Michael Stipe z R.E.M. szykuje się do premiery solowego albumu. Wcześniej zarzekał się, że nigdy go nie nagra
15 lat temu kultowa amerykańska grupa R.E.M. zakończyła swoją działalność. Choć początkowo wokalista Michael Stipe zarzekał się, że nagranie przez niego solowego albumu to perspektywa "nierealna", w 2023 r. zaczęły krążyć pierwsze plotki. Teraz artysta zdradza szczegóły autorskiego wydawnictwa. Jak sam przyznał, potrzebował czasu, aby po rozpadzie zespołu powrócić do muzyki.

W 2011 r., po ponad 30 latach działalności scenicznej, zespół R.E.M. ogłosił zejście ze sceny. Fani nie kryli żalu i przez wiele lat liczyli na reaktywację grupy. Z tęsknotą wspominali ponadczasowe hity, takie jak "Losing My Religion" czy balladę "Everybody Hurts", uznawaną za jedną z najsmutniejszych kompozycji wszech czasów. Okazało się jednak, że członkowie zespołu nie planują już wspólnego powrotu.
Koniec działalności muzycy tłumaczyli poczuciem, że R.E.M. osiągnął już wszystko, co mógł. Ich zdaniem nowe nagrania nie wniosłyby niczego do świata muzyki, a dalsze występy sceniczne miały być pozbawione świeżej energii. Znaczące było także sceptyczne podejście artystów do współczesnego przemysłu fonograficznego. Zespół odszedł więc na własnych zasadach, miesiąc po premierze piętnastego albumu, zatytułowanego "Collapse Into Now".
Od momentu zakończenia działalności R.E.M., wokalista grupy sporadycznie pojawiał się na scenie, jako gość specjalny muzycznych wydarzeń. Podkreślał jednak, że nie zamierza rozwijać kariery solowej, a perspektywa nagrania przez niego autorskiego krążka jest "nierealna". Deklarował, że zamierza spełniać się na niwie filmu, fotografii i rzeźbiarstwa.
Wokalista R.E.M. kończy nagrywać solową płytę. Początkowo zarzekał się, że nigdy tego nie zrobi
W 2023 r. media zaczęły huczeć od plotek, według których Michael Stipe - wbrew temu, co mówił wcześniej - miał wkroczyć do studia, aby nagrać solowy album. Teraz spekulacje powoli zaczynają się potwierdzać. Wokalista udzielił wywiadu dla "The Times", w którym wyznał, że finał prac nad płytą jest coraz bliższy.
"Kiedy zespół się rozpadł, potrzebowałem przerwy. Zajęło mi to pięć lat, ale wciągnąłem się z powrotem w muzykę. To była walka. Chcę, żeby było świetnie, ale ciąży na mnie presja bycia w R.E.M. Poprzeczka jest wysoko zawieszona, bo chcę, żeby było to tak dobre, a to jest prawie niemożliwe" - powiedział Stipe.
Gwiazdor ujawnił, że przed solowym debiutem czuje jednocześnie podekscytowanie, jak i przerażenie. "Po raz pierwszy tworzę muzykę i myślę, że jestem w tym dobry, ale nie rewelacyjny. Nie lubię swojego głosu, gdy mówię, ale kocham swój głos, gdy śpiewam i bardzo chcę znów oferować muzykę światu" - wyznał Michael Stipe, dodając, że album powinien ujrzeć światło dzienne jeszcze przed końcem tego roku.
Kultowy zespół R.E.M. rozpadł się 15 lat temu
Działalność R.E.M. oficjalnie dobiegła końca we wrześniu 2011 r., choć ostatni koncert grupy miał miejsce w 2008 r. w Mexico City. Od tamtego czasu muzycy zeszli się jedynie raz - na prywatnej imprezie dekadę temu.
Michael Stipe w wielu wywiadach podkreślał, że zespół nie zamierza już nigdy wracać na scenę. 13 czerwca 2024 r. członkowie R.E.M. zrobili jednak wyjątek - w Nowym Jorku doszło do reaktywacji grupy. Z okazji wprowadzenia zespołu do Songwriters Hall of Fame zagrali razem czterej założyciele: Michael Stipe, Peter Buck (gitara), Mike Mills (bas) i Bill Berry (perkusja), wykonując akustycznie swój przebój "Losing My Religion".



![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)





