Ta kwestia wciąż smuci Jerzego Owsiaka. "Jestem nieszczęśliwy"
Jerzy Owsiak od lat publicznie wypowiada się na temat stanu nie tylko polskiej polityki, ale również kwestii społecznych. Działacz charytatywny i szef fundacji WOŚP w rozmowie ze "Zwierciadłem" zdradził, co wywołuje u niego największe niezadowolenie oraz jak wygląda jego życie z dala od mediów.

Jerzy Owsiak to postać nieodłącznie związana z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy oraz festiwalem Pol'and'Rock. Choć na co dzień stara się dzielić za pomocą swoich kanałów pozytywnym przekazem, w sieci ma też swoich przeciwników, na których zaczepki regularnie odpowiada, zachęcając do zmiany nastawienia. W wywiadzie dla "Zwierciadła" zdradził, co go inspiruje, denerwuje i jak wygląda jego życie z dala od blasku fleszy.
"Podczas prasowania i koszenia trawy wpadam na najlepsze pomysły. To są dwie czynności, przy których rozprawiam się ze światem. W mojej głowie odbywa się wojna, a złość wpada i wypada. Często żona z kuchni woła: "z kim rozmawiasz?", a ja się łapię na tym, że wyrzucam z siebie jakieś słowa. Rozmawiam też z telewizorem, komentuję, dogaduję" - tłumaczy Jerzy Owsiak.
Jak Jerzy Owsiak rozgranicza życie prywatne i zawodowe?
W rozmowie prezes fundacji WOŚP otwarcie przyznał, że w jego życiu przestała istnieć już granica między życiem prywatnym i zawodowym: "To się pozacierało. Nie mam ośmiogodzinnego dnia pracy, piętro niżej w fundacji urzęduje moja żona Dzidzia, więc siłą rzeczy nie da się odciąć od pracy. Czasem mówimy: 'Dosyć, basta, ile można?', a potem idziemy Krakowskim Przedmieściem, gadamy i łapię się na tym, że znów o fundacji. Żyjemy nią. Zresztą my ciągle jesteśmy w ruchu, mamy swoje ulubione trasy spacerowe".
Zdarzają się jednak chwile spokoju, które Jerzy Owsiak bardzo docenia: "W niedzielę dłużej śpię i łażenie po mieszkaniu w takim porannym rozmemłaniu bardzo mi pasuje. Nie nastawiamy wtedy budzika, nic nie musimy".
"Dzidzia ma niesamowity talent do budowania, urządzania, ale też potrzebę, by nic nie było stałe, dlatego wciąż sprzedajemy mieszkania i przenosimy się do nowych. Żeby chociaż większych! Ale nie, po prostu innych. Nagle Dzidzia mówi: "nie, tu już jesteśmy za długo". I się zaczyna. Ja się przeciw temu buntuję, przeprowadzki są dla mnie traumatyczne, a potem przyznaję jej rację. Razem kolekcjonujemy sztukę, bierzemy udział w aukcjach, kupujemy głównie młodą sztukę. Cząstka tej kolekcji jest u nas na ścianach. Uwielbiamy włączać wieczorem wszystkie światła, kochamy robić sobie jedzenie" - dodaje o swojej małżonce.
Jak funkcjonuje Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy?
W rozmowie poruszony został też temat misji fundacji. Prowadząca Katarzyna Olkowicz zapytała Jerzego Owsiaka, czy zastanawiał się, ile żyć udało się uratować dzięki działaniu WOŚP: "Staram się o tym nie myśleć. Przez pierwszy rok podkręcaliśmy się, ile dodatkowych operacji udało się zrobić dzięki sprzętowi z WOŚP, a po tylu latach nie próbujemy się nawet nad tym pochylać, to byłoby wręcz niestosowne. Ludzie lubią mówić: 'uratowanie nawet jednego życia nadaje sens pracy', a my możemy powiedzieć, że 'nieuratowanie jednego życia nas przeraża'".
To właśnie dlatego małżeństwo nie pozostaje obojętne na tragedie, do jakich dochodzi w szpitalach: "Dlatego też z żoną podnosiliśmy alarm, jak dzieci umierały na oddziałach noworodkowych, gdzieś nie dojechała karetka. Po jednej ze spraw napisaliśmy ostry list do ministra zdrowia, znaleźliśmy kancelarię, która walczy o odszkodowania dla rodziców, protestujemy, piszemy listy otwarte itd. Doprowadziliśmy do tego, że każdy dyspozytor pogotowia musi mieć specjalne procedury przed oczami i ich używać".
Co najbardziej smuci Jerzego Owsiaka?
Marzenia Jerzego Owsiaka, jak sam przyznaje, są dość skromne, zależy mu przede wszystkim na zdrowiu: "Marzę ogólnie, nie dla siebie. Oczywiście chciałbym nie chorować i tego wszystkim życzę, bo wiem, co to jest chorowanie w Polsce. Dzidzia pyta: "co byś chciał na prezent?", a ja mówię: "może jakąś książkę?". Nie mam pragnień, żeby mieć coś lepszego, większego, najmodniejszego. Kiedy jesteśmy u przyjaciół w Nowym Jorku, wpadam do outletu, do kosza wrzucam bluzy, podkoszulki, buty, potem chodzę w tym cały rok. Tę praktyczność mam chyba po ojcu, któremu stare ciuchy trzeba było wyrzucać po kryjomu. W tych kwestiach jestem typowym Kowalskim, w tłumie - nie do rozpoznania. Ogólnie jestem bardzo zadowolony z życia".
Jest jednak pewna kwestia, która wywołuje u prezesa WOŚP smutek: "Jestem nieszczęśliwy, że Polacy się tak podzielili i się nie dogadują. Ale noszę w sobie złość pięć minut i mi mija. Nie mam w sobie wyrachowania, żeby podstawiać nogę i mówić: 'teraz zapłacisz za swoje'".




![Artur Dutkiewicz: Każdy ma swoją melodię [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MBW2QNJP1YRYI-C401.webp)




