Najlepsze utwory Black Sabbath. Każdy powinien przesłuchać ich chociaż raz
Pod koniec lat 60. w Birmingham czterech młodych i głodnych tworzenia outsiderów kompletnie nie spodziewało się, że ich kompozycje wpływać będą na kolejne pokolenia. Zaczynając od Polka Tulk Blues Band, przemianowując się na Earth, a kończąc jako Black Sabbath, wyruszyli w podróż, która całkowicie zmieniła oblicze gitarowego grania. Dziś uznawani są za ojców metalu, a ich bogaty katalog skrywa niezliczoną ilość fenomenalnych numerów. Poniżej znajdziecie kilka propozycji, których każdy powinien przesłuchać przynajmniej raz!

Legendarna grupa Black Sabbath 5 lipca żegnała się z fanami w ramach wydarzenia "Back To The Beginning", które odbyło się na stadionie Villa Park w Birmingham. Zobaczyć mogliśmy tam wielkie gwiazdy takie jak Metallica, Slayer czy Anthrax oraz oczywiście Black Sabbath w oryginalnym składzie: Bill Ward, Geezer Butler, Tony Iommi i Ozzy Osbourne. Pożegnanie pionierów metalu spotkało się z ogromnym zainteresowaniem, a fani zachwyceni byli przygotowanymi występami. Niewiele ponad dwa tygodnie później świat obiegła informacja o śmierci lidera zespołu. 76-letni Ozzy Osbourne zmagał się z chorobą Parkinsona, oraz poważnym problemami z kręgosłupem.
Na przestrzeni lat razem z zespołem przetarli ścieżkę dla pozostałych heavy metalowych (i nie tylko) zespołów, po dziś dzień wymieniani są jako inspiracja dla największych gwiazd, a fani na całym świecie ochoczo przyznają, że to właśnie od Black Sabbath zaczęła się ich przygoda z metalem. Wspomnijmy zatem kilka ich największych przebojów.
"Sweet Leaf" ("Master of Reality", 1971)
Pierwszy utwór na "Master of Reality" otwiera zniekształcony kaszel gitarzysty Tony'ego Iommiego, który przyjął... no właśnie, słodkiego liścia. Jest to utwór poświęcony zielonej używce na "m", będący w zasadzie schematem, z którego później czerpały wszystkie inne zespoły w podgatunku stoner metalu!
"Symptom Of The Universe" ("Sabotage", 1975)
Dla wielu fanów, okres Black Sabbath od debiutu do "Sabotage" zawiera całą esencję zespołu. "Symptom Of The Universe" stał się jednym z najostrzejszych i najbardziej energicznych numerów w katalogu grupy. Szybkie gitary Iommiego, nawiedzone wokale Ozzy'ego i dzika perkusja Billa Warda tworzą wyjątkowy klimat, który w dalszej części kawałka odpływa w bluesowo-jazzowe zagrywki wyjęte wręcz z utworów Led Zeppelin, zabierając słuchacza do innego uniwersum. Propozycja, której na tej liście zabraknąć nie mogło.
"Sabbath Bloody Sabbath" ("Sabbath Bloody Sabbath" 1973)
Po wydaniu "Vol. 4", Black Sabbath mocno rozwinęli swoje kompozycje. W nagraniach zaczęły pojawiać się skrzypce, syntezatory czy inne instrumenty klawiszowe. Tytułowy kawałek z "Sabbath Bloody Sabbath" to chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych metalowych riffów wszech czasów. W utworze Ozzy porusza temat autodestrukcyjnych zachowań, zła i agresji, jak tłumaczył basista Geezer Butler, dla niego była to opowieść o doświadczeniach zespołu, czasach dobrych i złych oraz przestroga dla tych, którzy niepotrzebnie zadzierali z Black Sabbath.
