Terror w Krakowie: "Nienawidzę tych barierek" [RELACJA]
25 listopada 2025 roku krakowski klub Kwadrat odwiedziła legendarna dla hardcore'owej sceny formacja Terror. Muzykom towarzyszyły zespoły Last Hope, Risk It oraz Death Before Dishonor. Sprawdźcie, jak było!

Mało gatunków wywołuje u mnie taki entuzjazm, jak hardcore. Stąd też wieść o powrocie Terror do Polski sprawiła, że na mojej twarzy pojawił uśmiech od ucha do ucha. Szczególnie, że formacja z Los Angeles miała ogromny wpływ na obecny kształt i brzmienie tego rodzaju muzyki. Koncertem w Krakowie pokazali, że w pełni zasługują na tytuł jednego z najlepszych koncertowych zespołów tej sceny. Zanim jednak przejdziemy do ich występu, opowiem wam trochę o rozgrzewce poprowadzonej przez Last Hope, Risk It i Death Before Dishonor!
Last Hope z problemami technicznymi
Jako pierwsi na scenie pojawili się Last Hope. Formacja z Sofii działa od połowy lat 90., na scenie grali z największymi gwiazdami tego gatunku takimi, jak Madball czy Biohazard. Tego wieczoru trafiło im się jednak wyjątkowo trudne zadanie - zagrzać do dalszej zabawy jeszcze niezbyt wypełnioną salę. Wtorkowy wieczór zdecydowanie nie działał na ich korzyść. Czuć było starania, głowa sama bujała się do "Peacemakera" czy "One of Us" , ale zabrakło w tym wszystkim nieco energii zarówno po stronie zespołu, jak i publiczności. Do tego dochodziły problemy techniczne w postaci niedziałającego zestawu bezprzewodowego gitarzysty, które sprawiły, że początek był nieco kulawy. Pod sam koniec zobaczyć mogliśmy jednak pierwsze circle pity i two stepy.
Risk It i nieprzyjemny incydent
Poważnie zrobiło się dopiero przy secie Risk It. Tutaj ogromne brawa należą się dla wokalisty Gregora, który swoją energią zaraził wszystkich zgromadzonych pod sceną. Takiego kopa potrzebowała ta sala. Rytmiczne "Minds Demise" czy szybkie "Boiling Point" pozwoliły zapomnieć o stosunkowo nierównym początku tego wieczoru. Gregor nie tylko skakał z jednego krańca sceny na drugi, ale w pewnym momencie zszedł także do publiczności, zachęcając ich do coraz większych mosh pitów.
Muszę poświęcić też chwilę, by zwrócić się do osób lubiących na koncertach wypić trochę więcej, niż powinny. Jeden z takich delikwentów notorycznie zaczepiał lidera zespołu, ciągnąc za jego kabel od mikrofonu i próbując zbić z nim piątkę. W pewnym momencie zareagować musiała już ochrona. Jego kruche ego nie wytrzymało tej zniewagi, gagatek zdjął spodnie, wypiął cztery litery i sobie poszedł. Pamiętajcie proszę, że na scenie też stoją ludzie, którym tak samo, jak szacunek, należy się też prawo do odmowy bliższej interakcji i nic nam do tego.
Niemniej jednak Risk It dowieźli naprawdę solidny show, po którym przyszła pora na Death Before Dishonor. O nich nie będę się zbytnio rozpisywał, bo w marcu tego roku opisywałem ich występ przy okazji koncertu Madball (więcej tutaj), również w Kwadracie. W międzyczasie grupa z Bostonu wydała jednak nowy krążek "Nowhere Bound", z którego usłyszeć mogliśmy m.in. "Overruled", "Will To Fight" czy "Pushed To The Edge". Poza tym była to klasyka w najlepszym tego słowa wydaniu, zwieńczona śpiewanym z publicznością, "Boston Belongs to Me".
Terror i szaleństwo w krakowskim Kwadracie
No i wreszcie przyszła pora na wielką gwiazdę wieczoru. Już od samego początku wyraźnie odczuwalny był znacznie wyższy poziom energii, szaleństwa i entuzjazmu w stosunku do pozostałych zespołów. Grupa zaczęła od potężnego "One With The Underdogs" i przeszła do dzikiej serii "Spit My Rage", "Stick Tight" i "Return to Strength". Scott Vogel gorąco zachęcał publiczność do wskakiwania na scenę, kilkukrotnie zaznaczając, że "nienawidzi tych barierek". Ochrona w tej kwestii okazała się wyjątkowo pomocna i sprawnie ułatwiała ludziom bezpiecznie przedostanie się z jednej strony na drugą.
Dziesiątki fanów przewijały się przez scenę, niektórzy brali w ręce mikrofon i śpiewali razem z zespołem, a inni klasycznie stagedive'owali. Mnie również dopadła ta dzika energia, ciężko odmówić sobie takiej przyjemności, szczególnie, gdy towarzyszą temu klasyki takie jak "Pain into Power", "Keep Your Mouth Shut" czy "Keepers of the Faith". To, za co kocham hardcore, to bardzo silna i oddana społeczność oraz prawdziwa wdzięczność zespołów za wspólną zabawę. Vogel wielokrotnie podkreślał, że cieszy go, że może tak spędzać wieczory i dziękował fanom za zaangażowanie. Krótko podsumowując sam występ Terror, śmiało mogę powiedzieć, że był to najlepszy hardcore'owy koncert na jakim byłem tego roku, a trochę ich odwiedziłem.









![Wikukaracza (Łąki Łan): Łąki Łan to akty radości [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000IZRUCEKPSX9IS-C401.webp)