Robbie Williams w Krakowie: Please, entertain me [RELACJA]
Nie był to mój pierwszy koncert Robbiego Williamsa, wiedziałam więc, że się nie zawiodę. A nawet oprócz rozrywki i solidnie wykonanej muzyki, których oczekiwałam, dostałam więcej, bo też trochę łez - i tych ze wzruszenia, i ze śmiechu. I jeszcze mantrę do powtarzania sobie codziennie rano.

Pierwszy raz Robbiego Williamsa na żywo zobaczyłam na Mad Coolu w Madrycie, w 2023 roku. Pisałam wtedy w relacji, że "pewnie gdybym była nastolatką, kiedy on miał 20-kilka lat, miałabym jego plakat nad łóżkiem". Oh, stop it! Ja mam 27, on 51 i chcę ten plakat! Forma wciąż wspaniała, a może nawet lepsza. I zanim mi ktoś zarzuci, że poszłam na koncert, a piszę o wyglądzie, to przecież dla Robbiego wygląd jest istotny, więc czułam się w kronikarskim obowiązku to napisać.
Do meritum. Zaczęliśmy od trochę katastroficznego przesłania o AI i krótkich filmikach z TikToka zalewających przemysł rozrywkowy, natomiast skończyliśmy pozytywnie tym, że nie możemy i nigdy nie będziemy mogli obejść się bez czynnika ludzkiego. I że jest oto entertainer (przepraszam, nie wiem, jak to przetłumaczyć na polski. Artysta estradowy?), a jego imię brzmi: Robbie Williaaaaaaams.
O dziwo po tym nie usłyszeliśmy "Let Me Entertain You", bo to było na drugim miejscu setlisty. Na start dostaliśmy wydane w tym roku "Rocket" z Tonym Iommim. Były flagi, iskry, bębny, dęciaki, tancerki, Robbie latający nad sceną... Bo w trakcie piosenki wszedł na kilkunastometrowy (tak na oko) podest i rzucił się z niego, lecąc głową w dół. Trochę przerażające, bardzo spektakularne. A to dopiero pierwsza piosenka.
"Tęskniliście? Oczywiście, że tęskniliście! Patrzcie, Robbie Williams wrócił do Krakowaaaa! Moim marzeniem jest bycie najlepszym entertainerem (serio nie mam na to polskiego słowa) na tej planecie. Będę robił takie rzeczy jak Michael Jackson. Ale nie wszystkie, spokojnie!" - mówił do naprawdę licznie zebranej publiczności.
Później pośpiewaliśmy trochę klasyki w stylu "Song 2", "Seven Nation Army" i "Livin' on a Prayer", a następnie "Monsoon" zaśpiewany z mikrofonem trzymanym jak Freddie Mercury i zejściem do publiczności, żeby poprzytulać fanki, które prawdopodobnie po tym już nigdy się nie umyją, a przynajmniej nie wypiorą ubrań z koncertu. Wokalista pożartował też coś o fance, z którą spędził noc w latach 90. i teraz spotkał ją w pierwszym rzędzie na publiczności, ale ledwo poznał, bo ma teraz brodę. "Te oczy rozpoznam wszędzie" - stwierdził, wskazując na jednego z fanów. Bo w ogóle Robbie mówił dużo. Ale tak naprawdę dużo. Przy czym albo śmiesznie - "Jak patrzę na was, to przypominam sobie, dlaczego to robię. Nie dla chwały. Nie dla pieniędzy. Po prostu mam czwórkę dzieci i chciałem wyjść z domu" - albo mądrze - przytaczając słowa żony, która powiedziała mu kiedyś, że niepokój, który Robbie odczuwa, jest zawsze o przyszłość, a powinien się skupić na tym, co robi obecnie - więc to zupełnie nie przeszkadzało.
O rodzinie też mówił dużo. "Zanim się pojawili, byłem zagubiony, nie wiedziałem, co robię na tej planecie. Robiłem rzeczy, robiłem to nawet z sukcesami, ale byłem kompletnie zagubiony" - to był wstęp do piosenki "Love my life". Tekstowo pięknej i z mantrą, którą każdy chyba powinien sobie powtarzać codziennie rano przed lustrem: "Kocham swoje życie / Jestem silna / Jestem piękna / Jestem wolna / Kocham swoje życie / Jestem cudowna / Jestem niezwykła / Jestem sobą". Potem była rozmowa z 17-letnim sobą i nie, tym razem nie miałam ciarek żenady, jak po którymś Opolu, kiedy ludzie gadali ze swoimi hologramami, bo Robbie był w tym wszystkim zabawny. To z kolei była zapowiedź "Strong".
No, a przed koncertem odbyłam rozmowę o tym, że "eee, setlista bez 'Supreme'". "Tego miało nie być w setliście, dopóki ktoś mi nie powiedział, że w Polsce to jest bardzo popularne" - powiedział Robbie, po czym zagrał "Supreme". Dziękuję, czuję się podsłuchana i wysłuchana również. Był też konkurs z Thomem z The Lottery Winners, czyli zespołu supportującego - Thom Rylance grał piosenki Williamsa akustycznie, Robbie śpiewał, a publiczność miała dokończyć. Ale polskiej publiki nie zagniesz żadnym tam "Candy". No nie zagniesz. W setliście znalazły się też m.in. "Something Beautiful", "Millennium" czy… "New York, New York" Sinatry po przebraniu się z dresu w gustowny różowy garnitur.
Przy przedstawianiu zespołu dostało się nam jeszcze po kawałku m.in. "Sweet Child O' Mine" (po niedawnym koncercie G'n'R fajnie było to usłyszeć z ust kogoś, kto wyciąga), "I Love Rock'n'Roll", "Yesterday", "YMCA", "Final Countdown", "Sweet Dreams (Are Made Of This)" albo "Hey Jude". Robbiego Williamsa śpiewającego to wszystko nie było w moim bingo, ale wiadomo już, kto by ze mną najdłużej wytrzymał na karaoke.
"She's the One" poprzedziła rozmowa z wybraną z tłumu Marią z Tarnowskich Gór, której gwiazdor dedykował piosenkę. Maria to się teraz powinna sama oprawić w gablotkę. Ja bym tak zrobiła, gdybym przez tyle czasu przytulała Robbiego Williamsa. Usłyszeliśmy też "My Way", przed którym Williams opowiedział o rodzicach, babci, teściowej i o tym, jak kiedyś tata powiedział mu: "Bóg stworzył mnie całkiem niezłym, ale ciebie najlepszym na świecie". Chyba pierwszy raz słyszałam tę piosenkę wykonaną bez tej przejmującej melancholii. Zaśpiewał gość, który zdobył świat, nadal się tym jara i spędza wtorkowe wieczory w Polsce na pokazywaniu fanom zdjęć swojej rodziny. Wszyscy mieli trochę łzy w oczach, a ja mam nawet pisząc to, bo to wspaniałe, kiedy ktoś wydaje się tak spełniony. Mam nadzieję, że to nie tylko pozory.
Na bis Robbie wyszedł jeszcze cały na biało i zaśpiewał "Feel" i "Angels". Naprawdę, można nie być fanem tej muzyki, bo wiadomo, że gust każdy ma swój, ale trzeba docenić dobrze przygotowany koncert i utrzymywaną od lat radość z grania. Po pierwszym koncercie Williamsa życzyłam sobie zobaczyć go na żywo jeszcze raz i życzę sobie tego nadal. Najlepszy wtorek w tym roku.
Organizatorem koncertu było Live Nation Polska.









![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)




![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)