Daron Malakian and Scars on Broadway "Addicted to the Violence": System wciąż nie działa [RECENZJA]
Po premierze "Toxicity" w 2001 roku szał na System of a Down sięgnął zenitu. Na scenie alternatywnego metalu nie było gorętszej nazwy, ale zamiast kuć żelazo póki gorące, kalifornijski zespół poddał się burzliwemu procesowi tworzenia nowego materiału. Rezultatem był nie jeden, a dwa nowe albumy i przedstawienie gitarzysty Darona Malakiana w nowej roli - drugiego wokalisty. Dla jednych to był koniec, dla innych powiew świeżości i chyba nie było nikogo pośrodku, bo to jeden z tych głosów, które albo się kocha, albo nienawidzi.

Dla System of a Down to były dopiero pierwsze kroki na długiej, wyboistej drodze. Jesienią minie dwadzieścia lat od premiery ostatniego materiału grupy i nic nie wskazuje na to, by twórczy impas miał zostać kiedykolwiek przerwany. Malakian próżnować bynajmniej jednak nie zamierza i właściwe wybudził z siedmioletniego snu swój solowy projekt - Scars on Broadway. To on odpowiada za lwią część kompozycji macierzystego zespołu, więc po jakości "Addicted to the Violence" można wywnioskować, czy rzeczywiście coś przez te wszystkie lata straciliśmy... I może lepiej, że System zostawił po sobie krótką, ale solidną dyskografię.
Malakianowi nie można odmówić wyjątkowego, niemożliwego do podrobienia stylu. Nasyconego Metallicą, Panterą i wieloma innymi klasykami metalu, w których zasłuchiwał się za młodu, a do tego jeszcze armeńskim folkiem, co objawia się z jednej strony zgrabnymi melodiami i podrywającym z siedzenia groovem, a z drugiej tendencjami do zaskakujących zmian w metrum albo w tempie w obrębie jednego utworu. Nie tylko jego struny głosowe wydają bardzo charakterystyczne brzmienie, ale również struny instrumentu, którym się posługuje. Na nic jednak kwiecista mowa, jeżeli niewiele ma się do powiedzenia i właśnie to jest największą bolączką trzeciego albumu Scars on Broadway.
Treści skłaniających do refleksji jest tutaj wprawdzie wiele, System of a Down nigdy w końcu nie stronił od naświetlania problemów o charakterze społeczno-politycznym (chyba, że akurat śpiewał o jedzeniu), gorzej z treściami muzycznymi. Malakian wpadł na kilka niezłych wersów, niepowielających wysłużonych punkowych hasełek, które przez pół wieku zdążyły stracić na sile, a raczej podejmujących aktualne tematy. Zwłaszcza ten dotyczący normalizacji przemocy. W Ameryce widać to w szczególności - rok w rok dochodzi do szkolnych strzelanin, a obecna władza nie ma oporów przed wysyłaniem wojska przeciwko demonstrantom.
Znieczulica zatacza jednak coraz szerszy krąg i dosięgła nas wszystkich. Na przykład te osoby, które kręciły filmiki z morderstwa dokonywanego za pomocą siekiery w kampusie Uniwersytetu Warszawskiego, zamiast dzwoniących na policję i także te osoby, którym nawet nie drgnie powieka, kiedy słyszą o okrucieństwach za naszą wschodnią granicą, w strefie Gazy i wielu innych miejscach na całym globie. Malakianowi "zahartowanie" polegające na wyrzeknięciu się empatii nie jest w smak, ale jego przekaz wybrzmiałby ze znacznie większą siłą, gdyby potrafił wkraść się do głowy jakimś porywającym hookiem albo chwytliwym refrenem. Niestety w sferze muzycznej ma do powiedzenia znacznie mniej.
O dziesięciu utworach z "Addicted to the Violence" nie można napisać, że zostały skomponowane na jedno kopyto - raz jest ciężko i rytmicznie (jak w "Destroy the Power"), kiedy indziej do głosu wyraźnie dochodzi muzyka przodków lidera Scars on Broadway ("You Destroy You"). O monotonii nie może być mowy, o trudnościach w dobrnięciu do ostatniej z blisko trzydziestu siedmiu minut również, ale nic nie zachęca, by tę podróż powtórzyć albo wrócić przynajmniej do pojedynczych kawałków. Nawet najmniej udane momenty uchodzącego za zbiór odrzutów sesyjnych (choć zespół kilkukrotnie temu zaprzeczał) "Steal This Album!" System of a Down są o niebo bardziej angażujące i zapadające w pamięć niż najnowsze oblicze Scars on Broadway.
Może nie warto porywać się na takie porównanie. Malakian jest dzisiaj w zupełnie innym miejscu w życiu niż dwie dekady temu, a w de facto solowym projekcie niekoniecznie musi dążyć do odtworzenia brzmienia zespołu, dzięki któremu zrobił karierę. Trzeci album spod tego szyldu nie wytrzymuje jednak nawet zestawienia z debiutem sprzed siedemnastu lat i świetnymi rockowymi przebojami pokroju "Serious" albo "They Say". To muzyka o własnym sznycie. Tak specyficzna, że nikt inny nie mógłby jej stworzyć, ale z pustego i Malakian nie naleje.
Daron Malakian and Scars on Broadway "Addicted to the Violence", Scarred for Life
5/10




![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)




![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)