maks.tachasiuk: "Z każdym utworem nabieram coraz większej pokory" [WYWIAD]
maks.tachasiuk - jedno z ciekawszych wschodzących nazwisk na polskiej scenie - za sprawą nowego singla "Seans" dołączył do Spotify RADAR oraz trafił na okładkę playlisty "New Music Friday Polska". W kwietniu natomiast został okrzyknięty "Odkryciem Nexta" przez Interię Muzyka. Z tej okazji porozmawialiśmy z nim o planach na debiut, procesie twórczym i koncertach, które stają się dla niego nową codziennością.

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Ostatnio premierę miał twój najnowszy singiel "Seans". Jakie emocje ci towarzyszą?
maks.tachasiuk: - To jest duży stres, bo zależy mi, żeby każda moja premiera trzymała poziom. Szczególnie jeśli chodzi o "Seans", ponieważ wraz z nim rozpocząłem swoją przygodę w projekcie RADAR Polska od Spotify. Nowe utwory zawsze robią jakiś tam szum - jest zainteresowanie moją muzyką - a tutaj było to wszystko kilkukrotnie większe. Więc duży stres, ale głównie taki pozytywny, połączony z ciekawością, co będzie dalej.
Wraz z dołączeniem do Spotify RADAR, pojawiła się również okładka na playliście "New Music Friday Polska". Spodziewałeś się aż tak pozytywnego odbioru?
- Spodziewałem się, że będzie odbiór szerszy niż zazwyczaj, bo RADAR zawsze się wiąże z jakąś dodatkową promocją. Więc póki co, ten singiel przyjął się faktycznie bardzo dobrze - chyba na nic lepszego nie mogliśmy liczyć. Natomiast odpowiadając na pytanie - czy się spodziewałem? W sumie ciężko jest mi stwierdzić na co liczyłem, nie wiem jak sobie to wyobrażałem.
Możemy już otwarcie mówić, że jest to zapowiedź debiutanckiego krążka?
- Nie mówiłbym, że krążek będzie jakoś prędko, bo nie chciałbym robić nic pod presją, ponad swoje możliwości. Te cztery single, które wydałem w tym roku, przyniosły super feedback i dla mnie, jako autora, to super sprawa. To jest szalenie miłe i daje naprawdę sporo motywacji. Nie chciałbym jednak być tym targany i przyspieszać całego projektu na siłę. Prawda jest taka, że zaczynaliśmy ten rok bez żadnego skonkretyzowanego planu na płytę, wspólnie z wytwórnią postanowiliśmy sprawdzić dokąd zaprowadzą nas te piosenki, gdzie ja mentalnie i muzycznie będę za kilka miesięcy. Bardzo się cieszę, że dostałem od chłopaków z FALA LABEL tak dużo swobody, bo nie chce na razie nic sobie narzucać. Mimo tego, że te single są poniekąd zapowiedzią płyty, dajemy sobie jeszcze czas, żeby była to najbardziej jakościowa rzecz, jaką możemy zrobić.
Jakie masz oczekiwania względem tegorocznego Spotify Radar?
- Te wszystkie playlisty, sesje zdjęciowe, posty ze Spotify rzucają na mnie taki spotlight, bo pierwszy raz spotykam się z sytuacją, kiedy ktoś ufa mojej sztuce i chce ją tak bardzo eksponować. Ja zostawiam całego siebie w tych numerach, więc mam nadzieję, że to gdzieś zostanie z ludźmi na dłużej. Dla mnie niezwykle cenne są wszelkie interakcje czy to w social mediach, czy na żywo, a wszystkie tego typu projekty pozwalają mi dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców. Liczę więc na to, że kilka osób znajdzie w nich coś dla siebie.
Proces tworzenia przez ciebie piosenek, jest dość unikatowy - nieczęsto się zdarza, by jedna osoba odpowiadała w pełni za songwriting, produkcję, kompozycję i wokal. Będziesz chciał to podtrzymywać również w przyszłych numerach?
- W taki sposób zacząłem tworzyć i myślę, że zostanie to ze mną przynajmniej do ukończenia debiutu. Gdyby ktoś przejął po części na tym etapie moje utwory, mogłoby to strasznie stracić na spójności i autentyczności, na których bardzo mi zależy. Mam już jakiś określony styl produkcyjny, wiem jak chcę, by to wszystko brzmiało, więc ingerowanie w to, niemalże w połowie tworzenia krążka, nie ma sensu. Wiadomo, że współpraca z producentami dość znacząco przyspieszyłaby całość, ale - tak jak mówiłem na początku - nie chcę ulegać pośpiechowi i chcę w swoim czasie dopiąć materiał do końca, by był jak najbardziej spójny i jakościowy.
