Lemmy (Motörhead) skończyłby 80 lat. Tego możecie o nim nie pamiętać
W Wigilię 1945 r. na świat przyszedł niezapomniany Lemmy, wzorzec rock'n'rolla i symbol wierności swoim wartościom i muzycznym dokonaniom. Jedni powiedzą, że jeśli słyszałeś jedną płytę Motörhead, to znasz już wszystkie. Inni - z gwiazdami ciężkiego grania na czele - wielokrotnie oddawali mu należny hołd.

Legenda - to jedno słowo odmieniane przez wszystkie przypadki od lat wymieniane był w kontekście nieodżałowanego frontmana grupy Motörhead i jednocześnie symbolu rock'n'rollowego trybu życia. "Tak długo jak będę mógł chodzić i ruszać moimi nogami i rękoma, to tu będę" - podkreślał Lemmy niemal na każdym kroku. 11 grudnia 2015 r. w Berlinie odbył się ostatni koncert jego grupy. Po powrocie do USA zdążył wyprawić urodzinową imprezę w słynnym klubie Whisky a Go Go w Hollywood, a 28 grudnia, cztery dni po 70. urodzinach, świat obiegła wiadomość o jego śmierci. Przyczyną odejścia Iana Frasera Kilmistera był niezwykle agresywny nowotwór, który miał zostać zdiagnozowany raptem dwa dni wcześniej. Sam Lemmy zamierzał ujawnić informację o chorobie na początku 2026 r.
Eddie Clarke, nazywany "Fast Eddiem" (gitara), i Phil "Philthy Animal" Taylor (perkusja) tworzyli razem z Lemmym najsłynniejszy, klasyczny skład Motörhead. "Byliśmy trójką szalonych kolesi, których los wrzucił do jednego kotła. Wiadomo, że musiało wykipieć. Pierwsza próba nie wyszła zbyt dobrze, ale po jakimś czasie się dotarliśmy. Rozpracowaliśmy się nawzajem, wszyscy trzej. A wiesz, dlaczego nam się udało? Bo chcieliśmy, żeby się udało. Pracowaliśmy razem i byliśmy przyjaciółmi, a przynajmniej lubiliśmy się na tyle, by się nie pozagryzać. I naprawdę ogarnęliśmy ten zespół, stworzyliśmy zajebistą kapelę. Pisaliśmy zabójcze numery i dawaliśmy czadu" - wspominał ten etap "Fast Eddie" (cytat za: "Motörhead: Ochlejmordy i zadymiarze" autorstwa Martina Popoffa). Lemmy i Philty Animal zmarli w odstępie niewiele ponad miesiąca (perkusista odszedł 12 listopada 2015 r.), "Fast" Eddie Clarke dołączył do nich w styczniu 2018 r.
Lemmy na zawsze w naszych sercach
Motörhead imponującą działalność zakończył po śmierci swojego lidera. "To koniec Motörhead. Lemmy to Motörhead. Nie będziemy już nagrywać i koncertować. Ale marka przetrwa i Lemmy pozostanie na zawsze w naszych sercach" - mówił Mikkey Dee, pochodzący ze Szwecji perkusista, który w zespole grał od 1992 r., obecny muzyk Scorpions. Sztandar dumnie dzierży inny muzyk ostatniego składu, gitarzysta Phil Campbell (w Motörhead od 1984 r.), który ostatnio przypomniał klasyki tej formacji z okazji 50-lecia legendarnej grupy, odwiedzając także Warszawę.
Muzyka Motörhead przez niektórych była postrzegana jako przykład nagrywania w kółko tej samej płyty. Sam Lemmy odpierał takie zarzuty, podkreślając, że gra po prostu rock'n'rolla, czerpiąc zarówno z heavy metalu i punk rocka. "Jeśli myślisz, że jesteś za stary na rock'n'rolla, to na pewno jesteś" - mówił. Dorobek zatrzymał się na 22 studyjnych płytach, z finałem w postaci "Bad Magic" z sierpnia 2015 r. Ten materiał w Wielkiej Brytanii odniósł największy sukces od czasów albumu "Iron Fist" z 1982 r.
Yacht "Lemmy" został nazwany w hołdzie dla słynnego rockmana. Takie imię otrzymała motorowa łódź Jetten 41 AC w Niemczech. Te jachty nie jest już produkowane (kosztowały wówczas ok. 270 tys. euro), ale można trafić na jednostki dostępne do wynajęcia. Sam Lemmy był postrachem wielkich wód, kiedy razem z kolegami z zespołu zaprosił fanów na rejs po Karaibach w 2014 i 2015 r. Pod szyldem Motörboat, czyli na "najgłośniejszej łódce na świecie" żeglowali także m.in. Slayer, Anthrax, Suicidal Tendencies, Hatebreed, Exodus, Corrosion of Conformity i Tim "Ripper" Owens. Plany dalszego podboju oceanów przerwała jednak śmierć najważniejszego kapitana.









