16. American Film Festival: "The History of Sound" to historia pierwszej miłości zapisana w dźwiękach
Od 6 do 11 listopada trwa 16. TAURON American Film Festival, podczas którego miłośnicy kina mają okazję oglądać niezależne amerykańskie produkcje - zarówno najnowsze dzieła uznanych twórców, jak i retrospektywy klasyków. Jednym z filmów, który przyciągnął pełną salę widzów był "The History of Sound" w reżyserii Olivera Hermanusa. Opowiada on historię dwóch młodych mężczyzn, którzy poznają się w trakcie studiów i przeżywają swoją pierwszą miłość. W międzyczasie wyruszają na specjalną wyprawę, podczas której kolekcjonują folkowe piosenki z różnych zakątków Stanów Zjednoczonych. To one stają się pamiątką po wspólnie spędzonych chwilach i świadectwem utraconej miłości.

We wrocławskim kinie Nowe Horyzonty trwa 16. TAURON American Film Festival. W ramach imprezy miłośnicy kina mogą uczęszczać na dziesiątki seansów, podczas których prezentowane są produkcje prosto ze Stanów Zjednoczonych. Widzowie oglądają zarówno najnowsze dzieła, których polskie premiery dopiero nadejdą, jak i retrospektywy klasyków. W programie nie brakuje także spotkań z twórcami - odwiedzających Polskę specjalnie na potrzeby festiwalu - podczas których oglądający mogą zadawać pytania dotyczące filmów i dzielić się swoimi opiniami.
W poniedziałkowy wieczór, 10 listopada, miał miejsce drugi, a jednocześnie ostatni, z pokazów filmu "The History of Sound" w reżyserii Olivera Hermanusa. Scenariusz stworzył Ben Shattuck, a inspiracją były jego autorskie książki "The History of Sound" oraz "Origin Stories". Światowa premiera dzieła miała miejsce kilka miesięcy temu na Festiwalu Filmowym w Cannes, lecz Polacy nie mieli jeszcze okazji wybrać się na nie do kin. AFF umożliwił więc uczestnikom przedpremierowe seanse melodramatu, podczas których sale wręcz pękały w szwach.
Zobacz również:
Fabuła filmu opiera się na relacji dwóch młodych mężczyzn - Lionela (w tej roli Paul Mescal) oraz Davida (w tej roli Josh O'Connor), którzy w 1917 r. poznają się w Konserwatorium Muzycznym w Nowej Anglii. Ich losy splecione zostają przypadkiem - David lata temu podczas podróży ze swoim wujem nauczył się pewnej piosenki, zagrał ją na pianinie w jednym ze studenckich barów, a Lionel prędko rozpoznał znajome dźwięki, które w dzieciństwie śpiewał mu ojciec. Więź między chłopcami zawiązuje się dzięki wspólnym doświadczeniom muzycznym. Lionel rozkochuje w sobie Davida dzięki anielskiemu głosowi i urokliwej piosence "Silver Dagger". David z kolei zdobywa serce ukochanego dzięki ogromnej pasji do kolekcjonowania utworów z różnych kultur i zakątków świata.
Po I wojnie światowej, podczas której David wezwany zostaje na służbę, zabiera Lionela w podróż. W ramach wyprawy kochankowie wspólnie poznają i zbierają folkowe ballady od swoich rodaków, zwiedzając stan Maine. Pieśni ludowe nagrywają wówczas na woskowe cylindry, które stają się kroniką ich wyprawy oraz namacalnym dowodem na relację, która ich łączyła.
Dzięki "The History of Sound" widzowie mogą poznać historię tradycyjnych pieśni ludowych Ameryki
"The History of Sound" to opowieść o pierwszej, najważniejszej miłości, uciekającym czasie oraz ogromnej stracie, która przychodzi bez zapowiedzi. Gdy zajrzymy głębiej dostrzeżemy, że jest to także opowieść o historii (nie tylko pojedynczych bohaterów, lecz także całego narodu) zapisanej w dźwiękach. Twórcy filmu pokazują, jak ważną rolę w kształtowaniu się kultury Stanów Zjednoczonych miały ludowe pieśni, przekazywane z pokolenia na pokolenie. To dzięki nim możemy poznać życie dawnych mieszkańców Ameryki, dowiedzieć się, co ich trapiło, a co cieszyło i sprawiało, że mieli ochotę tańczyć. Choć w poprzednich stuleciach tradycyjne utwory nie były spisywane, dzięki temu, że ojciec śpiewał je swoim dzieciom, a później one kolejnemu potomstwu, przetrwały wiele lat. W filmie Hermanusa bohaterowie próbują stworzyć kolekcję folkowych pieśni na woskowych cylindrach, właśnie po to, aby wreszcie trwale zapisały się one w historii muzyki.
W filmie muzyka odegrała jedną z głównych ról. Choć nie była tak podniosła jak chociażby kompozycje Hansa Zimmera czy Johna Williamsa w widowiskowych, kinowych produkcjach, a poszczególne piosenki nie stawały się narracją i wyjaśnieniem poczynań bohaterów, jak w musicalach, wciąż była jednym z najważniejszych elementów dzieła Hermanusa. Poruszające folkowe ballady śpiewały zarówno główne postacie, takie jak David czy Lionel, jak i bohaterzy drugoplanowi - rodzina Lionela, sąsiedzi, chórzyści czy mieszkańcy odwiedzanych wsi. Muzyka prowadziła widza przez wszystkie etapy historii zakochanych - od piosenki śpiewanej przez ojca, która połączyła mężczyzn, przez wspólne wykony przy pianinie, wyprawę po ludowe pieśni i nagrywanie ich na cylindry, aż po ostatnie pożegnanie i wspomnienie szczęśliwych chwil po wielu latach.
