Mroczne sekrety "The Unforgiven". Jak powstała najsłynniejsza trylogia Metalliki?
"The Unforgiven" to jeden z najważniejszych i najbardziej poruszających utworów w całym dorobku Metalliki. Piosenka, która ukazała się na legendarnym "Czarnym Albumie" w 1991 roku, zapoczątkowała muzyczną trylogię, w której James Hetfield rozliczał się z najmroczniejszymi demonami swojej przeszłości. Jak narodziła się ta niesamowita opowieść?

Pierwsza część "The Unforgiven" była dla wokalisty bardzo intymną formą autoterapii i wylania skrywanego latami żalu. James Hetfield zmagał się z poczuciem izolacji w dzieciństwie - jego rodzice należeli do grupy religijnej (Stowarzyszenia Chrześcijańskiej Nauki), która rygorystycznie odrzucała tradycyjną medycynę. To właśnie z powodu tych przekonań jego matka zmarła na raka, odmawiając jakiegokolwiek medycznego leczenia, gdy James miał zaledwie 16 lat.
Inspiracja Chrisem Isaakiem i westernami
Co ciekawe, do nagrania tej niezwykle bolesnej kompozycji muzyków zainspirował... Chris Isaak. Jak wspominał wieloletni producent Metalliki, Bob Rock, Hetfield przyszedł do niego z utworem "Wicked Game" i wyznał, że w "The Unforgiven" nie chce już po prostu krzyczeć do mikrofonu, ale po raz pierwszy w życiu pragnie prawdziwie śpiewać.
Brzmienie piosenki mocno czerpało również z zamiłowania wokalisty do muzyki country oraz starych westernów. Sam tytuł został zapożyczony z filmu z 1960 roku (w którym zagrali m.in. Burt Lancaster i Audrey Hepburn), a charakterystyczny dźwięk rogu na samym początku piosenki to wycięty z tej produkcji sampel, który został puszczony od tyłu.
Gitarzysta Kirk Hammett podczas nagrywania przeboju nie miał wcale łatwo. Słynna, pełna emocji solówka gitarowa była całkowitą improwizacją, do której muzyk został zmuszony po tym, jak Bob Rock bezlitośnie skrytykował i odrzucił wszystkie jego wcześniejsze, przygotowane pomysły.
Niespodziewana kontynuacja trylogii
Z biegiem lat utwór przerodził się w wyjątkową, wieloczęściową sagę. Podczas prac nad płytą "Reload" (1997), zespół zaprezentował "The Unforgiven II". W tej części Hetfield przeniósł ciężar ze złości na rodziców na poszukiwanie wybaczenia u ukochanej osoby. Utwór stanowił muzyczne przeciwieństwo oryginału - tym razem zwrotki były delikatne, a refren wybuchał mocnym, metalowym uderzeniem. Mimo sporych sukcesów na listach przebojów, piosenka okazała się koncertową rzadkością - do dziś zespół na żywo zagrał ją zaledwie siedem razy.
Zwieńczeniem serii okazało się "The Unforgiven III", wydane dekadę później na krążku "Death Magnetic" (2008). Utwór zerwał z tradycyjną strukturą i poruszył najtrudniejszy temat - walkę o wybaczenie samemu sobie.
Czy po rozliczeniu się z rodzicami, bliskimi i własnymi słabościami, usłyszymy jeszcze czwartą część tej epickiej sagi? Frontman przyznaje, że jest na to otwarty, ale sam nie wie, o czym miałaby opowiadać kolejna odsłona. Dla fanów ta poruszająca trylogia na ten moment pozostaje jednak dziełem domkniętym.








