zaprezentowało brawurowe covery i swoje autorskie kompozycje.
W trzecim odcinku castingowym "Must Be The Music" nie brakowało zaskoczeń. Królował rap i disco polo
Jako pierwsza na scenie pojawiła się Iryna Ziniewycz, pochodząca z Ukrainy, a od ponad trzech lat mieszkająca w Darłowie. W przeszłości ukończyła szkołę muzyczną, a obecnie występuje w nadmorskich miejscowościach, zabawiając turystów oraz lokalną publiczność w sanatoriach czy restauracjach. Na castingu zaśpiewała energiczną piosenkę "Mama ostrzegała", doskonale znaną wszystkim fanom disco polo. Choć jurorzy świetnie bawili się podczas występu, ostatecznie wszyscy byli na NIE.
"Serdecznie gratuluję ci, że studio rozgrzałaś do czerwoności, że publiczność tak wspaniale się bawiła na Twoim wykonie. Ale przykro mi, że nasze przyciski też do czerwoności rozgrzałaś jednak ostatecznie. Mi przeszkadzał trochę zaciśnięty twój głos. Brakowało mi tam warsztatu" - uzasadniała decyzję Natalia Szroeder.
Niedługo później widzowie zobaczyli występ 14-letniej Julii Gawlik, mieszkającej od dziecka w Londynie. Nastolatka zajmuje się śpiewem od kiedy skończyła siedem lat. W kręgu jej zainteresowań znajdują się wykonawcy rapowi i hip-hopowi - właśnie w tym kierunku planuje poprowadzić również swoją karierę. Julia już pisze pierwsze autorskie utwory, lecz na castingu do programu Polsatu zdecydowała się zaprezentować cover utworu "Mockingbird". Zachwyciła wszystkich jurorów i otrzymała czterokrotne TAK.
"To jest bardzo dobre" - mówił Miuosh już po pierwszych sekundach występu. "Całe moje rapowe po prostu oblicze twardziela ze Śląska odpada w momencie i daję 14-latce rapującej Eminema zielone tak. Jesteś genialna po prostu. Jesteś bardzo, bardzo, bardzo utalentowana. Technicznie mogłabyś uczyć nie tylko raperki w tym kraju, ale wielu raperów. Gratuluję" - ocenił na koniec.
"To ja dodam, że też mogłabyś uczyć wokalistki, nie tylko raperki, bo śpiewasz równie świetnie. To był najlepiej skowerowany Eminem, jakiego ja słyszałam, naprawdę. Więc ogromne brawa dla ciebie" - dodała od siebie Natalia Szroeder.
Którzy z uczestników przeszli do kolejnego etapu?
W "Must Be The Music" zaprezentowała się także Justyna Jarząbek, pochodząca z Podhala. Od dziecka gra na skrzypcach, ma za sobą szkołę muzyczną, a wszyscy w jej rodzinie są niezwykle umuzykalnieni. Obecnie wraz z chłopakiem - który gra na puzonie - tworzy własne, oryginalne kompozycje. Jedną z nich, zatytułowaną "A kiedy odejdziesz" zaprezentowała w studiu Polsatu. Trzech jurorów było na TAK, lecz przycisk Miuosha zaświecił się na czerwono.
"Dla mnie to był bardzo świeży i aktualny numer, ale najmocniejszym elementem tego wszystkiego był twój wokal. Ja trochę jazzu tam słyszałem, ale jednak faktycznie słyszalna była moc gór, czyli takie Tatry, Nowy Orlean, wszystko razem. Jesteś świetna, dziękuję" - mówił Dawid Kwiatkowski tuż po występie.
"Uważam, że powinnaś, Justyna, sięgać do korzeni, wiesz, w tej swojej twórczości, to nada ci wyrazu, nada ci charakteru, nie uciekaj przed tym, to tylko zadziała na twoją korzyść" - dodawał Sebastian Karpiel-Bułecka.
