Isaac Anderson: "Mam dużo szczęścia, że granie muzyki to moja praca" [WYWIAD]

Wiktor Fejkiel

13 lipca na warszawskim festiwalu "Lato w Mieście" na Letniej Scenie Progresji wystąpi Isaac Anderson. W tym roku brytyjski piosenkarz wydał aż cztery single, z czego najnowszy - "Feels Like Flying" - kilka dni temu, będzie to więc idealna okazja, by usłyszeć je na żywo. Z tej przyczyny, porozmawialiśmy z Issaciem o emocjach, jakie towarzyszą mu przed graniem koncertów w Polsce.

Isaac Anderson przyjedzie na koncert do Polski
Isaac Anderson przyjedzie na koncert do PolskiMauricio SantanaGetty Images

Wiktor Fejkiel: Niedawno premierę miał twój najnowszy singiel "Feels Like Flying". Jak się czujesz z okazji tej premiery?

Isaac Anderson: - Czuję się naprawdę dobrze. To piosenka, która przeleżała gdzieś na dysku kilka lat. Tak właściwie na jakiś czas zapomniałem, że ona w ogóle istnieje, co jest trochę zabawne. Przeglądając stare piosenki, by zobaczyć, czy jest coś, co mógłbym w pewien ożywić, przypomniałem sobie o demówce "Feels Like Flying". Czuję, że muzycznie zrobiłem naprawdę duży krok naprzód, co mnie strasznie cieszy. Jestem bardzo podekscytowany, że już wyszła i nie mogę się doczekać tych reakcji na żywo na koncertach.

To już czwarty singel, który wydałeś w tym roku. To oznacza, że jesteśmy już naprawdę blisko twojego debiutanckiego albumu?

- Wiem, że wielu to może rozczarować, ale do debiutu jeszcze trochę trzeba będzie poczekać. Pracuję nad tym, ale staram się nie spieszyć z rzeczami, by nie traciły na jakości. Nie mam jeszcze wystarczająco dużo piosenek na album. Właściwie to nie mam wystarczająco dużo piosenek, z których po prostu byłbym zadowolony. Poświęcam dużo czasu na pracę i zobaczymy na razie, jaka będzie reakcja ludzi na single, które staram się wypuszczać w miarę regularnie. Myślę, że album na pewno jest w drodze, ale po prostu nie chcę się spieszyć. Dla mnie debiut jest czymś naprawdę wyjątkowym, więc zależy mi na tym by był niemalże doskonały.

Masz już natomiast jakąś wizję, jak będzie wyglądać twój pierwszy debiutancki longplay?

- Myślę, że będzie zawierał więcej tego rodzaju piosenek, które wydaję już stricte w tym roku. Staram się, by moje teksty były o pozytywności i szczęściu. Uważam, że na świecie jest dużo negatywności i wkrótce świat może być dość smutnym miejscem. Dużo złego się dzieje i łatwo jest się w tym pogubić. Więc ostatnio skupiam się na tym, by pisać piosenki o tym, jak pozostać szczęśliwym, jak pozostać pozytywnym. Chciałbym by był to po prostu album pełen pozytywności i nadziei, a nie skupiania się na problemach świata.

To też trochę jest taki twój sposób na utrwalanie tych pozytywnych chwil w życiu?

- Tak, to naprawdę dobry sposób, aby przypominać sobie, że ważne jest bycie szczęśliwym i pozostawanie pozytywnym, zamiast skupiać się na rzeczach, które idą źle. Dla mnie to jest dość pożyteczna praktyka, by widzieć szklankę do połowy pełną, ważne jest też przekazanie tego przesłania innym ludziom. Pisanie piosenek, zwłaszcza na pozytywne tematy, jest dla mnie naprawdę pomocne na co dzień w życiu.

Wracając jeszcze do albumu... Jesteś otwarty na to, by znalazły się na nim również starsze kawałki czy raczej postawisz na te nowsze?

- Prawdopodobnie spojrzymy na wyciągnięcie piosenek z różnych okresów, z lat, które spędziłem na pisaniu. Może to być mieszanka nowszych i starszych utworów. Jest takie powiedzenie, że na swój pierwszy album pisze się całe życie. Jak już mówiłem, nie ma jeszcze albumu w przygotowaniu. Nie mam bezpośredniego planu na zrobienie go. Ale myślę, że pośrednio i podświadomie jest przygotowywany, ale jak będzie wyglądać, jeszcze nie wiem. Ale chciałbym, żeby to było podsumowanie wszystkiego, nad czym pracowałem przez ostatnie kilka lat.

Zostawiając temat albumu, skupmy się teraz na koncertach. Już za tydzień w Warszawie zagrasz na festiwalu "Lato w Mieście". Jak wspominasz swój ostatni koncert w Polsce?

- Pomimo  tego, że była to dość mała sala, energia była niesamowita. Również graliśmy wtedy w Warszawie, tyle że w listopadzie. Podczas tamtej trasy po Europie zagraliśmy może dziesięć koncertów, a polski koncert był najgłośniejszym z całej trasy. Jestem więc naprawdę podekscytowany. Mam kilka koncertów w przyszłym tygodniu w Europie, ale na "Lato w Mieście" czekam najbardziej.

Ostatnio grałeś też w Holandii, a w lipcu czekają cię jeszcze Niemcy i Austria. Czy czujesz różnicę w energii, jaka płynie od publiczności w Wielkiej Brytanii, a krajach centralnej Europy?

- Nie grałem w Wielkiej Brytanii od dłuższego czasu. Od kilku lat gram koncerty tylko w Europie. Czuję, że coś po prostu tutaj kliknęło. Więc trudno porównać te dwie publiczności, bo minęło już trochę czasu od kiedy ostatni raz grałem koncert w Wielkiej Brytanii. Myślę jednak, z tego co pamiętam sprzed kilku lat, że tam gdzie mieszkam, w Nottingham, publiczność jest bardzo wspólnotowa, wspierająca. Ale w Londynie jest trochę gorzej, po prostu publiczność jest trudniejsza do zdobycia.

Będziemy mogli usłyszeć na tym najbliższym koncercie jakieś nieopublikowane dotąd utwory?

- Szczerze mówiąc, to jeszcze nie skończyliśmy ustalać setlisty, co jest trochę szalone, bo trasa zaczyna się na dniach. Więc potrzymam was trochę w niepewności.

Uważasz, że twoja muzyka na żywo zyskuje nowej energii względem wersji studyjnej?

- Zdecydowanie. Kiedy ruszam w trasę, najczęściej gram z całym swoim zespołem, co jest naprawdę ważne. Podnosi to energię występów na kilka poziomów wyżej. Jestem zadowolony z tego, jak brzmią w wersji studyjnej, ale na żywo to zupełnie inna sprawa. Członkowie mojego zespołu są też moimi dobrymi przyjaciółmi i gramy razem od lat, co sprawia, że koncertowanie jest czymś, co kocham.

Koncertujesz u boku Louisa Tomlinsona na największych wydarzeń, stąd też moje pytanie, czy preferujesz granie mniejszych koncertów z solowym materiałem, czy tych większych z Louisem?

- To naprawdę trudne pytanie, nie mam tutaj preferencji. Cieszę się z obu z zupełnie różnych powodów. Miałem dużo szczęścia, że pracowałem z Louisem przez ostatnie trzy lata. Koncerty, które mam szczęście grać z nim, odbywały się na stadionach, w arenach, na festiwalach na świeżym powietrzu. Ta skala jest niesamowita do uczestnictwa. Mniejsze koncerty, które gram sam, to zupełnie inna sprawa. Oczywiście, skala jest dużo mniejsza, jest bardziej kameralnie. Aczkolwiek to uczucie, że grasz utwory, które napisałeś sam, jest cudowne. Cieszę się z obu i mam nadzieję, że będę mógł robić obie te rzeczy tak długo, jak to możliwe.

Czego sobie życzysz na dalszą część twojej kariery muzycznej?

- Chciałbym po prostu robić to, co robię teraz, dalej. Szczerze mówiąc, w tym momencie nie mam żadnych wielkich aspiracji, żeby być bardzo sławnym czy sprzedawać miliony płyt. Mam dużo szczęścia, że granie muzyki to moja praca, że zarabiam na życie pisząc piosenki, grając na gitarze i śpiewając, i chciałbym po prostu nadal to robić i nadal łączyć się z ludźmi, czy to poprzez nagrane piosenki w internecie, czy granie koncertów.

INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas