Vinnie Vincent odpowiada na krytykę fanów. "To jest twój problem, nie mój"
Cena jednego utworu potrafi dziś wywołać większe emocje niż premiera całej płyty. Przekonał się o tym Vinnie Vincent, który ogłosił sprzedaż nowego singla w limitowanej edycji kolekcjonerskiej. Kwota sięgająca kilkuset dolarów rozpętała burzę wśród fanów, na którą muzyk odpowiedział nie gryząc się w język.

Vinnie Vincent zapowiedział premierę nowego utworu "Ride The Serpent" w formie fizycznego singla CD. Wydawnictwo ma ukazać się w bardzo ograniczonym nakładzie -według różnych komunikatów artysty od 500 do 1000 egzemplarzy - i trafić wyłącznie do sprzedaży bezpośredniej. Każda kopia ma być opakowana w prostą kopertę i opatrzona własnoręcznym autografem gitarzysty.
Cena zaczyna się od 225 dolarów wraz z wysyłką na terenie USA do około 300 dolarów w przypadku zamówień międzynarodowych. To właśnie ten element wywołał największe poruszenie wśród fanów, którzy zaczęli publicznie kwestionować sens i uczciwość takiego modelu sprzedaży.
Vinnie Vincent odpowiada na krytykę. "Artyści ustalają własne zasady"
Vincent nie zamierzał jednak łagodzić tonu. W długim wpisie opublikowanym na swojej stronie internetowej stanowczo bronił swojej decyzji, wskazując na realia współczesnego rynku muzycznego.
"Witamy w nowym porządku. Artyści mogą i będą ustalać własne standardy i zasady dotyczące ceny swojej sztuki" - napisał muzyk.
"Zbliżamy się do 2030 roku. Inflacja jest ogromna, bezdomność rośnie, lista problemów nie ma końca. To dziś Dziki Zachód dla artystów, którzy nie mają żadnej ochrony przed fanami-'złodziejami', ściągającymi muzykę za darmo".
W kolejnych fragmentach gitarzysta odniósł się do porównań z innymi formami fanowskich wydatków, nie szczędząc ostrych słów: "Ci sami ludzie bez problemu zapłacą 500 dolarów za cegłę z rozebranego domu lip-syncera (...). A kiedy ja sprzedaję coś w cenie, która wam się nie podoba, zaczyna się płacz?" .
"Ten jeden utwór jest wart więcej niż całe płyty"
Najmocniejsze słowa padły jednak w odpowiedzi na zarzut, że chodzi zaledwie o jeden utwór. Vincent nie tylko nie zgodził się z tą oceną, ale wręcz odwrócił argument.
"To jeden utwór? Ten jeden utwór jest wart więcej niż większość całych albumów. Uważaj się za szczęściarza, że kosztuje tylko 200 dolarów i że jest jeszcze podpisany" - stwierdził.
"Jeśli ci się to nie podoba, to jest twój problem, nie mój" - dodał.
Artysta zaznaczył również, że wysoka cena ma być formą zabezpieczenia przed piractwem i nieautoryzowanym obiegiem nagrań. Jak twierdzi, tylko w ten sposób może chronić archiwalne materiały, które od lat przygotowuje do publikacji.
Powrót po latach i kolekcjonerskie single
"Ride The Serpent" ma być pierwszym fragmentem większego projektu - nowego albumu zespołu Vinnie Vincent Invasion zatytułowanego "Judgment Day Guitarmageddon". Co istotne, całość ma ukazywać się nie jako klasyczna płyta, lecz seria tzw. "kolekcjonerskich singli".
Byłby to pierwszy premierowy materiał formacji od czasu EP-ki "Euphoria" z 1996 roku. Vincent opisuje nowy utwór jako "prawie ośmiominutową, intensywną gitarową jazdę mocy", zapowiadając przy tym kolejne kompozycje - w tym zarówno utwory stricte heavy metalowe, jak i ballady sygnowane jego charakterystycznym stylem.
Choć reakcja Vincenta była wyjątkowo ostra, sam model sprzedaży nie jest już w świecie muzyki czymś całkowicie nowym. Coraz więcej artystów decyduje się na omijanie tradycyjnych wytwórni i platform streamingowych, oferując ekskluzywne wydania bezpośrednio najbardziej oddanym fanom. Przykłady limitowanych winyli, kaset czy ręcznie numerowanych boxów pokazują, że rynek kolekcjonerski wciąż ma się dobrze - choć rzadko przybiera tak bezkompromisową formę.









