Mötley Crüe wygrali spór ze współzałożycielem. Musi oddać prawie ćwierć miliona dolarów
Mötley Crüe wygrali sprawę przeciwko jednemu ze współzałożycieli - gitarzyście Mickowi Marsowi. Zgodnie z orzeczeniem sądu, zespół miał prawo zwolnić muzyka zarówno z funkcji w sprawach biznesowych, jak i z roli członka zespołu po zrezygnowaniu z udziału w trasie koncertowej przez problemy ze zdrowiem.

Jak przekazuje portal "Variety", emerytowany sędzia federalny Patrick J. Walsh ustalił, że Mötley Crüe mieli pełne prawo do zakończenia współpracy z Mickiem Marsem po tym, jak w wyniku problemów zdrowotnych zdecydował się zrezygnować z trasy koncertowej.
Gitarzysta miał pobrać 750 tysięcy dolarów zaliczki na trasę, jednak później się z niej wycofał. Zespół jest mu jednak winien ponad pół miliona dolarów za udziały. W ogólnym rozliczeniu Mars winien jest Mötley Crüe około 244 tysiące dolarów.
Mötley Crüe wygrali spór sądowy
Sędzia podkreślił, że w swojej decyzji nie brał pod uwagę emocjonalnych sentymentów w zespole oraz kwestii moralnych stron konfliktu: "Mars przedstawił niepodważalne zeznania, że inne zespoły rockowe, takie jak Earth, Wind & Fire czy The Beach Boys, zapewniały wsparcie swoim założycielom nawet po zakończeniu przez nich występów scenicznych. Nie wątpię, że tak było i gdyby strony uzgodniły takie rozwiązanie, formalnie lub nieformalnie, z pewnością bym je podtrzymał. Tak się jednak nie stało. Nie mam prawa tworzyć takiego porozumienia samodzielnie. Mars twierdzi, że niemoralne jest odsunięcie go po ponad czterdziestu latach współtworzenia zespołu tylko dlatego, że wiek i objawy zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa uniemożliwiły mu występy. Rozumiem ten argument, ale nie do mnie należy ocenianie moralności decyzji zespołu".
Jak tłumaczył Mick Mars, pomimo rezygnacji z dużych tras, był on gotów nagrywać materiał w studiu oraz występować podczas rezydentur. Według niego obowiązki, które wykonywał, uprawniały go do otrzymywania całości przysługującego udziału z zysków zespołu. Pozotali muzycy argumentowali jednak, że zespół nie ma w planach nagrywania kolejnego albumu, dlatego rezygnacja z trasy jest jednoznaczna z opuszczeniem formacji.
Dodatkowo, jak zaznaczył Walsh, w umowie z 2008 roku istnieje zapis, który jasno wskazuje, że artysta, który nie bierze aktywnego udziału w trasie koncertowej, nie ma prawa do generowanych przez zespół zysków. Zostało to uwzględnione w kontrakcie za namową samego Marsa.
Na domiar złego gitarzysta pod przysięgą przyznał, że rozpowszechniane przez niego informacje, że zespół podczas koncertów korzysta z playbacku, były nieprawdziwe. Jak sugerują z kolei Mötley Crüe, forma Marsa pozostawiała wiele do życzenia. Muzyk regularnie źle grał swoje partie oraz mylił utwory, a techniczni stale musieli monitorować jego ścieżki i reagować na wpadki.






![Artur Dutkiewicz: Każdy ma swoją melodię [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MBW2QNJP1YRYI-C401.webp)


