Hańba! Hioba Dylana "Za kim idziesz": Polska od A do Z [RECENZJA]
"Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Za kim idziemy?" - te trzy pytania o przeszłość, teraźniejszość i przyszłość stoją na początku opisu wspólnego albumu Hańby! i Hioba Dylana. Pada na nim kilka precyzyjnych odpowiedzi, ale są też jasne sygnały, że rozszyfrowanie kodu kulturowego to zadanie znacznie trudniejsze od analizowania markerów genetycznych.

W kwestiach światopoglądowych sytuacja jest jasna. Już w otwierającym, autoironicznym "Alma Mater" padają jednoznaczne słowa: "A te chłopaki z Hańby / To chyba jest Antifa / Wystarczy, że posłuchasz / Masz lewackiego syfa". Kamień z Rosetty przydałby się natomiast do odczytania niewerbalnego języka tych siedmiu muzyków.
Jako Zbuntowana Orkiestra Podwórkowa (dawniej słowo "Hańba" było dopiero czwartym członem nazwy tego zespołu), krakowska ekipa jest całkowicie samowystarczalna. Nie potrzebuje amplifikacji, by jej głos brzmiał donośnie, co przywodzi na myśl zarówno wielkomiejski folklor rozkwitający w Polsce u schyłku XIX wieku i na początku XX, jak i nowoorleańskie ulice w dobie formowania się jazzu (choć tym słowem zaczęto określać go dopiero lata później, gdy zawędrował do Chicago).
Jest jeszcze trzecia strona, bardziej zadziorna - punk rock. W końcówce pierwszego utworu pada wprawdzie: "Gdzie ty tu słyszysz punka? / Nie ma nawet gitary", ale to na przekór dosłownie cytowanym ortodoksyjnym fanom gatunku. Banjo potrafi być przecież w takim samym stopniu punkowe, podwórkowe, jak i jazzowe. Nawet jeżeli z tym ostatnim kojarzy się dzisiaj najmniej po tym, jak Duke Ellington pozbył się go ze swojego zespołu, stawiając na cichszą, rzadziej wyrywającą się na front gitarę. O przełączaniu się pomiędzy stylistykami nie może być jednak mowy. Wszystko, co zostało włożone w ten instrument (a także w pozostałe), wraca w jednolitej formie. Czy to jest jakiś "autentyczny" folk krzewiący tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie, czy jego zakrzywione oblicze? Nie ma to większego znaczenia. Już Tyrmand próbował rozstrzygnąć w swoich rozważaniach na temat jazzu, gdzie kończy się ten "prawdziwy", a zaczyna "transpozycja" i doszedł do wniosku, że "taka linia demarkacyjna nie biegnie nigdzie ani w ogóle".
To składniki warstwy muzycznej, w tekstowej na ubiegłych wydawnictwach były z kolei wiersze międzywojenne; alternatywna historia, w której Wielka Brytania i Francja nie porzuciły Polski, tylko pomogły jej odeprzeć wroga i zdobyć Berlin; a później na tapet trafił kryzys w jego przeróżnych obliczach. Tym razem nie ma tematu przewodniego. Jest po prostu o dzisiejszej Polsce w całej jej złożoności. We słowach własnych, Edwarda Szymańskiego, Tadeusza Hollendra, a nawet w tłumaczeniach tekstów z innych czasów i innych miejsc, które okazują się nie aż tak odległe, jak mogłoby się wydawać.
Jak tytułowy "Za kim idziesz?", czyli popularny "Which Side Are You On?" napisany przez aktywistkę Florence Reece w 1931 roku dla strajkujących górników z Kentucky. Swoje interpretacje na przestrzeni lat nagrali między innymi Tom Morello z Rage Against the Machine, Dropkick Murphys, a nawet Frederic Rzewski. Wersja Hańby! i Hioba Dylana to kolejne potwierdzenie uniwersalności tego prawie stuletniego wezwania do zadeklarowania swoich przekonań. A po co znowu śpiewać o tym samym? To nie wina artystów, że ludzkość drepcze w miejscu i raz po raz trzeba nią potrząsnąć, żeby nie zrobiła kilku kroków wstecz.
Wpadająca w ucho muzyka uliczna - z jednej strony grawitująca ku punkowemu gniewowi (to bardziej Hańba!), z drugiej ku amerykańskiemu folkowi spod znaku na przykład "Tear the Fascists Down" Woody'ego Guthriego (to Hiob) - nadaje się do tego idealnie. To zresztą jedynie jej najłatwiejsze do wyodrębnienia znaki szczególne. Ma jeszcze tak wiele innych stron, że przypomina bardziej opasłą księgę niż monetę. Wszystko to w dodatku przenika się nawzajem z taką swobodą, że kto dopiero teraz odkryje autorów "Za kim idziesz", może się zastanawiać, dlaczego jedna z zaangażowanych osób została na okładce wymieniona z osobna, skoro stanowią tak zgrany i doskonale dopełniający się zespół.
Jak się zawartości tego albumu dobrze przyjrzeć i próbować ją opisać, to można odnieść wrażenie, że Hańba! z Hiobem dokonała kulturowej frankensteinizacji. Coś z "naszej" tradycji (ale przecież to nie mazurki, tylko blues) zszyte z czymś "obcym", a do tego brzmi niby archaicznie, ale przecież takie wersy, jak "Hau hau hau, nie pozdrawiam dzisiaj pał" (czyli elegancko powiedziane "CHWDP") albo "wiksa w Polsce B przy piosenkach Cypisa" nie mogły zostać napisane w żadnych innych czasach. Faktycznie jednak nic się tutaj z niczym nie gryzie i nie zgrzyta.
Chcąc nie chcąc przywykliśmy do nowego kształtu czasu, który w XXI wieku przestał przypominać linię ciągłą, a zaczął przybierać formę zbioru, gdzie wszystko istnieje naraz w bezkresnym teraz. "Za kim idziesz" jest w tej rzeczywistości głęboko osadzony (w odróżnieniu od poprzednich, transtemporalnych albumów Hańby!), a że polityka przeniknęła każdy aspekt naszej codzienności, nie mogło się obyć bez dobitnych deklaracji. Być może nieprzypadkowo w tytule tego wydawnictwa nie ma znaku zapytania - dzisiaj wystarczy zamienić z kimś dwa zdania i wiadomo już, za kim idzie.
Hańba! Hioba Dylana "Za kim idziesz", Antena Krzyku
8/10


![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)


![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)



