Męskie Granie 2025 we Wrocławiu: dzień drugi. Publiczności puściły hamulce [RELACJA]
Za nami drugi dzień festiwalu Męskie Granie we Wrocławiu. W sobotę, 2 sierpnia, na scenach zaprezentowali się m.in. Natalia Szroeder, Igo, Cinnamon Gum, Sistars czy Brodka. Na koniec wieczoru publiczność doświadczyła koncertu Orkiestry Męskiego Grania 2025, podczas którego nie zabrakło kosmicznej energii i kultowych przebojów w całkowicie nowych aranżacjach. Choć na finale nastąpiło załamanie pogody, ściana deszczu nie przeszkodziła festiwalowiczom w dumnym odśpiewaniu tegorocznego hymnu "To bardzo ziemskie". Co jeszcze działo się drugiego dnia imprezy?

Trwa 16. edycja Męskiego Grania, które w ten weekend zawitało do Wrocławia. Drugiego dnia festiwalu na Polach Marsowych zebrał się dwa razy większy tłum niż dzień wcześniej - wszystko za sprawą finałowego koncertu Orkiestry, na który wszyscy czekali. Zanim jednak dotrwaliśmy do zakończenia, po drodze odbyło się sporo ciekawych koncertów i miało miejsce niemałe załamanie pogody. Już od pierwszych chwil widać było, że uczestnicy przygotowani są na najgorsze - kalosze można było ujrzeć na nogach co drugiej osoby, a w rękach wszyscy nosili parasole albo płaszcze. Kilka godzin później okazało się, że były one prawdziwym ratunkiem.
Jako pierwsza na Głównej Scenie wystąpiła Natalia Szroeder, która zachwyciła mnie swoją pozytywną energią. Witanie uczestników festiwalu i bycie pierwszym koncertem w harmonogramie nigdy nie jest łatwe, jednak artystce udało się wyjść z tego cało. Swoim melodyjnym głosem i prostymi refrenami zachęciła wszystkich do wspólnego tańca oraz śpiewania. "Wrocław, byliście zjawiskowi, fenomenalni, wspaniali i jedyni w swoim rodzaju" - podsumowała Natalia, schodząc ze sceny.
Cinnamon Gum został moim odkryciem Męskiego Grania 2025
Tuż po występie piosenkarki na Scenie Ż miał miejsce koncert, który nazwałabym moim odkryciem tegorocznego Męskiego Grania. Już przy okazji innego festiwalu miałam plan wybrać się na występ Cinnamon Gum, jednak plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać i nie dane mi było wówczas doświadczyć tego widowiska. Tym razem nic nie stanęło mi na przeszkodzie - i bardzo dobrze.
Cinnamon Gum zaserwował show kompletny. Jego funkowo-soulowe melodie sprawiły, że całkowicie odpłynęłam. Z błogością wsłuchiwałam się w kolejne dźwięki, które serwowali mi muzycy, jednocześnie z przyjemnością obserwując chórek, który zrobił ogromną robotę przy tym występie. Choć frontman zespołu może pochwalić się charyzmą i mocnym głosem, to dwie chórzystki, stojące po prawej stronie sceny, przyciągały największą uwagę i wzbogacały każdy utwór o dodatkową warstwę wokalną. Nawet stylizacje muzyków dopasowane były kolorystycznie i tworzyły spójną całość. W tle wyświetlał się napis "The Cinnamon Show", który wprowadzał retro klimat.