Kolejne zachwyty skierowane zostały w stronę Dominika Króla. 19-latek, studiujący obecnie produkcję muzyczną oraz realizację dźwięku na uniwersytecie w Olsztynie, od wielu lat tworzy autorskie teksty i melodie. W swojej twórczości łączy pop, ballady i elektronikę, jednocześnie nie zamykając się na eksperymenty. Jury wprawił w zdumienie kawałkiem "Pod prysznicem", za który zgarnął czterokrotne TAK.
"Piękna melodia zwrotek, dojrzała taka" - chwaliła tekst Natalia. "Bardzo wierzyłam, w to wszystko, co nam wyśpiewałeś" - dodała po chwili. "Ja cię podziwiam, bo talent, który ewidentnie masz to jedno. Ale podziwiam, cię, że tak głęboko potrafisz sięgnąć w samego siebie i coś dać obcym, ale jednak ludziom. Bo my tak naprawdę na samym końcu jesteśmy do siebie bardzo, bardzo podobni i nasze historie to są historie innych ludzi. Jesteś na bardzo dobrej drodze, aby docierać pod wiele polskich pryszniców" - docenił młodego artystę Miuosh.
Później scenę przejęła Aneta Żeromska, występująca pod pseudonimem Anett Toya. Uczestniczka od niemal 30 lat zajmuje się wróżeniem z kart Tarota oraz numerologią. Występuje nawet w programach telewizyjnych o tematyce ezoterycznej. Od dziecka to jednak muzyka gra jej w sercu - śpiewa zarówno pieśni cygańskie, jak i ludowe czy rozrywkowe. Teksty pisze jej córka, a aranżacją zajmują się mąż z synem. Na scenie Polsatu Aneta wykonała więc jedną z własnych piosenek - "Tylko raz". Niestety, nie była w stanie przekonać do siebie jury i odeszła z czterokrotnym NIE.
"To jest jakiś zły sen" - mówił jeszcze w trakcie występu Miuosh.
"Pani Anetko (…), wierzę w to, że wasz dom jest muzykalny i myślę, że wspaniałe to jest, jak sobie muzykujecie razem w domu, ale to nie na tę scenę po prostu" - powiedziała Szroeder.

Jurorzy żywo dyskutowali na temat występów uczestników. W piątkowym odcinku nie zabrakło emocji
Na castingach nie zabrakło także zespołów, a jednym z nich był Nadija. Muzycy w swojej twórczości skupiają się na kulturze łemkowskiej, nadając jej nowoczesnej energii. Ich nazwa oznacza "nadzieję". Od ponad 15 lat tworzą autorską muzykę w niezmienionym, sześcioosobowym składzie. Śpiewają zarówno po łemkowsku, jak i po polsku, niosąc przekaz o jedności, szacunku i dumie z własnych korzeni. W Polsacie wykonali własny kawałek "Dunajeczku", który zachwycił niemal wszystkich jurorów - oprócz Miuosha. Między ekspertami wywiązała się więc żywa dyskusja.
"Brakuje mi w tym bardzo dobrym zespole jakiegoś jaśniejszego, bardziej charakterystycznego punktu, który poprowadzi uwagę" - zaczął Miuosh, tłumacząc swoją decyzję. "Ja jestem cholernym fanem trójgłosu, ja się cieszę, że on był z nami obecny przez większość czasu tego utworu" - mówił z kolei Dawid Kwiatkowski.
"Absolutnie nie czuję, że ktoś powinien się wysuwać bardziej lub mniej na przód. Wy byliście jednym wokalnym organizmem, który przepięknie grał w harmoniach. Tutaj się nie mogę zgodzić z Miłoszem, chociaż jest bardzo mądry" - podkreśliła Szroeder.
"A ja się zgodzę tutaj z Miłoszem, że brakowało trochę w tym wokalu takiego żużlu. (…) Poza tym uważam, że wasza muzyka jest jak ogień i gratuluję wam, dobra robota!" - podsumował Sebastian Karpiel-Bułecka.
