Bon Scott z AC/DC zmarł niedługo po koncercie. "Nikt nie przypuszczał, że to będzie jego ostatni raz"
Bon Scott był głosem, dzięki któremu AC/DC podbiło światowe sceny i stało się jednym z największych zespołów rockowych przełomu lat 70. i 80. Niewiele osób przypuszczało jednak, że koncert w Southampton 27 stycznia 1980 roku okaże się jego ostatnim. Zaledwie trzy tygodnie później wokalista zmarł w wieku 33 lat.

Bon Scott przyszedł na świat 9 lipca 1946 roku w szkockim Forfar, ale jego dzieciństwo toczyło się już w Australii, dokąd przeniosła się jego rodzina. W wieku 18 lat stanął za mikrofonem we własnym zespole The Spektors, choć początkowo bardziej niż śpiew pociągała go perkusja.
W kolejnych latach przewinął się przez formacje The Valentines i Fraternity, notując pierwsze sukcesy na australijskich listach przebojów. Losy wokalisty odmienił jednak dramatyczny wypadek motocyklowy spowodowany alkoholem - po nim Scott poznał braci Young, którzy właśnie szukali nowego frontmana AC/DC.
Spotkanie, które rozpoczęło nową erę
Pierwsze słowa wymienione z muzykami dalekie były od uprzejmości. Bon uznał, że młodzi gitarzyści są "za mało rockowi", usłyszał zaś ripostę, że sam jest "za stary, by grać rocka". Zamiast kłótni skończyło się to jednak wspólnym jam session, które przesądziło o jego przyszłości.
Od tamtej chwili głos Scotta towarzyszył wszystkim największym sukcesom AC/DC. Albumy "Dirty Deeds Done Dirt Cheap", "Let There Be Rock", "Powerage" i wreszcie przełomowy "Highway to Hell" uczyniły z zespołu światową markę. Ten ostatni okazał się jednocześnie pożegnaniem Bona z dyskografią.
Southampton - wieczór, którego nikt nie zapomni
Na początku 1980 roku AC/DC koncertowało w Europie. 27 stycznia formacja wystąpiła w Gaumont Theatre w Southampton. Publiczność otrzymała czternastoutworowy set, w którym zabrzmiały m.in. "Whole Lotta Rosie" i "Highway to Hell". Energia i charyzma Scotta były niepodważalne.
"Nikt nie przypuszczał, że to będzie jego ostatni raz na scenie z nami. Było jednak jasne, że problem z alkoholem coraz bardziej go wyniszcza" - wspominał po latach Angus Young.
Tragiczny koniec legendy
Zamiast wracać do Australii, Bon pozostał w Londynie, gdzie szykował się do pracy nad kolejnym albumem. 19 lutego 1980 roku został znaleziony martwy. Koroner stwierdził zatrucie alkoholowe i określił zdarzenie mianem "nieszczęśliwego wypadku".
Choć od jego śmierci minęły dekady, dla fanów rocka pozostaje symbolem nieokiełznanej energii i głosem, który ukształtował charakter AC/DC.










