Unknown Mortal Orchestra w Gdańsku. Psychodeliczny trans w środku osiedla [RELACJA]
Koncert Unknown Mortal Orchestra w Starym Maneżu okazał się doświadczeniem znacznie bardziej wymagającym, niż mogliby przypuszczać ci, którzy pojawili się tam z czystej ciekawości. Nowozelandzka grupa dowodzona przez Rubana Nielsona zaprosiła publiczność w psychodeliczną podróż pełną długich instrumentalnych napięć, dusznej atmosfery i cięższych aranżacji znanych utworów. Wieczór otworzył natomiast znacznie bardziej bezpośredni i emocjonalny występ Seana Solomona.

Stary Maneż to dość specyficzny punkt na mapie Gdańska. Sala koncertowa znajduje się w samym środku dużego osiedla, które właściwie funkcjonuje jak małe miasto. Mieszkańcy mają tu wszystko pod ręką: fryzjera, restauracje, ściankę wspinaczkową, a przy okazji także miejsce, w którym regularnie odbywają się koncerty.
Można było więc odnieść wrażenie, że spora część widowni pojawiła się tam trochę "przy okazji". I chyba właśnie dlatego momentami widać było na twarzach lekką konsternację. Muzyka Unknown Mortal Orchestra nie zawsze jest łatwa w odbiorze - brak stałego rytmu, długie instrumentalne fragmenty budujące napięcie i dość duszna, przytłaczająca atmosfera mogą być dla niektórych sporym zaskoczeniem.
Sean Solomon. Kameralny wstęp z animacjami
Wieczór otworzył Sean Solomon i trzeba przyznać, że zrobił naprawdę świetną robotę. Na scenie pojawił się młody chłopak z gitarą i małym telewizorkiem, na którym wyświetlał własne animacje oraz rodzinne nagrania.
Solomon dużo rozmawiał z publicznością i szybko złapał z nią kontakt. Jego piosenki były proste, surowe, momentami zahaczające o folk-punk. W trakcie występu z dumą ogłosił też, że w jednej czwartej jest Polakiem, co oczywiście spotkało się z entuzjastyczną reakcją sali.
Styl jego animacji może wydawać się znajomy fanom UMO - to właśnie Solomon jest autorem teledysku do utworu "Necessary Evil". Sean odwołał się do komentarzy, że kopiuje styl zespołu - na szczęście podchodzi do tego z dużym dystansem i poczuciem humoru. Trudno nie polubić kogoś, kto z taką swobodą potrafi opowiadać o swojej twórczości.
Czerwone światła, dym i sylwetki za mgłą
Po tym bardzo "swojskim" wstępie nastąpiła nagła zmiana energii. Scenę wypełnił gęsty dym, przez który przebijały pulsujące czerwone światła. Za tą mglistą ścianą dało się zobaczyć właściwie tylko sylwetki muzyków z Unknown Mortal Orchestra.
Całość sprawiała wrażenie trochę niedostępnej - jakby zespół celowo chował się za woalem i nie chciał do końca pokazać się publiczności.
Muszę przyznać, że momentami brakowało mi kontaktu z widownią. Z drugiej strony łatwo zrozumieć, dlaczego go nie było - muzycy wyraźnie chcieli wprowadzić publiczność w pewien rodzaj transu i nie przerywać go rozmowami.
Koncert szybko zamienił się w coś na kształt hipnotyzującej ściany dźwięku. Było psychodelicznie, momentami mrocznie, ale co jakiś czas pojawiały się też bardziej melodyjne fragmenty.
Momentami trudno było nawet wyczuć, kiedy kończy się jeden utwór, a zaczyna kolejny. A gdy ktoś przyszedł nastawiony na taneczne momenty w stylu "Hunnybee", mógł się nieźle zdziwić, bo zamiast tego pojawiły się cięższe, bardziej przytłaczające momenty jak przy "DEATH COMES FROM THE SKY" czy "Nadja".
Koncertowe aranżacje były zdecydowanie cięższe niż te znane z płyt. Ta duszna, lekko dysocjacyjna aura była tak intensywna, że po koncercie można było wyjść z lekkim bólem głowy. Ale jednocześnie trudno odmówić temu doświadczeniu pewnej siły - to był jeden z tych występów, które całkowicie wciągają słuchacza w swój świat.
Nawet przypadkowy koncert może coś dać
Wracając jeszcze na chwilę do samego miejsca - mieszkańcy tej części miasta naprawdę mogą zazdrościć sobie takiej przestrzeni koncertowej pod domem. Stary Maneż regularnie gości zarówno lokalnych artystów, jak i światowe nazwiska.
I nawet jeśli ktoś trafia tam zupełnie przypadkiem, to zwykle wychodzi bogatszy o jakieś doświadczenie. Może o nowy ulubiony zespół, może o ciekawą historię, a może po prostu o koncert, którego długo nie będzie w stanie zapomnieć. W najgorszym wypadku zostaje przynajmniej dobra anegdota. A to też już coś.





![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)




![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)