Polo & Pan w Warszawie: You know you're always on my mind [RELACJA]
To dość zabawne, że przed tym koncertem słyszałam dwie zupełnie skrajne opinie: albo googlowanie, kim w ogóle są ci ludzie, albo "Wooow, Polo & Pan, uwielbiam ich!". Zupełnie nic pomiędzy. Ale nawet ci, którzy nie znali ich wcześniej, a przypadkiem znaleźli się w Progresji, szybko dali się przekonać, że ten duet jednak warto znać.

Zacznijmy od tego, że Polo & Pan, to Paul Armand-Delille (czyli Polocorp aka Polo) i Alexandre Grynszpan (aka Peter Pan albo po prostu Pan). Spotkali się w 2012 roku i niedługo później zaczęli działać wspólnie, początkowo miksując istniejące już piosenki, a później tworząc autorskie kawałki.
Albo nie, zacznijmy od tego, że wydarzenie otworzył duet Duszne Granie, czyli Łukasz Kowalka i Hubert Grupa. Czy też, jak sami mówią "duet dziennikarsko-promotorsko-didżejski", który dobrze mogą znać bywalcy poznańskich Rewirów. Już na ich występie pod sceną zebrał się pokaźny tłum, z początku może trochę nieśmiały, ale przełamanie się do tańczenia nie zajęło długo. Sami podsumowali ten wieczór słowami "What a ride!".
Po dwóch godzinach oddali miejsce gwiazdom wieczoru, które poprosiły jeszcze publiczność o zupełnie zasłużone oklaski dla polskich DJ-ów. Miły gest. Polo & Pan wystartowali równo o północy i wystarczyła ręka podniesiona na "cześć", żeby polska publiczność dosłownie oszalała. Skończyło się stanie w kolejkach do baru, łazienki i siedzenie przy stolikach. Tańczmy!

Przyznaję, że nie jestem wybitnie klubowym człowiekiem, a wręcz nie byłam potańczyć w klubie mniej więcej od studiów, czyli dobrych kilku lat. Natomiast to połączenie elektroniki z inspiracjami z całego świata nie pozwala na stanie w miejscu nawet najbardziej nieruchliwym egzemplarzom. Choćby się człowiek opierał. Choćby sobie obiecał, że tylko tak lekko pokiwa głową.
Bo stój sobie spokojnie przy takim "Dorothy" czy "Nanã" (zdecydowanie jeden z moich faworytów) albo wyrzuć potem z głowy "You know you're always on my mind" z "Summer Is Almost Over".
Panowie nie odezwali się słowem przez cały set, ale wystarczyło chwilę posłuchać, jak sami się bawią, żeby poczuć się jak na imprezie ze znajomymi. I jeśli takie klimaty kojarzą wam się z dusznymi klubami, to tutaj raczej była brazylijska plaża w środku ciepłej nocy. W zapowiedzi koncertu napisane było, że Polo & Pan "przesuwają granice French Touch, tworząc atmosferę pełną światła, emocji i tanecznej euforii, której potrzebujecie zimą". Totalnie to.
Wydarzenie zamknęła LuLu Malina, choć trzeba niestety przyznać, że sporo osób już tego nie usłyszało. Może z drugiej strony trudno się dziwić? W końcu była 2:30, a my nie mamy już po 17 lat.



![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)


![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)



