Ania Wyszkoni: Mogę odpalić przysłowiowe wrotki [WYWIAD]
Trzydzieści lat na scenie, tysiące koncertów, miliony emocji. Ania Wyszkoni świętuje 30-lecie pracy artystycznej jubileuszową trasą "30 ANIAversary". Wróci zarówno do piosenek z czasów zespołu Łzy, jak i do solowego materiału. Artystka zapowiedziała też inne plany na ten rok - przełomowy, w pełni autorski album.

Damian Westfal, Interia Muzyka: Przed panią jubileuszowa trasa. Przygotowania do niej to był bardziej czas sentymentów czy ekscytacji?
Ania Wyszkoni: - Trochę sentymentu na pewno, ale przede wszystkim ogromne skupienie. To jednak przygotowanie całej nowej trasy, a nie odcinanie kuponów. Nie chciałam po prostu wyjść na scenę i zagrać największych przebojów. Bardzo zależało mi na tym, żeby spiąć moją 30-letnią historię z tym, co dzieje się u mnie teraz - tym bardziej, że w czerwcu ukaże się nowa płyta. Chciałam na tej trasie zamknąć pewien etap, ale jednocześnie otworzyć nowy. Nie było to łatwe, zarówno pod względem wizualnym, jak i muzycznym, ale ja lubię wyzwania i im większe wyzwanie, tym ciekawiej. Praca nad tym była stresująca, ale jednocześnie napędzająca i wyzwalająca . Dobrze było wrócić do najstarszych piosenek, bo wracam do nich z czystą emocją, nieobarczoną negatywnymi wspomnieniami z czasu rozstania z zespołem Łzy. Dzisiaj z dystansem i radością śpiewam "Niebieską sukienkę" czy "Agnieszkę", bo to ważna część mojego życia artystycznego.
Pani koncerty zawsze są dopracowane wizualnie. To efekt artystycznej potrzeby czy dekoratorskiego zacięcia?
- Skończyłam kurs dekoratorski, ale myślę, że to nie ma większego znaczenia. Zawsze dbałam o szczegóły. Dużo podróżuję, oglądam koncerty światowych artystów i podglądam rozwiązania. Moim zdaniem, koncert to nie tylko muzyka. Artysta nie może tylko odegrać piosenek. Chcę budować relacje z moją publicznością. Oprawa wizualna, anegdoty czy historie z mojego życia są ważną częścią każdego mojego koncertu.
Na koncertach widać już młodsze pokolenie?
- Tak! I to jest fantastyczne! W moim fanklubie jest bardzo dużo młodych ludzi. Część trafiła do mnie przez rodziców, ale większość z nich to tacy, którzy wyszukali moje piosenki sami - z potrzeby serca. Moja muzyka łączy pokolenia, a to daje ogromną energię i poczucie sensu.
30 lat na scenie, a jednak "Smuteczek"... Bo o nim śpiewa pani w najnowszym singlu. To już inny smutek niż kiedyś?
- Zdecydowanie. Przede wszystkim z nadzieją. Smuteczek nie jest dla mnie uczuciem, które wchłania i zżera. On daje przestrzeń.
Tak jak pani w nim śpiewa - ma się pani dziś nieźle?
- Dziś mam się nieźle. Nie świetnie - bo zawsze jest coś, nad czym można popracować, ale jestem w dobrym miejscu. Tak jak przy mojej drugiej solowej płycie "Życie jest w porządku" nie waliłam głową w mur i nie twierdziłam, że życie jest fantastyczne, bo nie jest, bo każdy się mierzy czasem z jakimiś problemami i mamy prawo do gorszych momentów i do popłakania sobie, wyrzucenia emocji, ale summa summarum mam się nieźle. Czuję się dobrze sama ze sobą i mam do siebie zaufanie, chcę siebie rozpieszczać, pielęgnuję w sobie wewnętrzne dziecko. Ta radość przyszła do mnie z doświadczeniem i zmianą w życiu.
O czymś konkretnie pani mówi?
- Mam już duże dzieci, które zajmują się sobą, więc mogę odpalić przysłowiowe wrotki. W zeszłym roku postawiłam na swoją drugą pasję. Zaczęłam skakać ze spadochronem. Moi rodzice łapią się za głowę, a dzieci kibicują. Pozwalam sobie teraz na więcej przyjemności i dystansu.
To prawda, że rodzice przeżywają drugą młodość, kiedy dzieci są już odchowane?
- Tak! Moja mama kiedyś mi powiedziała, że po czterdziestce zacznę znów żyć pełną piersią. Coś w tym jest.
Skoki ze spadochronem brzmią jak ekstremalna przygoda.
- Nie jest to najłatwiejsze, ale można się w tym zakochać. Ważne jest panowanie nad ciałem i koordynacja. Po pierwszym skoku w tandemie wiedziałam, że będę to kontynuować, a po pierwszym samodzielnym poczułam, że nie ma rzeczy niemożliwych.
Co panią popchnęło w tę stronę? Co było pierwsze - skok czy myśl, że nic pani nie zatrzyma?
- To się przenikało w moim życiu. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat bywały momenty trudne, które pokazywały mi, że jestem silna i zadaniowa, ale na ostatniej prostej ten skok spadochronowy był moim symbolicznym otwarciem. Uświadomił mi, że mogę wszystko. Wypracowałam w sobie szybkie wychodzenie ze strefy smutku. Życie się dzieje i jest za krótkie, żeby dusić się w problemach.
"Smuteczek" też zapowiada nową płytę, o której mówi pani, że to nie będzie zwykła płyta. Dlaczego?
- Dla mnie to jest album przełomowy, bardzo ważny, bo w całości mojego autorstwa. Napisałam teksty i muzykę. Ogromnym wsparciem był producent Paweł Krawczyk - pracowaliśmy jak partnerzy. To pierwsza płyta, za którą w pełni biorę odpowiedzialność i nie patrzę na nią w kategorii nowego materiału muzycznego. To bardzo osobista rozmowa ze słuchaczem. Wyobrażam sobie, że zapraszam go na kawę i siedzimy naprzeciwko siebie, a ja opowiadam swoją historię.
Skoro Paweł Krawczyk, to więcej rocka?
- W dużym uproszczeniu - na pewno. Balansuję między rockiem a popem i to jest moje miejsce. Wychodzenie z tej przestrzeni byłoby po prostu nieautentyczne.
Rozumiem, że materiał na nowy krążek jest już gotowy?
- Gotowy. Ukaże się w czerwcu, a do tego czasu pojawi się jeszcze kilka singli, więc zapraszam na moje media społecznościowe, gdzie na bieżąco informuję publiczność o tym, co się u mnie dzieje. Staram się dozować te informacje, aby moi fani mieli na co czekać. Zdradzę tylko, że kolejny singiel już 6 marca!
W trasie zostaną wspomniane wszystkie dotychczasowe albumy?
- Miałam w tym temacie wielką trudność, bo jednak jest to trasa jubileuszowa i skupiam się głównie na najbardziej znanych utworach, ale przejdę sobie spacerkiem przez całą moją 30-letnią drogę. Tak, dotknę każdej płyty, a było ich sporo i na każdej znalazły się utwory bardzo ważne. Troszkę mocniej nawiązuję do etapu 14-letniej współpracy z zespołem Łzy, bo do tej pory grałam jeden, czasem dwa utwory. Teraz jest ich więcej.
Z jakimi emocjami wraca pani dziś do repertuaru Łez?
- Z dumą. Dziś gram te piosenki z czystą emocją, bez goryczy. Chcę wiernie oddać wersje, które ludzie pokochali.
Co pani myśli, jak patrzy na swoją karierę i na siebie z perspektywy 30 lat? Już nie może pani powiedzieć "Jestem Tu Nowa"...
- Patrzę na siebie przede wszystkim łaskawie. Mam świadomość, że popełniłam masę błędów. Dzisiaj jednak, jak patrzę na swoje stare zdjęcia, to przy niektórych się sobie podobam, a przy niektórych łapię się za głowę, ale to też jest w porządku, bo to wszystko było drogą do dzisiejszej mnie. Patrzę na siebie jak na dziewczynę, która konsekwentną pracą, uporem i pokorą dotarła do tego miejsca, w którym zawsze chciała być. Jestem dziś zrelaksowana, nie gonię za niczym, nie próbuję nikomu niczego udowadniać, jestem po prostu naturalnie tym, kim chcę być i prezentuję to, co chcę zaprezentować.
Pamięta pani moment przełomowy w życiu prywatnym czy w swojej karierze? Taka "Eureka!" przez te trzy dekady?
- Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to praca nad pierwszą solową płytą. Ten moment, kiedy stwierdziłam, że nie mogę dłużej być w zespole Łzy, bo tam już powiedziałam wszystko, już nie ma tam przestrzeni dla mnie i wydostanie się z tego z ogromnym ryzykiem, bo miałam świadomość, że w różne strony może pójść moje życie, dało mi poczucie świeżego powietrza - i tak, to była Eureka!
Wokół Łez znów pojawiły się napięcia. Chce to pani jakoś skomentować?
- Robię swoje od 16 lat. Jako że sprawa jest już w sądzie, nie mogę i nie chcę wchodzić w szczegóły. Powiem tylko, że kompletnie nie rozumiem idei atakowania wokalistki, z którą pracowało się 14 lat i z którą osiągnęło się największe sukcesy. Patrzę na naszą wspólną przeszłość z ogromną dumą. Byliśmy fantastycznym zespołem, młodymi ludźmi z pasją, szliśmy po swoje mimo wielu trudności i przeciwności losu.
Najważniejsze chyba dla fanów pozostaje, że finalnie piosenki z tamtego okresu wybrzmią na koncertach.
- Oj tak i to jest najistotniejsze. To część mojej historii, na którą moi fani również bardzo czekają.
Czuje pani, że zaczyna najlepszą podróż?
- Tak. Zaufałam wreszcie sobie. Czuję się bardziej odprężona i bawię się muzyką. Kiedy mam to robić, jak nie teraz?
To co powiedziałaby pani sobie samej na początku drogi, te 30 lat temu?
- Upewniłabym samą siebie, że to, co robię, jest wartościowe i piękne, i że mogę działać w zgodzie z samą sobą. Zawsze to głęboko w sobie czułam, tylko dzisiaj potrafię to lepiej nazwać.