Przed jurorami swój wielki talent zaprezentował też Jakub Niedziela, występujący pod pseudonimem Vvaav. Młody wokalista z Leska swoje pierwsze rymy pisał już mając zaledwie 5 lat. Obecnie, w autorskich piosenkach, wykorzystuje zabawne teksty sprzed lat, czym zaskoczył oglądających casting. Artysta obecnie pracuje nad swoim debiutanckim krążkiem, w którego wydaniu z pewnością pomogłaby mu wygrana w "Must Be The Music". Jurorzy usłyszeli utwór o skunksie - "Tęsknię za Januszem" - który wywołał u Natalii Szroeder ogromne wzruszenie. Ekspertka popłakała się na wizji, a wszyscy przyznali uczestnikowi zielone TAK.
"Wzruszyć piosenką, w której mówisz o skunksie śmierdzącym, a ja płacze rzewnymi łzami? To jest już sztuka, mój drogi. (…) Kupiłeś mnie w 100% tym, jaki jesteś na scenie, tym jak pięknie budowałeś dramaturgię tym głosem w tej piosence też mnie kupiłeś. Kocham tego skunksa, kocham ciebie, kocham twój t-shirt, kocham twój fanklub. I wiesz co, ja też tęsknię za tą beztroską lat dziecięcych (…) i jak słucham o tym, to nawet teraz chce mi się płakać" - skwitowała poruszona Szroeder.
Na scenie tego wieczoru nie zabrakło także klubowych rytmów. Widzowie zobaczyli imprezowy popis Sławka Banacha, który przyjechał z Radzymina. Na co dzień prowadzi z żoną solarium, a także jest miłośnikiem dobrej zabawy. Już jako dziecko wychowywał się w domu przepełnionym muzyką - jego ojciec był perkusistą. Obecnie pracuje nad własnymi nagraniami i ma na swoim koncie już kilka utworów oraz teledysków. Sam pisze teksty, a na castingu przed jury zdecydował się zaprezentować jeden z nich - "Dama". Zdobył czterokrotne NIE, choć jego taneczne rytmy poderwały z krzesła samego Dawida Kwiatkowskiego.
"Sławek, szefie, ja się świetnie bawiłem, tylko że niestety na końcu mój zawód jurora musiał nacisnąć po prostu, mój skorumpowany mózg czerwony przycisk, bo tu chodzi o muzykę. (…) Widziałem takie klasyczne, fajne wejścia, klubową nutę, rap na poziomie krajowym to nie jest żart, to nie jest żart, naprawdę" - powiedział Miuosh.
"Ja się naprawdę wkręciłam w historię ze zwrotek, z uwagą słuchałam, co się dzieje z tą dziewczyną w klubie, na rurze, tu to. To było bardzo fascynujące dla mnie, bardzo, bardzo, dziękuję, miałam super czas!" - komentowała Natalia.
Na scenie w Polsacie zaprezentowali się zarówno soliści, jak i zespoły. Kim zachwycili się jurorzy?
Kolejnym zespołem, który pojawił się na scenie "Must Be The Music", był Imasleep. To trio przyjaciół z Wrocławia, którzy są zespołem od 2022 r. Ciągną za sobą bagaż doświadczeń - zarówno tych wydawniczych, jak i koncertowych. W swojej twórczości łączą cinematic pop, art pop, art folk czy art elektro, jednocześnie używając organicznego brzmienia instrumentów akustycznych i nowoczesnej elektroniki. Na castingu zaprezentowali utwór "Awake", lecz zarówno publiczności, jak i jurorom, było mało. Zaśpiewali więc także fragment kolejnej autorskiej kompozycji - "Bies". Na koniec muzyczni eksperci nagrodzili ich czterokrotnym TAK i wieloma komplementami.
"Ja kocham, uwielbiam się muzyką zaskakiwać i chyba to zaskoczenie powoduje największy mój zachwyt. Świetne, dojrzałe, gotowe, wasze, naprawdę. Sztuka!" - powiedziała Natalia Szroeder.
"Ja nie odpuszczę tego, żebyście nie byli dalej na żywo z nami i tyle. Gratuluję" - wtórował Miuosh.

Na przesłuchania do "Must Be The Music" zgłosił się także Niko Angelo, który w rzeczywistości nazywa się Wiktor Dymitrak. 23-latek pochodzi z Legnicy, a pasję do muzyki zaszczepił w nim ojciec, również spełniający się jako wokalista i multiinstrumentalista. Biegle gra zarówno na akordeonie, jak i fortepianie. Przed jury zaprezentował utwór "Na Mekh Man (Nie zostawiaj mnie)", co poskutkowało trzykrotnym TAK i jednym przyciskiem dezaprobaty od Natalii.
"To było twoje serce, ja to poczułem bardzo. Nie słyszałem czegoś takiego jeszcze u nas, to jest bardzo świeże i nowe. Za to ci bardzo dziękuję" - ocenił Dawid Kwiatkowski.
"Mi zabrakło trochę precyzji, a przez to, że wiem, że robisz w muzyce od tylu lat, to chyba po prostu wysoko postawiłam ja sobie w głowie poprzeczkę na twój temat. Na pewno masz ogromny potencjał, trochę jeszcze pracy nas spokojem na scenie i będzie super" - wyjaśniła Szroeder.
Widzowie obejrzeli jeszcze występ Jana Zagorowskiego, który podzielił jurorów. Student dziennikarstwa ze Szczecina, zaciekawiony ludźmi i ich historiami, muzykę pokochał jeszcze jako dziecko. Za swoją największą inspirację uznaje Lady Gagę, a za swój sceniczny debiut - występ w szóstej klasie na szkolnej uroczystości. Przed kamerami Polsatu zaśpiewał cover słynnego hitu ABBY "Super Trouper", otrzymując podwójne TAK i podwójne NIE. Później wykonał fragment "I Will Survive", czym przekonał do siebie Miuosha, otrzymując ostatecznie trzykrotne TAK.
"Słychać w tym, że wiesz, co robisz, ale niekoniecznie to jeszcze czujesz. Nie ma takiej pewności w tym, mi tego trochę tu brakuje" - mówił Sebastian Karpiel-Bułecka.
"Jasiek (…) masz w sobie klasę, taką męską delikatność, co też jest fajne i to naprawdę wszystko ze sobą działa. Jesteś bardzo ciekawy, a my ciekawych ludzi poszukujemy w tym programie. Dziękujemy ci bardzo" - dodawał Kwiatkowski.
Kolejną kapelą, która zaprezentowała się w "Must Be The Music" był Kapral Zajączek. Muzycy formacji połączyli swoje siły w 2016 r., choć każdy z nich muzykował od małego. Ich twórczość to podobno "dźwięk ciepłych, wakacyjnych nocy i muzyka płynąca z dancingów na rozświetlonych statkach". Mają na swoim koncie już dwa albumy i myślą o kolejnych krążkach. Jurorzy jednak mniej przychylnie podchodzą do ich dalszych planów. Autorska piosenka grupy, zatytułowana "L4", wywalczyła muzykom czterokrotne NIE i odrzucenie z programu.
"Ten zajączek jest dla nas za szybki. Ja rozumiem wszystko, tylko nie żre mnie to. Zajączek jest taki trochę bez ząbków, a jednak on powinien chrupać publikę jak marchewkę" - mówił dosadnie Miuosh.
Pod koniec trzeciego odcinka talent show Polsatu widzowie byli świadkami występu Julii Skupień, której śpiewanie towarzyszy od dziecka. Muzyka jest sposobem uczestniczki na wyrażanie emocji, a na scenie czuje się jak w domu. Ma na swoim koncie występy w licznych konkursach, przeglądach czy festiwalach - od małopolskich, aż po międzynarodowe. Młoda wokalistka zachwyciła część jurorów, dostając trzykrotne TAK, i nie wpasowując się w gusta jedynie Miuosha.
"Bardzo mi się podobało, jak śpiewasz, bardzo mi się podoba Twoja barwa głosu i naprawdę jestem dumny, że na południu Polski mamy tak zdolnych młodych ludzi. Gratuluję ci z całego serca" - mówił Karpiel-Bułecka.
"Mi się nie podobało tak bardzo. W porównaniu do kilku coverów, które tu już miałem okazję słyszeć, to był rzeczywiście czyjś utwór wykonany przez ciebie, a nie utwór, który ty na parę minut sobie wydzierżawiłaś i go nam zaprezentowałaś" - podsumował Miuosh.




![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)

![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)


