Heavy Pop Fest 2025: Dziś już nie zasnę, zatańczę [RELACJA]
Myślicie, że nie można zrobić festiwalu, na którym na jednej scenie stanie alternatywny rock, pop i jakieś szatany? Otóż, jak się bardzo chce, to można. Heavy Pop Fest to było dużo śpiewu, dużo machania głową i dużo, ale to naprawdę dużo dymu. Tyle, że gdybym chciała rzucić głupim, suchym żartem, to powiedziałabym, że panowie z .wavs zrobili zadymę. Hehe.

Krakowski zespół .wavs usłyszałam pierwszy raz na żywo na małej scenie Zew się budzi i pisałam, że "dlaczego panowie są na Małej Scenie i muszą startować w jakichś konkursach, to ja nie wiem". Wiem natomiast, że chyba wszystko, za co się wezmą, robią na pełnej, bo jak koncert w Cisnej był dobry, tak stworzony przez nich festiwal też ma szansę na stałe miejsce na polskiej scenie. W zapowiedzi imprezy pisali, że to ma być "nowe podejście do sceny muzycznej w Polsce". I myślę, że się udało, bo poza jakimiś wielkim festiwalami próżno szukać wydarzeń, które nie zrzeszają jednej konkretnej grupy odbiorców. Zwłaszcza z tak odległych krańców, jak alt-rock i szatany. Metal, znaczy się.
Koncerty rozpoczął zespół Dziewczęta. I wbrew temu, co mówiła jedna zaskoczona pani na Great September, to wcale nie jest girlsband. Może Dziewczęta, bo grają takie smutne, delikatne piosenki z tekstami z pamiętników? Może, ale chłopaki przecież też mogą płakać. Przy jednym z singli pisali, że to połączenie "prozy Marka Hłaski, polskiego kina nowofalowego i wspomnień jesieni w Krakowie". I to chyba dokładnie to. Do pobujania się w ciemnym, zadymionym klubie. Ładny początek.
Następnie pierwsza odsłona strony HEAVY imprezy, czyli metalowy Distrüster. Nie będę ściemniać, że się znam na szatanach, bo się nie znam. Brzmiało to natomiast zawodowo, a najlepszym potwierdzeniem tego, że było dobrze, są ludzie pogujący i machający włosami pod sceną.
Zespół numer trzy to dobrze znany już i mi, i Polsce w ogóle Sad Smiles. Chwaliłam w 2023 roku, kiedy wygrali Jarocińskie Rytmy Młodych, rok później pisałam, że "cieszę się, że dziennikarzę w tych czasach, w których oni wchodzą na scenę". No ogólnie byłam zachwycona nimi od zawsze. Ale potem, przyznaję, zaczęłam mieć lekkie obawy, bo ciśnięcie kolejny rok na tym, że "średnia wieku to zaledwie 16/17/18 lat…" już się trochę przejadło, już zrozumieliśmy. Ale! Po koncercie na Heavy Pop Fest widzę, że jest tam jakiś nowy pomysł na siebie, mocniejsze gitary, charyzmy wciąż tak samo dużo. Na chwilę zwątpiłam przez te kilka lat znajomości, ale wracam do chwalenia. Wciąż nadzieja młodej polskiej sceny.
Później pora na gospodarzy festiwalu, czyli .wavs. Naprawdę dziw, że taki zespół, ze świetną płytą na koncie i graniem m.in. z Me and That Man, cały czas nie jest w kraju bardziej znany. "Dziś już nie zasnę, zatańczę" to powinno być motto tego, co robią ludziom pod sceną. Przy okazji wytłumaczyli, że nie chcieli, żeby były festiwale stricte heavy i stricte popowe, więc zrobili sobie swój. No i DIY, no i dobrze. A słowo "dystans" z kawałka "Ciary" śpiewa w mojej głowie kolejną godzinę. Dawać ich na duże sceny.
Przedostatni zespół to znowu metale, czyli Dom Zły. Tak, na post metalu i cruście znam się tak samo jak na każdym innym gatunku w tych okolicach, więc się tu mądrzyć nie będę. Natomiast na pewno niejedną osobę spod sceny głowa boli od machania. Porządna ta reprezentacja strony HEAVY. Część koncertową zakończyło jak zawsze genialne The Cassino. Ich EP-ka "Prześwit" to dla mnie nadal jedna z najlepszych płyt na rynku ostatnich lat. Za każdym razem słysząc "Nie zapominaj, co mówiłaś przed snem / Mogę się przydać / Wyciągasz mnie z miejsc, w których światła nie widać" dostaję ciar. O "Znowu moja głowa niesie mnie / Zapowiada się ciężka jesień i myślę, czy chcę" już nie wspominając.
Ale to nie był koniec zabawy, bo kolejnych kilka godzin uczestnicy mogli bawić się przy DJ setach. Mogli też zjeść coś dobrego, kupić rękodzieło, plakaty, kawkę, herbatkę, a nawet się wydziarać. Niby mała przestrzeń w krakowskim Hype Parku (który, swoją drogą, poważnie się zmienił na plus, odkąd byłam tam ostatni raz!), a zmieściło się wszystko, co porządny festiwal powinien mieć.
Udowodnili panowie, że można własnymi siłami zrobić fest, który będzie nie tylko dobry muzycznie i organizacyjnie, ale też potrafi w kilka godzin stworzyć społeczność, która chętnie spotka się ze sobą przy takiej okazji znowu. No i że jak ktoś jeszcze raz powie, że nie ma teraz dobrej młodej muzyki w Polsce, to będzie można go bez obaw stuknąć w czoło.









![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)




![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)