"N.I.B." ("Black Sabbath", 1970)
Utwór pochodzący z debiutanckiego krążka Black Sabbath opowiada specyficzną historię o szatanie, który zakochuje się i staje się lepszą osobą. Co ciekawe, fani przez lata próbowali odszyfrować, jakie słowa skrywa tytułowy kryptonim. Wielu spekulowało, że oznacza to "Nativity In Black", jednak później Geezer Butler wyjaśnił, że odnosił się on do koziej bródki Billa Warda, która przypominała mu stalówkę pióra (z ang. "nib of a pen").
"Into The Void" ("Master Of Reality", 1971)
Płyta "Master Of Reality" wyznaczyła nowy standard ciężkiego grania. Nisko zestrojone gitary stały się nie tylko podwalinami wspomnianego już stoner metalu, ale były także źródłem ogromnego mroku. W połączeniu z tekstem o człowieku uciekającym z Ziemi w dystopijnej przyszłości, Black Sabbath byli w stanie stworzyć niepokojący klimat idealnie kontrastujący z warstwą muzyczną, zabierając słuchacza w podróż w nieznane.
"Children Of The Grave" ("Master Of Reality", 1971)
Galopujący rytm w "Children Of The Grave" stał się z kolei motywem dość powszechnie przewijającym się w tzw. Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu. Nie był to też pierwszy raz, gdy zespół poruszał temat wojny. Tekst napisany przez Geezera Butlera do dziś pozostaje wyjątkowo aktualny, nawołując do zaprzestania bezsensownej walki i straszenia się nawzajem bronią atomową.
"Paranoid" ("Paranoid", 1970)
Zespół kończył już pisanie swojego drugiego krążka, który wtedy jeszcze nosić miał tytuł "War Pigs". Producent Rodger Brian zasugerował grupie, że na albumie powinien znaleźć się jeszcze jeden utwór. Gdy pozostali muzycy rozeszli się na lunch, Iommi zaczął komponować coś, co stało się jednym z największych, jeśli nie największym metalowym hitem wszech czasów. Black Sabbath początkowo nie zachwycali się specjalnie szybko nagranym kawałkiem, ale wytwórnia naciskała, by stał się on utworem tytułowym i prowadzącym singlem. Zaledwie kilka miesięcy później świat absolutnie oszalał na ich punkcie.
"War Pigs" ("Paranoid", 1970)
Choć muzycznie Black Sabbath trzymali się daleko od popularnych w tamtym czasie ruchów hipisowskich, zgodni byli co do jednego - zaprzestania wojen. Początkowo "War Pigs" nosiło nazwę "Walpurgis" i poruszało tematy okultystyczne, z czasem utwór wyewoluował jednak do wielkiego politycznego dzieła krytykującego konflikt w Wietnamie.
"Iron Man" ("Paranoid", 1970)
Słynny zniekształcony głos słyszany na początku utworu to w rzeczywistości Ozzy, mówiący przez kręcący się metalowy wiatrak. Kompozycja uwielbiana przez zdecydowaną większość zespołów doom metalowych opowiada o podróżniku w czasie, który zobaczył zbliżającą się apokalipsę. Wracając, by ostrzec ludzkość wpada w burzę magnetyczną i zamienia się w niemą, żelazną postać. Ludzie na ziemi nabijają się z niego, a narastająca złość i frustracja zmienia się w chęć zemsty. Czy istnieje coś bardziej metalowego?
"Black Sabbath" ("Black Sabbath", 1970)
Piosenka, która całkowicie zmieniła bieg muzyki. 17-letni Tony Iommi w wyniku wypadku w pracy stracił opuszki palców. Incydent znacząco wpłynął na jego styl grania, który połączony z mrocznym klimatem i estetyką skradł serca słuchaczy na całym świecie. Ozzy będąc jeszcze w Earth ćwiczył z zespołem nieopodal kina w Birmingham. Słysząc sugestię, że ludzie wybierający się na horrory, mogliby być zainteresowani posłuchaniem strasznej muzyki, muzycy postanowili wypełnić niszę i zapożyczając nazwę od włoskiego horroru z Borisem Karloffem, zdrodziło się Black Sabbath!