Byłbyś w stanie jednak wyszczególnić, czy czujesz się bardziej producentem, czy wokalistą?
- Może w tym właśnie jest problem, ale czuję się wszystkim po troszku. Na początku w szkole muzycznej grałem na pianinie i gitarze, później zacząłem produkować, a na końcu doszedł śpiew. Wiadomo, że to właśnie wokal zostaje z ludźmi na dłużej i jest taką centralną częścią utworu, natomiast czuję, że w każdym z tych punktów mógłbym się jeszcze dość znacząco rozwinąć. Jestem z tych, co starają się maksymalnie dużo dowiadywać po drodze i uczyć się ciągle nowych rzeczy, więc staram się nieustannie doskonalić, czy to w kwestii gry na gitarze, czy produkcyjnie.
Zauważasz zmiany w podejściu do swojej twórczości od debiutanckiego "Knockerville"?
- Zdecydowanie tak. Teraz wszystko dzieje się znacznie szybciej, ale to wynika z rozwoju. Jestem w stanie szybciej produkować, szybciej pisać. Mimo że dalej nie jestem demonem prędkości i ciężko będzie mi coś zrobić, jak mnie zamkniesz na dwie godziny w studiu, to na pewno jest lepiej niż kiedyś. Na przykład rekordowo szybko napisałem "Seans", czyli najnowszy singiel.
"Rekordowo szybko" czyli…?
- Od odpalenia programu do wysłania utworu do mixu - niecałe dwa tygodnie. To też wiązało się dla mnie ze stresem, czy włożyłem odpowiednio dużo pracy w niego, by był dostatecznie dobry. Nie wiem, czy kiedykolwiek byłem przekonany o swoich wielkich umiejętnościach, ale z każdym utworem nabieram większej pokory, bo im dalej idę, tym więcej dowiaduję się o swoich brakach i jak wiele mam jeszcze do nauczenia, ale w tym też jest coś ekscytującego.
Miałeś przyjemność w tym roku wystąpić na Next Feście - jak wyglądały przygotowania do twojego pierwszego koncertu w karierze?
- Jak dostałem zaproszenie na ten festiwal, to czułem ekscytację, ale wiedziałem, że czeka mnie naprawdę sporo pracy, by się odpowiednio przygotować. Wtedy to był czas, gdy miałem dopiero trzy piosenki - "Knockerville", "Czerwień" i świeżo wydane "Psy". Miałem więcej w szufladzie, ale szczerze mówiąc bałem się, jak ludzie odpowiedzą na piosenki, których nie znają - no ale jakoś musiałem wypełnić swojego seta. Historia moich przygotowywań jest w sumie ciekawa, bo w niecały miesiąc, razem z moim managementem, skleiliśmy i przygotowaliśmy cały zespół. Na scenie towarzyszą mi świetni muzycy - Artur Bobak i Kajetan Pietrzak - dając mi ogromne wsparcie. Dość szybko nabrałem do nich ogromnego zaufania i wiem, że mogę na nich liczyć.
Jak wspominasz natomiast sam występ? Czułeś dużą tremę?
- Nie spodziewałem się, że przyjdzie aż tak dużo osób. Wiele z nich zapowiadało, że wpadnie, jak mijałem ich gdzieś w innych nextowych lokalach - natomiast nie sądziłem, że serio przyjdą (śmiech). Koncert sam w sobie był naprawdę super i feedback zebrałem bardzo pozytywny - wiele osób mówiło mi, że czeka na kolejne, dłuższe występy, dużo oznaczeń na social-mediach. Artur (mój klawiszowiec) od razu powiedział bym uważał, bo jak zagram pierwszy koncert, to szybko się od nich uzależnię - i miał rację (śmiech).
Interia Muzyka okrzyknęła cię "Odkryciem Nexta" - byłeś zaskoczony tym tytułem?
- Oczywiście, że tak! To było szalenie miłe, to ogromny kredyt zaufania i mam nadzieję, że póki co, godnie go dźwigam (śmiech). Jak to po raz pierwszy przeczytałem, byłem strasznie zaskoczony, że ktoś z własnej nieprzymuszonej woli postanowił użyć takich dużych słów.
Jakie stawiasz sobie cele jako debiutant na dalszą karierę?
- Chciałbym, by moja muzyka nadal tak dobrze rezonowała z ludźmi, by nadal znajdywali w niej cząstki siebie - to jest dla mnie rzecz absolutnie najważniejsza.


![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)