O godzinie 18:40, gdy większość uczestników festiwalu postanowiła zasiąść na trawie i coś zjeść, na Scenie Głównej pojawił się John Porter z projektem "Helicopters'45", którym świętuje obecnie 45-lecie swojej legendarnej płyty. Krążek uważany jest za jedno z najważniejszych wydawnictw polskiego rocka z początku lat 80., więc powrót do kultowych piosenek wprowadził niepowtarzalny klimat na Polach Marsowych. "Hello Wrocław! Jak się mamy?" - przywitał uczestników gwiazdor, zachęcając do wspólnej zabawy.
Sam John sprawiał wrażenie, jakby te ponad cztery dekady wcale nie minęły. Doskonale bawił się na scenie w rytm własnych piosenek, a gdy tylko odłożył gitarę na bok, tańczył i skakał tak, jakby jutra miało nie być. "Jestem szalony Johnny! Crazy" - wykrzyczał ze sceny przy okazji jednego z utworów, a publiczność była zachwycona jego energią. Wszyscy, którzy zgromadzili się pod sceną, klaskali i skakali, a ci, którzy zasiedli na kocach nieco dalej, mimo wszystko kołysali się w rytm rockandrollowych melodii.
Kolejnym koncertem, który odbył się na Scenie Ż był projekt specjalny "Tribute to Mira Kubasińska", stworzony przez Ofelię oraz Kubę Więcka. Artyści zaprosili do współpracy muzyków takich jak Hania Derej, Michał Aftyka czy Alan Kapołka. Wspólnie zaprezentowali utwory z repertuaru wspomnianej wokalistki oraz grupy Breakout. Hipnotyzujący głos Ofelii sprawił, że nie był to zwykły koncert, a trans, dzięki któremu widzowie mogli przenieść się do przeszłości i zobaczyć w występującej na scenie młodej piosenkarce legendarną liderkę Breakoutu. Ofelia zaprezentowała się boso, dziko skakała do melodii, które wręcz nią targały, tak jakby kierował nią duch samej Kubasińskiej. Na finał występu na scenie pojawił się gość specjalny - Piotr Nalepa, syn Tadeusza Nalepy - który zaprezentował niesamowite solo na gitarze.
Igo chętnie powraca na scenę Męskiego Grania. Nie zabrakło wzruszeń
Scenę Główną przejął następnie Igo, którego publiczność Męskiego Grania wręcz ubóstwia. Nic dziwnego - artysta maczał palce w jednych z największych hitów Orkiestr, jakie kiedykolwiek powstały ("Supermoce" oraz "Sobie i Wam"). Tym razem wokalista zaprezentował autorskie show z piosenkami ze swojego najnowszego albumu. Nie zabrakło przebojów takich jak "Cud", "Pięścią w stół" czy "Nie boli". Widać było, że energia wręcz rozpiera Igo, przez co udzieliło się to także widzom. Przez cały koncert publiczność szalała i bawili się nawet ci, którzy nie do końca zaznajomieni byli z najnowszą twórczością artysty.

