Michael Schenker w Warszawie: "Are You hot and ready?!" [RELACJA]
Może i brakowało tortu i balonów, ale były to naprawdę godne obchody 50-lecia Michaela Schenkera w legendarnym UFO. I choć od jego debiutu w grupie minęło już pół wieku, mistrz gitary wciąż potrafi rozkochać w swojej grze tak samo, jak robił to w 1973 roku. Wczorajszy wieczór w warszawskiej Progresji to był prawdziwy pokaz rockowego kunsztu, który udowodnił, że dla niektórych czas po prostu stoi w miejscu.

Niby ciężko skraść show, grając "drugie skrzypce", ale Michael Schenker zdaje się tym nie przejmować. Dawno nie byłem na koncercie zespołu, na którym w tak bezprecedensowy sposób wszystkie oczy zwrócone były na gitarzystę. Choć momenty swoich solówek mieli zarówno Barend Courbois grający na basie, jak i Bodo Schopf na perkusji (która swoją drogą była naprawdę genialna), to król na scenie był jeden - i nie był to wokalista.
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat działalności scenicznej, dyskografia Michaela Schenkera wydaje się nie mieć końca - jednak ta trasa skupia się wyłącznie na jego działalności w UFO, w latach 1972-1978 - czyli na okresie, gdy 18-letni młody gitarzysta stawiał swoje pierwsze muzyczne kroki.
Michael Schenker świętuje 50 lat od debiutu w UFO
Z okazji wspomnianego 50-lecia, w 2024 r. dostaliśmy album "My Years with UFO", na którym gitarzysta odświeżył klasyki u boku takich tuzów jak Slash czy Roger Glover. Wczoraj byliśmy więc świadkami odgrywania hitów z tej płyty niemalże w kolejności zgodnie z tracklistą - i chyba nie muszę nikomu mówić, jak bardzo zyskały na jakości grane na żywo.
Zobacz również:
Jednak nie zabrakło również kilku numerów spoza "My Years with UFO" - były utwory takie jak "Can You Roll Her", "I'm a Loser", "Reasons Love" czy "Hot 'n' Ready", przed którym na początku ze sceny padło ikoniczne "Are You hot and ready?!". Jednak to właśnie "I'm a Loser" skradło moje serce szczególnie - to było bardzo jasne przypomnienie, dlaczego Schenker jest tu gdzie jest, a ilość genialnych solówek zagranych w trakcie tego jednego numeru przerosła moje (mimo wszystko dość skromne) oczekiwania.
Lata 1974-1978, znane jako "Schenker Era", to niepodważalnie złoty czas dla UFO. Wtedy zespół wypuścił aż pięć albumów, które do dziś są w kanonie rockowych wydawnictw. Nie zabrakło wówczas koncertowego wydania majstersztyku "Strangers In The Night", który stał się trampoliną dla nieśmiertelnych hymnów rocka, takich jak "Doctor Doctor" i "Rock Bottom". To właśnie te dwa numery wybrzmiały wczoraj najgłośniej. Choć pierwszy z nich pojawił się jeszcze w pierwszej części koncertu, to ciężko wyobrazić sobie lepsze zakończenie, niż "Rock Bottom".
Wczorajszy koncert świętujący 50-lecie, to nie było wyreżyserowane w każdej sekundzie widowisko i show - to był hołd dla rocka, gdzie nic poza muzyką nie miało znaczenia. Dobrze widzieć, że taka legenda jak Michael Schenker nadal jest w wybitnej formie, a jego legendarna gitara "Flying V" nadal tak dobrze mu służy, a nie kurzy się w kącie zapomniana.


![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)


![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)



