Polscy fani mogą już obejrzeć "Depeche Mode: M". Jest pewien haczyk
Album "Memento Mori" był jednym z najbardziej przejmujących rozdziałów w historii Depeche Mode, a najnowszy dokument "Depeche Mode: M" stanowi jego naturalne dopełnienie. Produkcja właśnie zadebiutowała na Netflixie i choć początkowo wydawało się, że ominie polskich widzów, dziś wiadomo już, że można ją obejrzeć także w naszym kraju.

Gdy w 2022 roku zmarł Andy Fletcher, współzałożyciel Depeche Mode, przyszłość zespołu zawisła na włosku. Dla wielu fanów był to moment, w którym historia jednej z najważniejszych formacji w dziejach muzyki elektronicznej mogła się zakończyć. Dave Gahan i Martin Gore postanowili jednak iść dalej. Jeszcze tego samego roku wrócili do studia, a żałobę przekuli w twórczy impuls.
Efektem była płyta "Memento Mori", wydana w marcu 2023 roku, oraz monumentalna trasa koncertowa. Zespół wystąpił wówczas również w Polsce, grając cztery koncerty w Warszawie, Krakowie i Łodzi. Filmowy projekt narodził się jednak tysiące kilometrów od Europy.
Gdzie był nagrywany "Depeche Mode: M"?
"Depeche Mode: M" powstał na bazie trzech wrześniowych koncertów zagranych w 2023 roku na stadionie Foro Sol w Meksyku. To właśnie tam muzycy postanowili zarejestrować materiał, który nie ogranicza się do koncertowego zapisu.
Twórcy filmu od początku podkreślali, że projekt ma "eksplorować paralele między motywami, podjętymi na 'Memento Mori' a głębokim związkiem ze śmiercią i śmiertelnością w kulturze Meksyku". Ten cytat wyznacza ton całej produkcji. Meksykańska perspektywa, w której śmierć jest nie tylko końcem, ale też częścią kulturowego rytuału, staje się tu kluczem interpretacyjnym dla twórczości zespołu.
"Depeche Mode: M" - nie tylko relacja z koncertu
Reżyser Fernando Frías de la Parra, znany m.in. z nagradzanego filmu "I'm No Longer Here", prowadzi widza przez świat, w którym stadionowe hymny Depeche Mode sąsiadują z refleksją nad pamięcią i przemijaniem. W narracji pojawia się głos Daniela Giméneza Cacho, który spina koncertowe obrazy z kontekstami kulturowymi i symbolicznymi.
"Depeche Mode: M" nie próbuje imponować rozmachem realizacyjnym. Znacznie ważniejsza okazuje się relacja między zespołem a fanami, pokazana jako trwający od dekad dialog. Muzyka Gahana i Gore'a staje się tu wspólnym językiem, zdolnym łączyć różne pokolenia i doświadczenia.
Netflix i polski haczyk
Informacja o premierze filmu na Netflixie pojawiała się od miesięcy, jednak dopiero na początku stycznia zespół oficjalnie potwierdził, że "Depeche Mode: M" jest dostępny na platformie od 9 stycznia. W Polsce produkcja nie była początkowo widoczna w katalogu, co wywołało konsternację wśród fanów.
Sposób na obejście tego ograniczenia okazał się banalny. Zmiana języka profilu Netflixa na angielski sprawia, że film bez problemu pojawia się w wynikach wyszukiwania i można go odtworzyć także w Polsce.
Projekt doceniony przez widzów
Trwający około 100 minut film, wyprodukowany przez Sony Music Vision, Columbia Records, Anonymous Content i Redrum, spotkał się z bardzo dobrym odbiorem. Na Filmwebie uzyskał ocenę bliską 8/10, a na IMDb 7,8/10. Recenzenci zwracają uwagę na emocjonalny charakter produkcji i jej uniwersalny wymiar, szczególnie czytelny dla fanów zespołu.
"Depeche Mode: M" to nie tylko dokument z trasy "Memento Mori". To filmowa refleksja nad tym, jak muzyka może oswajać przemijanie i dlaczego Depeche Mode wciąż pozostają zespołem, który potrafi opowiadać o sprawach najtrudniejszych w sposób poruszający i aktualny.



![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)





