Marcin Miller otwarcie o swoich problemach zdrowotnych. "Pewne rzeczy się dla mnie skończyły"
O problemach zdrowotnych Marcina Millera wiadomo nie od dziś. Lider Boys zmaga się z poważnymi bólami kręgosłupa, które znacząco utrudniają mu koncertowanie oraz wykonywanie codziennych czynności. Teraz muzyk opowiedział o tym, jak sobie radzi.

Gwiazdor disco polo Marcin Miller na scenie zasłynął dzięki przebojom "Jesteś szalona", "Wolność" czy "Łobuz" wykonywanych z zespołem Boys. Choć po dziś dzień stara się na koncertach dostarczać jak najlepszą rozrywkę, muzyk nie może sobie pozwalać na swobodne pląsanie po scenie. Winne temu są problemy z kręgosłupem, z którymi muzyk zmaga się od długich miesięcy.
Jak Marcin Miller radzi sobie z problemami z kręgosłupem?
Artysta już w zeszłym roku pokazywał, jak codzienne czynności stanowią dla niego problem, publikował w mediach społecznościowych nagrania z wizyt w szpitalu i informował fanów na temat postępów. Aby ułatwić sobie funkcjonowanie gwiazdor regularnie korzysta z pomocy leków przeciwbólowych. Mimo tego przepuklina trzech kręgów najprawdopodobniej wymagać będzie operacji.
Przy okazji Roztańczonego PGE Narodowego, Marcin Miller miał okazję porozmawiać z portalem "Jastrząb Post", gdzie zdradził, jak na chwilę obecną wygląda jego sytuacja zdrowotna: "Codziennie wykonuję ćwiczenia. Rano wstaję, robię takie 20 minut, rozluźniające, wzmacniające mięśnie głębokie kręgosłupa. Raz w tygodniu chodzę do fizjoterapeuty i raz w miesiącu chodzę do osteopaty w Warszawie".
Muzyk zaznaczał, że jego stan znacząco się poprawił. W pewnym momencie nie był w stanie swobodnie się poruszać czy położyć nóg na łóżku. Mimo wszystko, zrezygnować musiał z niektórych lubianych przez niego aktywności: "Pewne rzeczy się dla mnie skończyły, muszę to zrozumieć. Nie będę biegał szybko, nie zagram w piłkę, nie podniosę takich zrywów. Czasami jest tak, że nawet na scenie, coś chwyci. No i tak z 10 sekund muszę odstać swoje, żeby to wszystko puściło. To takie strzały na kręgosłup. Ale inni mają gorzej i żyją. Tak więc gorzej było, na łokciach musiałem na przykład iść do łazienki, bo nie mogłem stać. To było najgorzej. Przyjaciel do mnie przyjechał, bo nie wierzył, a ja nie mogłem nóg położyć na kanapę i on mi pomagał. Wyłem z bólu. On się rozpłakał i powiedział, słuchaj Marcin, ja jadę do domu, bo nie mogę na to patrzeć. Tak więc naprawdę, to jest ból".










