Florence + The Machine "Everybody Scream": Emocjonalna wiwisekcja [RECENZJA]
Przy pandemicznym "Dance Fever" już mówiono o najbardziej dojrzałym i najbardziej osobistym albumem Florence Welch. Pamiętacie to, tak? To mam dla was informację, że musicie zaktualizować dane.

Kiedy czytam o historii stojącej za "Everybody Scream", wcale się nie dziwię, że mamy do czynienia z najbardziej emocjonalnym do tej pory dziełem Florence Welch. To album ukształtowany przez doświadczenie poronienia, na dodatek związanego z ciążą pozamaciczną, która - z powodu krwotoku wewnętrznego - doprowadziła liderkę Florence + The Machine niemal do śmierci. Myślę, że nikt nie zazdrości takiego wydarzenia. Twórczość artystyczna ma to do siebie - stety, niestety - że zazwyczaj z traumatycznych doświadczeń powstają wspaniałe dzieła. I cóż, nawet jeżeli się ze mną nie zgodzicie, to musicie przyznać, że "Everybody Scream" jest pozycją niesamowicie intrygującą.
W mojej głowie Florence Welch wciąż funkcjonuje jako ta barokowo-teatralna postać, która zazwyczaj w swojej twórczości i głosowo wspina się wysoko ponad scenę, wznoszona na niewidzialnej lince. Ale mam wrażenie, że nawet jeżeli faktycznie jej maniera śpiewania bywa bardzo teatralna, tak całościowe poczucie to raczej kwestia przyzwyczajenia sprzed lat. Chyba że nagle wyskoczy z "Sympathy Magic", gdzie jeszcze lubi sobie do tego wrócić. Natomiast to, do czego dążę, to fakt, że dziś, kiedy słucham najnowszego albumu Florence + The Machine, mam wrażenie, że artystka pozycjonuje się gdzieś między Joanną Newsom (czy ktoś wie, co się z nią dzieje?) a… PJ Harvey i Patti Smith. A teksty zdają się grać tu jeszcze większą rolę niż kiedykolwiek.
"One of the Greats" to niemal grunge'owe riffy towarzyszące zabrudzonym brzmieniowo wokalom Florence, która tu brzmi, jakby z niegdysiejszych stadionów postanowiła zejść do garażu, w którym odbywała pierwsze próby ze swoją grupą. W warstwie lirycznej łączy natomiast doświadczenia z życia prywatnego oraz zmianę priorytetów w tymże z refleksjami na temat pozycji kobiet w przesiąkniętym patriarchalizmem rynku muzycznym i innych standardów, jakie muszą spełniać artyści w zależności od płci. Jeden z najmocniejszych, zaskakująco punkowych w wymowie ciosów na tej płycie.
Feministyczne i buntownicze wątki pociągnięte są chociażby w "Perfume and Milk", gdzie przewija się "Objawienie Bożego Miłosierdzia" Juliany z Norwich - pierwszej anglojęzycznej książki napisanej przez kobietę, która swoje dzieła pisała w stanie bliskim śmierci. Analogia jest tu wręcz oczywista. Dużo tu poetyckiej frazy, która w moim tłumaczeniu nie brzmi pewnie tak imponująco, ale spróbujmy: "Perfumy i mleko, ciało w rozkwicie / Opadające liście, opadłe owoce / Gnicie i ruina, ziemia i robaki / Pory roku się zmieniają, świat się kręci dalej". Za to chrześcijańskie dłonie nie ułożą się do dźwięku braw z pewnością przy "Witch Dance" - nieco nawiedzony od strony muzycznej, zgodnie z tytułem - rozpoczyna się metaforą… stosunku płciowego ze śmiercią.
Produkcja również jest najwyższych lotów. Nie da się przecenić, ile do niemal filmowego "Drank Deep" wnoszą monumentalne chórki, skrywające się w tle. Nawet jeżeli w "Music by Men" ordynarne czerpanie z "Pieces of You" Jewel jest zbyt dosłowne, to kupuję je w pełni, tak jak nie kupuję tego, co stało się z piosenkami Jewel po wspomnianej płycie. Trzeba przyznać również, że zakończenie albumu, "And Love", w którym wokalistka wyśpiewuje przy dźwiękach fortepianu i harfy, że spokój nadchodzi, a miłość to bardziej odpoczynek niż bieg, to dar nadziei - i dla samej artystki, i dla słuchaczy.
"Everybody Scream" jawi się jako wiwisekcja emocjonalna Florence Welch, ale też - póki co - ostateczne ugładzenie towarzyszącej jej niegdyś emfazy. To najdojrzalszy i najbardziej osobisty album projektu Florence + The Machine. Aż z ciekawości, po odsłuchu, wróciłem sobie do przełomowego "Lungs" z 2009 roku. Mogliście o tym zapomnieć, ale dojrzałość artystyczna, świadomość kierunku na "Everybody Scream" w porównaniu do tamtej płyty to absolutna przepaść.
Florence + The Machine "Everybody Scream", Universal Music Polska
9/10








