Reklama

Elvis Presley skończyłby 85 lat. Wzloty i upadki Króla

Elvis Presley na planie filmu "Elvis. That's The Way It Is" w 1970 r. /Stanley Bielecki Movie Collection /Getty Images

8 stycznia mija 85. rocznica urodzin Elvisa Presleya. Z tej okazji przypominamy historię powstania pierwszego dokumentalnego filmu z udziałem Króla - "Elvis. That's The Way It Is".

Reklama

Nakręcony wiosną (marzec - kwiecień) 1969 roku obraz "Change Of Habit" bezpowrotnie zakończył filmowy etap kariery Elvisa Presleya. "Czasami dobrze bawiliśmy się na planie ale później stały się one (filmy, przyp. autor) nudne zarówno dla niego jak i dla nas ponieważ nie było dobrych scenariuszy a wiele piosenek było złych", wyjaśniał mi w trakcie rozmowy Marty Lacker, przyjaciel Presleya i członek tzw. Mafii z Memphis. "(Elvis, przyp. autor) Doszedł do punktu, w którym nie chciał już robić żadnej z tych rzeczy".

Od tej pory chciał się jedynie koncentrować się na występach na estradzie i nagrywaniu piosenek. Nieoficjalnie jednak mówiło się, że owa niechęć była obustronna. Ostatnie filmy z udziałem Presleya nie ściągały już bowiem do kin takich tłumów jak w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych gdy na ekrany wchodziły takie komedie jak choćby "G.I. Blues", "Blue Hawaii" czy "Viva Las Vegas". Tym samym nie gwarantowały już one tak dużych zysków ze sprzedaży biletów. A to z kolei przyczyniło się do braku kolejnych propozycji (choć biorąc pod uwagę ostatnią filmową rolę Elvisa można czuć pewien niedosyt i zastanawiać się w jakim kierunku potoczyłaby się jego filmowa kariera gdyby piosenkarz nadal ją kontynuował). 

Reklama

Jednak niespełna rok po tym jak na planie finałowego obrazu z udziałem Elvisa padł ostatni klaps Hollywood ponownie zapukało do drzwi popularnego wokalisty. Po sukcesie obu sezonów w hotelu International w Las Vegas i serii występów w Teksasie Presley otrzymał propozycję wystąpienia w kolejnym filmie.

Tym razem miał to być jednak film dokumentalny w reżyserii dwukrotnego zdobywcy Oscara (pierwszą otrzymał w 1955 roku za najlepszy film krótkometrażowy, "A Time Out Of War" a kolejną piętnaście lat później, w 1970 roku, za najlepszy dokument, "Czechoslovakia 1968"), Dennisa Sandersa, ukazujący popularnego artystę podczas prób z zespołem w studiach MGM oraz w pomieszczeniach hotelu International, denerwującego się za kulisami na krótko przed wejściem na scenę a także same koncerty zarejestrowane podczas letniej tury występów w Las Vegas. "Po raz pierwszy widać go (Elvisa, przyp. autor) w filmie takim jakim jest", można przeczytać na kartach książki "Elvis Files 1969-1970". "Jest przedstawiony jako artysta i fenomen".

Umowę na realizację tego projektu Pułkownik Parker sfinalizował 7 kwietnia 1970 roku. Obok podpisu Elvisa i jego menedżera pod kontraktem opiewającym na kwotę pięciuset tysięcy dolarów znalazł się także podpis Kirka Kerkoriana, nowego właściciela wytwórni MGM.

Zdjęcia do filmu ruszyły w lipcu. "Przez cały miesiąc naszego harmonogramu byliśmy filmowani", wspominał mi podczas wywiadu Terry Blackwood z kwartetu The Imperials. "Nikt niczego nie zmieniał. Śpiewaliśmy nasze piosenki w ten sam sposób a kamery wszystko przechwytywały. Wszyscy czuliśmy się bardzo komfortowo a kamery nie stanowiły żadnego problemu".  

Nim jednak ekipa filmowa zadomowiła się na próbach, które Elvis od połowy lipca 1970 roku odbywał ze swoim zespołem w kalifornijskim Culver City producent Felton Jarvis (od 1 czerwca 1970 roku występujący już w charakterze osobistego producenta Presleya) zorganizował kolejną sesję nagraniową.

Początek nagrań wyznaczono na 4 czerwca 1970 roku a na ich miejsce wybrano Studio B w Nashville, w którym Elvis nie pracował już od września 1967 roku (tj. od chwili zarejestrowania takich kompozycji jak "Guitar Man", "Big Boss Man", "We Call On Him", "You'll Never Walk Alone", "Mine" czy "Singing Tree").

Od jego ostatniej wizyty w mieście wiele się zmieniło. Przede wszystkim modernizacji uległo wyposażenie studia. Stary czterościeżkowy magnetofon używany jeszcze w 1967 roku został teraz zastąpiony przez nowoczesny (jak na ówczesne czasy) szesnastościeżkowy magnetofon Master Maker 1000 (dla porównania można dodać, że podczas sesji w American Sound Studio w 1969 roku używano ośmiościeżkowego magnetofonu) i dającą zupełnie nowe możliwości konsolę posiadającą aż dwadzieścia cztery kanały wyjściowe. Taka ilość kanałów wyjściowych z kolei pozwoliła producentom na użycie większej ilości mikrofonów i "dodanie bardziej złożonych struktur dźwiękowych do zarejestrowanego już wykonania".

Oprócz zmian w wyposażeniu studia zaszły także zmiany kadrowe. Wraz z zakończeniem zdjęć do programu NBC, "Elvis", z 1968 roku zakończyła się także wieloletnia współpraca Elvisa Presleya z muzykami Scottym MooremD.J Fontaną. W swojej doskonałej książce "Scotty & Elvis. Aboard The Mystery Train" muzyk wyraźnie rozczarowany wyjaśniał: "kiedy telewizyjny 'special' (z 1968 roku, przyp. autor) został wyemitowany otrzymałem list od Jima Beedle, disck jockeya z WXCL w Peoria w Illinois. 'Obserwowałem jak kilka tygodni temu gang z 1956 roku zniszczył NBC. Nostalgia była wielka', pisał.

'Zawsze byłem wielkim fanem  Elvisa i wspaniale było móc znowu zobaczyć go w akcji. Naprawdę kiedy zdobywałem informacje o płytach z początków jego kariery zostałem znokautowany przez człowieka grającego partie wiodące. Dopiero później dowiedziałem się, że byłeś to ty. Całkiem często puszczałem twoją EP wydaną przez Epic, 'The Guitar That Changed The World' w swoich programach i nigdy nie zawodziła. Czasami ktoś zadzwonił i zapytał kto to jest'.

Beedle zakończył swój list stwierdzając, że 'przywróciłem go z powrotem do roku 1956 - tego prawdziwego'. Teraz czekałem na jakieś słowo od Elvisa. Rok dobiegał końca. Kilka razy próbowałem się z nim skontaktować ale moje rozmowy telefoniczne były odrzucane lub przerzucane na kogoś innego. Nie byłem zaskoczony. Pomyślałem, że to robota Parkera".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: elvis presley

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje