Maryla Rodowicz doczekała się historycznej nominacji. Mimo radości padły gorzkie słowa
Maryla Rodowicz to bezsprzecznie jedna z największych legend polskiej sceny muzycznej, jednak branżowe nagrody przez lata omijały ją szerokim łukiem. Kiedy w końcu ogłoszono, że artystka zdobyła swoją pierwszą w karierze nominację do statuetki Fryderyka, wokalistka nie kryła zaskoczenia. Mimo radości z wyróżnienia, w najnowszym wywiadzie zdobyła się na gorzkie wyznanie.

W tegorocznych nominacjach do Fryderyków w kategorii Album Roku Pop pojawiło się nazwisko, które wywołało spore poruszenie. Maryla Rodowicz została wyróżniona za swoją najnowszą płytę zatytułowaną "Niech żyje bal". Jak sama przyznała w rozmowie z "Faktem", ostateczna decyzja kapituły była dla niej całkowitym zaskoczeniem: "To jest moja pierwsza nominacja do Fryderyka w mojej długiej karierze" - podkreśliła zdumiona gwiazda.
Rozgoryczenie i poczucie bycia "niewidzialną"
Radość z tego historycznego wyróżnienia przyćmiewają jednak trudne wspomnienia z poprzednich lat. Wokalistka postanowiła wprost opowiedzieć o swoim rozczarowaniu postawą środowiska muzycznego, które przez dekady ignorowało jej twórczość.
"Mimo regularnie wydawanych płyt produkowanych przez najlepszych: Smolik, Borys, Kondracki, Herdzin, byłam niewidzialna, nie istniałam" - wyznała gorzko w wywiadzie.
Obecne wyróżnienie artystka traktuje przede wszystkim jako sukces całej ekipy pracującej nad jej najnowszym wydawnictwem. Maryla Rodowicz zaznaczyła, że tegoroczna nominacja sprawia jej dużą satysfakcję głównie ze względu na gigantyczne zaangażowanie fantastycznych muzycznych gości zaproszonych na płytę: "Teraz jest mi oczywiście miło, głównie z powodu moich fantastycznych gości na płycie, z powodu wdzięczności dla mojego managementu".
Warto przypomnieć, że relacje Maryli Rodowicz z Fryderykami należą do dość skomplikowanych. W 2008 roku kapituła chciała uhonorować artystkę Złotym Fryderykiem za całokształt twórczości, jednak wokalistka stanowczo odmówiła przyjęcia tej statuetki. Jak tłumaczyła niegdyś na łamach magazynu "Viva!", nie chciała być nagradzana wyłącznie za swoją przeszłość w momencie, gdy wciąż wydawała nowe piosenki, a Akademia konsekwentnie pomijała jej osobę w tak podstawowej kategorii, jaką była wokalistka roku: "Kilka lat temu przyznano mi Fryderyka za całokształt, ale odmówiłam przyjęcia statuetki. Wie pan dlaczego? Bo uważam, że nie mam jeszcze całokształtu, cały czas wydaję nowe płyty. Nigdy, ale to nigdy nie zdarzyło się też, żebym została nominowana w kategorii wokalistka. No chyba nie jestem aż tak złą wokalistką, żeby nie zasłużyć przynajmniej na nominację" - wyznała.