Ścieżkę dźwiękową "The History of Sound" mogę śmiało nazwać wyjątkową, bowiem twórcy zdecydowali się głównie na uwzględnienie utworów acapella lub z delikatnym akompaniamentem pianina. W filmie słyszymy jedynie folkowe ballady z prostymi tekstami, opartymi na codziennym życiu ludzi w Ameryce - na próżno szukać tu wesołych kompozycji z rozbudowanymi tekstami czy partią instrumentalną. Utwory te jednak idealnie wpasowują się w klimat melodramatu oraz queerowej historii miłosnej z początku XX wieku. Muszę przyznać, że w trakcie seansu przechodziły mnie dreszcze, gdy słyszałam emocjonalne kompozycje, przeszywające widza na wskroś. Szczególnie urzekły mnie dwie sceny z ludowymi pieśniami - pierwsza, gdy Lionel i David poznają się i wybrzmiewa piękne "Silver Dagger", a druga, gdy podczas wyprawy po stanie Maine poznają utwór, przekazywany sobie z pokolenia na pokolenie przez czarnoskórych niewolników, wyśpiewany bez nuty fałszu przez młodą dziewczynę.
Paul Mescal i Josh O'Connor szkolili się w grze na pianinie oraz wokalu. Wszystko na potrzeby "The History of Sound"
Do perfekcyjnego odegrania swojej roli Josh O'Connor specjalnie nauczył się gry na pianinie. W partiach wokalnych również nie potrzebował dublera. Podobnie było z Paulem Mescalem, który swoje linijki wyśpiewywał niemal anielskim głosem. Oryginalne wokale aktorów użyte w filmie dodały produkcji autentyczności i sprawiły. Podczas jednej z konferencji prasowych "The History of Sound" Mescal przyznał, że dorastał w Irlandii, gdzie muzyka folkowa odgrywała niezwykle ważną rolę. Z rodzinnych przyśpiewek czerpał inspiracje do tego, jak powinny brzmieć pieśni w filmie. "To muzyka, z którą się utożsamiałem od dzieciństwa" - przyznał.
Film jest subtelną opowieścią o miłości i przemijaniu, w której zbędne ozdobniki i widowiskowe elementy nie znajdują dla siebie miejsca. Historia nieco się wlecze, dając widzowi czas na emocjonalne zaangażowanie się i przemyślenia. Nie brakuje tu pięknych kadrów - zarówno z rodzinnej farmy, olschoolowych pomieszczeń uczelni, jak i górskich krajobrazów z wypraw bohaterów - a także skromnych dialogów, z których niemal każda linijka nadawałaby się na cytat dnia do kalendarza. Atutem produkcji jest także doskonała gra aktorska. Między bohaterami nie ma strzelających iskier, ale jest za to urocza pierwsza miłość, która nie może zaistnieć bez problemów i prędko zamienia się w ogromny żal i stratę.
"The History of Sound" to powtórka po "Tajemnicy Brokeback Mountain"?
Liczni krytycy i oglądający porównują dzieło Hermanusa do "Tajemnicy Brokeback Mountain". Oba filmy oparte zostały na historii wcześniej opisanej w powieści, w obu głównym wątkiem jest queerowe zakochanie, tu i tu bohaterowie wyruszają na wspólne wędrówki po pięknych terenach i próbują cieszyć się swoją miłością w trudnych czasach XX wieku. Jednak dla mnie "The History of Sound" było zupełnie inną opowieścią, której wątek muzyczny nadał odmiennego charakteru. Jak podsumował Paul Mescal: "Osobiście nie widzę podobieństw do 'Tajemnicy Brokeback Mountain', poza tym, że spędzamy trochę czasu w namiocie, ale każdy ma swoje zdanie".
W "The History of Sound" cała fabuła sprowadza się do fonografu nagrywającego ludowe pieśni i woskowych cylindrów, dzięki którym bohaterowie mogą zachować szczątki swojej miłości. Choć czas płynie, oni wciąż trwają, dzięki kolekcjonowanym dźwiękom. U Hermanusa i Shattucka urzekło mnie to, w jak oryginalny sposób zdecydowali się pokazać muzyczne kronikarstwo i próbę zatrzymania tego, co ulotne. Choć punktem wyjścia do przedstawienia kultury Ameryki była romantyczna relacja Davida i Lionela, twórcy nie skupili się wyłącznie na stereotypowym zobrazowaniu niedozwolonej miłości. Pokazali widzom nieoczywistą historię tego, co było przed streamingiem, płytami CD, winylami oraz kasetami - bawiąc i ucząc za jednym zamachem.






![Grzegorz Turnau „Szósta godzina”: Z czułością [RECENZJA]](https://i.iplsc.com/000LG3CG42WHOYS4-C401.webp)