Wywołany gromkimi brawami i okrzykami publiczności Igo wyszedł na bis, podczas którego zaśpiewał energetyczny hymn Męskiego Grania 2023, do którego każdy uczestnik festiwalu znał wszystkie słowa. Oprócz "Supermocy" na koniec wybrzmiała jeszcze "Helena", która pozostawiła publiczność w iście melancholijnym nastroju. Tuż przed ukłonami na telebimach po bokach sceny kamery pokazały z bliska twarz Igo, na której malowały się wielka duma i zachwyt. Widać było, że szklą mu się oczy - nic dziwnego, bowiem kto nie wzruszyłby się po tak udanym występie, przed publicznością Męskiego Grania, do której powraca od lat.
Zespół Sistars po latach powrócił do koncertowania!
O godzinie 20:45 na Scenie Ż nastąpiło wydarzenie, na które wszyscy czekali - wielki powrót zespołu Sistars. Koncert zapowiadany był jako wydarzenie niezwykle ekskluzywne, bowiem grupa nie występuje wspólnie już od wielu lat. Z okazji trasy Męskiego Grania postanowiła wrócić wspomnieniami do swojej debiutanckiej płyty "Siła sióstr", dzięki której Paulina i Natalia Przybysz dały się poznać polskiej publiczności. Wokalistki, z Bartkiem Królikiem u boku, zaprezentowały widzom wrocławskiej imprezy energetyczną mieszankę funku, rocka, R&B, a nawet hip-hopu, zabierając ich w podróż do lat 2000.
"Wrocław, tęskniliście? My tęskniliśmy za nami" - wyznała ze wzruszeniem Natalia Przybysz. "Cieszę się, że dostaliśmy to zaproszenie, bo dopiero, jak zaczęliśmy grać próbę, to zrozumiałam jak bardzo tego potrzebowałam" - dodała później wokalistka. Widać było, że siostry cieszą się ze wspólnego występu.
Podczas koncertu Sistars z nieba zaczął padać deszcz, lecz publiczność nie odpuszczała. Wierni fani zespołu tłumnie obserwowali to, co dzieje się na Scenie Ż, wyciągając parasole i szamocząc się w foliowych płaszczach przeciwdeszczowych.
Brodka zaskoczyła widzów Męskiego Grania elektronicznym występem
Tuż po występie Sistars na Scenie Głównej miał miejsce kolejny powrót. Tym razem nie po latach, a kilku ładnych miesiącach nieobecności, oczom publiczności ukazała się Brodka. "Bardzo dawno się nie widzieliśmy" - wykrzyczała artystka ze sceny. Już chwilę później dała niezwykły popis swojego przeszywającego wokalu i elektronicznych brzmień. Zagrała przekrojowy koncert, podczas którego nie brakowało starszych przebojów, takich jak "Krzyżówka dnia" czy "Ten". Wokalistka zadbała jednak o odświeżone aranżacje - każda z kultowych kompozycji brzmiała tak, jakby została napisana w najnowszej erze twórczości Brodki.
Piosenkarka niezwykle cieszyła się ze swojego powrotu - kilkukrotnie wspominała o tym, jak dobrze czuje się na scenie i dziękowała publiczności za przybycie. W pewnym momencie energia wręcz ją poniosła i Brodka zdecydowała się zrobić coś szalonego. Spontanicznie wspięła się na rusztowanie z boku sceny, skąd odśpiewała refren "Grandy". Finał na wysokości wyglądał dość ryzykownie, lecz obyło się bez niebezpieczeństw.
Męskie Granie Orkiestra 2025: publiczności puściły hamulce
Tuż po 23:00 miał miejsce koncert, którego wrocławska publiczność wyczekiwała przez cały dzień - zagrała Męskie Granie Orkiestra 2025. Natalia Przybysz, Igor Herbut, Ralph Kaminski i Błażej Król dali kosmiczny popis, po którym trudno było zejść na ziemię. W setliście uwzględniono zarówno wielkie popowe hity, takie jak "Na kolana" Kasi Cerkekwickiej czy "Jestem kobietą" Edyty Górniak, jak i rockowe przeboje sprzed lat, m.in. "Takie tango" Budki Suflera czy "Się ściemnia" Maanamu. Był także rapowy hit Grubsona "Na szczycie", nietuzinkowa wersja "Telefonów" Republiki i poruszające wykonanie "Tej samej chwili" Bajmu.
Każdy z wokalistów Orkiestry wydawał się pochodzić z nieco innej bajki. Natalia Przybysz sprawiała wrażenie natchnionej, a improwizacyjnym tańcem zapraszała widzów do swojego świata. Błażej Król, ze swoimi niepowtarzalnymi ruchami i mimiką, wprowadzał do występu nieokrzesaną energię. Igor Herbut, choć skromny, zapewniał potężną dawkę surowego rocka. Ralph Kaminski, będąc po prostu sobą, zabierał widzów prosto w kosmos, umilając im podróż swoim anielskim wokalem. Wszystko to miało jednak szansę zaistnieć wspólnie, na jednej scenie, tworząc widowisko, które trudno byłoby powtórzyć.
Pod koniec koncertu finałowego nastąpiło wielkie załamanie pogody. Wyglądało to, jak istny armagedon - z nieba lała się ściana deszczu, przez którą nawet nie było widać sceny. Gdy Orkiestra po raz ostatni śpiewała tegoroczny hymn festiwalu, publiczności puściły hamulce. Każdy przemoknięty był do suchej nitki - parasole i płaszcze nic nie zdziałały - przez co zapomniał o komforcie i wszystkim, co dookoła. Ludzie skakali i śpiewali w deszczu, rozchlapując kałuże i mając najlepszy czas w swoim życiu. Igor Herbut, sympatyzując z widzami, wychylił się na moment spod dachu sceny i wystawił język, aby połknąć kilka kropel oraz poczuć deszcz na własnej skórze.




![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)




![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)
