Reklama

Liam Gallagher: Ostatnia prawdziwa gwiazda rocka?

Liam Gallagher, koncert w Auckland, w Nowej Zelandii, 21 lipca 2022 r. /Dave Simpson/WireImage /Getty Images

Od ponad 30 lat Liam Gallagher robi sporo zamieszania na scenie muzycznej, szczególnie w Anglii. Najpierw jako frontman niezwykle popularnej w połowie lat 90. grupy Oasis, później jako solista. Słynie z niewyparzonego języka, a lista cytatów z jego wypowiedzi jest długa i... soczysta. Czy pięćdziesiątka na karku, jaką właśnie świętuje, zmieni go?

Dave Grohl, lider zespołu Foo Fighters, miał ostatnio okazję nagrywać z Liamem Gallagherem. Ich współpracę tak komentował: "To wspaniały wokalista i prawdziwa gwiazda rocka. Jest jedną z ostatnich prawdziwych gwiazd rocka, jakie nam zostały". Sam Gallagher, pytany o te słowa w mediach społecznościowych, stwierdził krótko, w charakterystycznym dla siebie stylu: "Ma rację, pozostali są bezużyteczni".

Wielki sukces Oasis

Lim Gallagher na swoim profilu na Twitterze umieścił taki opis samego siebie: Gwiazda rock and rolla, Boski, Ikona rasta, Legenda, Biblijny, Wszechstronny, Prorok, Duchowy, Majestatyczny, Niebiański, Optymistyczny, Buddysta, Jedi, Przystępny, Miłośnik Zen, Pokorny.

Reklama

Co ciekawe, ten opis jest jak najbardziej prawdziwy, bo bardzo w stylu Liama Gallaghera. Muzyczny świat usłyszał o nim, gdy miał 19 lat. W 1991 roku rozpoczęła się niebywała kariera grupy Oasis, którą założył w Manchesterze. Choć dopiero gdy dołączył do niej jego brat, Noel, wypłynęli na szerokie wody.

Debiutancki album "Definitely Maybe" (1994) odniósł wielki sukces, a przyczyniły się do tego wydane na singlach przeboje "Supersonic", "Shakermaker" i przede wszystkim "Live Forever". W sumie płyta znalazła ponad 8,5 miliona nabywców na całym świecie! Co jednak ważne, Oasis przebili się także w USA, gdzie płyta zdobyła tytuł platynowej.

Krytycy (zwłaszcza angielscy) pisali o grupie w samych superlatywach, szybko uznana została za jednego z najciekawszych - obok Blur, Suede i Pulp - przedstawicieli nowego nurtu muzycznego, nazwanego brit pop. Angielska prasa muzyczna zawsze lubowała się w etykietowaniu różnych zjawisk i wykonawców, bo po prostu lepiej się to sprzedawało czytelnikom. Tak było i tym razem.

Oasis i brit pop

Czym był brit pop? Powstały na ten temat sążniste opracowania, a sam nurt można opisać jako angielską odpowiedź na amerykański grunge. Była to bowiem bardzo melodyjna, alternatywna wersja rocka, bardzo mocno osadzona w brytyjskiej rzeczywistości (dlatego brit pop nie zaistniał praktycznie poza Anglią). Tworzona przez ludzi urodzonych zazwyczaj w rodzinach robotniczych, nie ukrywających swych regionalnych akcentów, a zainspirowanych z jednej strony angielską muzyką lat 60. (z The Beatles i The Kinks na czele), z drugiej brytyjskim alternatywnym rockiem lat 80. (przede wszystkim dokonaniami grup z Manchesteru, jak The Smiths, Stone Roses czy Happy Mondays).

Brit pop nie przetrwał długo, choć grupa Blur działała, z krótszymi lub dłuższymi przerwami, aż do 2015 r., niemniej zdecydowanie podążyła później w zupełnie innym muzycznym kierunku. Z kolei Oasis wydali jeszcze dwa dobrze sprzedające się albumy, choć ten trzeci w ich dorobku, "Be Here Now" (1997), został ostro zjechany przez krytyków. Później nazwano go momentem, w jakim brit pop się skończył.

W 2009 r. bracia Gallagherowie rozstali się na dobre - Noel opuścił szeregi Oasis, a Liam z pozostałymi muzykami założył grupę Beady Eye, która nagrała dwie płyty i w 2014 roku rozpadła się.

Liam Gallagher: gwiazda tabloidów

Liam Gallagher już w czasach Oasis stał się ulubieńcem angielskich tabloidów. Stało się tak ze względu na jego niezwykłą szczerość oraz zuchwałość wypowiedzi. Nigdy nie ukrywał, że jest prostym chłopakiem z Manchesteru, który nie zastanawia się co, o czym lub o kim w danym momencie powie.

Dostało się od niego chyba każdemu, lista jest długa, a cytaty smakowite. Oto kilka przykładów:

o Chrisie Martinie z Coldplay: "Wygląda jak nauczyciel geografii. Ale myślę, że jest po prostu trochę roztrzepany. Powinien się uspokoić, nie uratuje świata"

o Keith Richardsie z the Rolling Stones: "Zazdrosny staruch, który nie dostaje wystarczająco dużo ciasta z mięsem"

o piłkarzu Waynie Rooneyu: "Wygląda jak pieprzony balon z pier...nymi płatkami zgniecionymi na jego głowie. Lepiej wygląda jako skinhead, no nie?"

o Victorii Beckham ze Spice Girls: "Nie potrafi nawet żuć gumy czy chodzić w linii prostej, nie mówiąc już o napisaniu książki"

o Bono z U2: "Widzisz jego zdjęcia, jak biega po Los Angeles, z jego małymi białymi nóżkami i butelką wody, i wygląda jak dupa".

Na swój temat Liam Gallagher też się parę razy ciekawie wypowiedział:

"Gdybym nie był muzykiem, to może byłbym Bogiem? To w sumie byłaby dobra fucha".

"Jeśli kiedyś wypadną mi włosy, nie zobaczycie mnie już więcej na scenie, bo w rock'n'rollu nie ma miejsca na łysienie".

"Czasami wpadam w stan zasmucenia, ale nie na długo. Wtedy po prostu patrzę w lustro i mówię sobie: "Patrz, jak kur...sko dobrze wyglądasz".

Liam Gallagher i kobiety

W prasie brukowej pojawiały się często opowieści o nadużywaniu przez Liama Gallaghera narkotyków i jego mało zdrowym stylu życia. Ale prawdziwą żyłą złota okazały się dla brukowców związki ze znanymi kobietami.

Jego pierwszą żoną została Petsy Kensit, angielska modelka, aktorka, wokalistka znanej w latach 80. grupy Eight Wonder. Ma z nią syna Lennona, który imię otrzymał na cześć wielkiego idola Liama, Johna Lennona. To małżeństwo rozpadło się po trzech latach.

Drugiego syna wokalisty urodziła inna znana wokalistka, Nicole Appleton z żeńskiej grupy All Saints. Żyli ze sobą osiem lat, potem oficjalnie pobrali się w 2008 roku, ale rozwiedli się - po licznych romansach Gallaghera, których owocem były dwie córki - w 2014 roku.

Jeszcze przed rozwodem, związał się ze swoją dotychczasową asystentką, 10 lat młodszą od niego Debbie Gwyther. W 2019 oficjalnie się jej oświadczył, mieli się pobrać rok później, ale pandemia pokrzyżowała im te plany. "Nie chajtnę się z maską na gębie" - wyjaśnił w swoim stylu.

Liam Gallagher solista

Liam Gallagher to właśnie Debbie Gwyther zawdzięcza przetrwanie i powrót do muzyki. W wywiadach nazywał ją potem "prawdziwym zbawcą". Miał wtedy trudny okres w swoim życiu - kosztowny rozwód, kosztowna walka z matką jego drugiej córki. Jak wspominał, pił za dużo i nic nie robił, a pewnym momencie musiał się nawet wyprowadzić do... mamy. Dzięki nowej narzeczonej, która od lat pracowała w branży muzycznej, postanowił działać jako solista.

"Nigdy tak naprawdę nie chciałem występować solo, ale myślę, że to moja ostatnia szansa, aby móc naprawdę tworzyć muzykę" - wyjaśnił.

Mało kto dawał mu szansę na sukces, ale Liam Gallagher udowodnił, jak bardzo większość się myliła. Już jego pierwsza własna płyta "As You Were" (2017), spotkała się z życzliwym przyjęciem krytyków i w samej tylko Anglii znalazła ponad 300 tys. nabywców.

Wokalista poszedł więc za ciosem i dwa lata później wydał album "Why Me? Why Not", który wylądował na szczycie zestawienia najpopularniejszych płyt w Anglii. Ego Liama Gallaghera zostało miło podłechtane, gdy w tym samym roku MTV Europe przyznało mu tytuł "Rockowej ikony", a w głosowaniu czytelników magazynu "Q" uznany został "najlepszym frontmanem w historii".

Jednocześnie wrócił do aktywnej działalności koncertowej, pokazując, że nic nie stracił z dawnej witalności i prezencji scenicznej. Wykonywał także utwory z repertuaru Oasis, co zawsze było gorąco przyjmowane przez widownię, szczególnie gdy zaczął występować na dużych angielskich festiwalach, w tym np. w Reading.

W maju 2022 Liam Gallagher wydał trzecią solową płytę, "C'mon You Know", uznaną - również przez recenzenta Interii - za najlepszą w jego dorobku. "Trzecia płyta to spotkanie starego Liama z nowym, który pozwala sobie na jeszcze więcej eksperymentów i frajdy" - trafnie ocenił Mateusz Kamiński. "'C'Mon You Know' to krążek bardzo radosny. Słychać na nim, że Liam nadal czerpie satysfakcję z tego, co robi".

Płyta wylądowała na czele zestawienia najlepiej sprzedawanych w Anglii. W czerwcu, promując album, Liam Gallagher wystąpił na wielkim festiwalu w Knebworth Park, śpiewając dla 80 tysięcy fanów - dokładnie 26 lat po tym, jak wystąpił tam właśnie z Oasis.

Koniec gwiazdy rocka?

Dziennikarze, którzy z nim ostatnio rozmawiali, dość zgodnie twierdzą, że wokalista... uspokoił się. W jednym z wywiadów przyznał: "Ten głos [w mojej głowie], który dotąd mówił mi z daleka: 'Idź spać. Nie wychodź dziś wieczorem', teraz słyszę bardzo wyraźnie. Dlatego sam sobie mówię: 'Wyluzuj. Miałeś swój czas'. Dlatego teraz słucham tego głosu... Nie chcę już więcej czuć się jak gówno".

Tym bardziej, że od dawna odwleka operację wszczepienia nowych stawów biodrowych, które coraz mocniej mu doskwierają wskutek choroby.

"Mam na karku 50 lat, chciałbym nadal się dobrze bawić, ale to już nie dla mnie" - powiedział. I dodaje samokrytycznie: "Są rzeczy z przeszłości, z których nie jestem dumny, są sprawy, jakie schrzaniłem, zrobiłem też kilka głupich rzeczy".

To naprawdę koniec ostatniej, prawdziwej gwiazdy rocka?

Tomasz Słoń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL