Ed Sheeran we Wrocławiu: taniec, pot i łzy [RELACJA]
Ed Sheeran od blisko trzech lat nieustannie koncertuje w ramach trasy "Mathematics Tour" i choć miał już okazję zawitać z tournee do Polski w 2024 r. (grając wówczas w Gdańsku), ponownie zdecydował się na odwiedziny naszego kraju. 15 sierpnia odbył się pierwszy z dwóch zaplanowanych występów brytyjskiego gwiazdora w Tarczyński Arenie we Wrocławiu. Choć niektórzy mogliby nazwać to powtórką z rozrywki, ja ponownie byłam zaskoczona energią i mocą, z jaką Ed potrafi porywać wielkie stadionowe tłumy. Taneczne hity sprawiły, że nóżka sama chodziła, a przy poruszających balladach w oku zakręciła się łezka. Co jeszcze działo się na wrocławskim koncercie?

Blisko 40-stopniowy upał nie zatrzymał potężnych tłumów kierujących się w piątkowe popołudnie w stronę Tarczyński Areny we Wrocławiu. 15 sierpnia 2025 r. odbył się ósmy koncert Eda Sheerana w Polsce, a fani wciąż nie są znudzeni obecnością brytyjskiego specjalisty od romantycznych piosenek w naszym kraju. Obiekt wypełnił się po brzegi - trudnością było znalezienie choć jednego wolnego krzesełka na trybunach, a na płycie robił się spory ścisk. Wszyscy czekali na to, by ponownie móc potańczyć w rytm największych radiowych hitów i wzruszyć się przy okazji kultowych ballad.
Zanim gwiazda wieczoru pojawiła się na scenie, publiczność miała okazję usłyszeć aż trzech artystów, występujących w roli supportu. Jako pierwszy zagrał zespół BeMy, który już kiedyś był gościem specjalnym podczas koncertów Eda Sheerana. Grupa zaskoczyła widzów polsko-francuskimi wersjami kultowych przebojów, takich jak "Lubię wracać tam gdzie byłem" Zbigniewa Wodeckiego czy "Co mi Panie dasz" Bajmu, a także wykonała kilka autorskich kompozycji. Świetnie sprawdzili się jako zespół rozgrzewający tłum.
Tuż po nich na scenie pojawiła się amerykańska wokalistka Tori Kelly, która zaserwowała wrocławskiej publiczności sporą dawkę popisów wokalnych. Zaśpiewała zarówno kilka własnych piosenek, jak i covery, wśród których znalazła się kultowa kompozycja Steviego Wondera "Don't You Worry 'bout a Thing". Ostatnim supportem był brytyjski muzyk Myles Smith. Zaprezentował widzom gitarowe utwory, do których nie sposób było się nie kołysać. Na koniec zaserwował swój wielki przebój "Stargazing (Take My Heart Don't Break It)", który wybrzmiał w stadionowych okolicznościach z podwójną mocą.
Ósmy koncert Eda Sheerana w Polsce! Co działo się na Tarczyński Arenie we Wrocławiu?
Ed Sheeran pojawił się na scenie punktualnie o 20:00, po wcześniejszym odliczaniu wyświetlanym na telebimach. Już od pierwszych sekund widać było, że naładowany jest pozytywną energią i z chęcią podzieli się nią z publicznością. Dzięki okrągłej scenie każdy jego ruch był doskonale widoczny dla wszystkich uczestników koncertu. Ed perfekcyjnie wykorzystał tego typu scenerię i od samego początku biegał w kółko z gitarą, aby z pewnością zadowolić stojących w każdym miejscu fanów.
Brytyjczyk powitał Polaków swoim kultowym przebojem "Castle on the Hill", który wywołał we mnie nutę nostalgii. Energicznie uderzał w struny gitary, przez co chwilami bałam się, że instrument może nie dożyć końca występu. Publika wyśpiewała refren w niebogłosy, aby już za chwilę dać się zszokować wystrzałowym "BLOW", podczas którego artysta zadbał o zjawiskowe efekty pirotechniczne. Po rockowym kawałku przyszedł czas na wielki hit 2021 r. - "Shivers".
W setliście uwzględniono zarówno starsze kawałki, takie jak "Lego House", "You Need Me, I Don't Need You" czy "Don't", jak i jedne z najnowszych kompozycji Sheerana, m.in. "Old Phone", "Azizam" czy "Sapphire". Choć publika najlepiej bawiła się do niedawno wydanych piosenek, przy okazji kultowych hitów sprzed lat z pierwszych rzędów pod sceną dobiegały głośne okrzyki i widać było, że wierni fani piosenkarza wciąż uwielbiają numery, dzięki którym zyskał popularność.

Choć upał doskwierał widzom przez cały czas trwania wieczornego koncertu głównej gwiazdy, spora część osób chwilami zapominała o gorącu i tańczyła oraz skakała przy energicznych piosenkach. Ed Sheeran słynie jednak ze swoich niezwykle poruszających ballad, których teksty potrafią wzruszyć do łez - nie zabrakło więc "Photograph" czy "Give Me Love", przy których niektórym słuchaczom zaszkliły się oczy.
Na setliście znalazła się także poruszająca kompozycja "The A Team", którą wokalista napisał blisko 15 lat temu. Zapowiadając piosenkę wyznał, że tworząc ją, nie przypuszczał nawet, że będzie miał kiedyś okazję grać dla wielotysięcznej publiczności na stadionie. "Wtedy myślałem, że będzie to moja pierwsza, a zarazem ostatnia piosenka" - podkreślił artysta.
Napisał piosenkę w hołdzie zmarłemu przyjacielowi. Publiczność we Wrocławiu była poruszona
Później Ed zagrał jeszcze jedną sentymentalną balladę - "Eyes Closed" - dedykowaną swojemu zmarłemu kilka lat temu przyjacielowi. Wspomniał wówczas o tym, jak ważna jest to dla niego piosenka. Widać było, że dla sporej liczby słuchaczy usłyszenie poruszającego utworu na żywo było doświadczeniem niemalże oczyszczającym. Jak stwierdził sam gwiazdor - każdy w swoim życiu stracił chociaż jedną bliską osobę, a dzięki tej piosence mógł poczuć się choć odrobinę mniej samotnie.
Na Tarczyński Arenie we Wrocławiu nie zabrakło ognia i fajerwerków, które dopełniały show brytyjskiego wokalisty. Podczas niektórych piosenek publiczność stawała się elementem scenografii, odpalając na swoich telefonach latarki, tworząc w ten sposób morze światełek. Ed nieustannie zachęcał do wspólnej zabawy i jednoczenia się w muzyce. Motywował ludzi do śpiewania, klaskania i machania rękami w rytm przebojów.
Na koncercie Eda Sheerana we Wrocławiu nie zabrakło gości specjalnych
W pewnym momencie na scenie dołączyła do niego Tori Kelly, którą wrocławscy widzowie mieli okazję usłyszeć kilka godzin wcześniej. Artystka ponownie ukazała się oczom publiczności, aby wykonać wspólnie z gwiazdą wieczoru kawałek "I Was Made for Loving You". Później Ed Sheeran wspomniał także o innym ze swoich supportów - zespole BeMy. Docenił muzyków i opowiedział publiczności ciekawą historię o tym, jak lata temu miał okazję być współlokatorem braci Rosinskich współtworzących polsko-francuską grupę.
W połowie całego show na scenie pojawiła się jeszcze jedna gościni specjalna - Niamh Dunne. Irlandzka artystka folkowa zachwyciła słuchaczy swoją niezwykle energetyczną grą na skrzypcach. Akompaniowała Edowi przy okazji dwóch utworów - "Galway Girl" oraz "Nancy Mulligan".
Gdy show dobiegał końca, brytyjski gwiazdor zszedł na chwilę ze sceny, aby powrócić na nią przebrany w czerwoną koszulkę z godłem Polski. Choć przez cały koncert dumnie nosił dedykowany t-shirt z napisem "Wrocław" na przedzie, przy okazji ostatnich piosenek postanowił docenić cały nasz kraj. Widać było, że artysta chętnie wraca, aby bawić się z Polakami na stadionach.
Ed Sheeran zwrócił się do Polaków. "Bardzo to doceniam"
Ed podziękował widzom za to, że w piątkowy wieczór zdecydowali się wybrać właśnie na jego występ. "Grałem kiedyś w całkiem pustych salach, więc to naprawdę wyjątkowe uczucie móc stanąć tutaj przed 50 tysiącami ludzi. Wiem, że pójście na koncert wiążę się z wysiłkiem. Musieliście walczyć o bilety na stronach, które się zawieszają, potem dojechać, stać w kolejce do wejścia, w tłumie i upale. Dlatego bardzo to doceniam" - mówił ze sceny.
Na bis artysta zdecydował się zaśpiewać jedne ze swoich największych przebojów - "You Need Me, I Don't Need You", "Azizam", "Shape of You" oraz "Bad Habits". Choć było niezwykle gorąco, a buchające ognie sprawiały, że ludziom coraz bardziej świeciły się czoła od potu, słuchacze włożyli całe swoje serca, aby odśpiewać ostatnie refreny z Sheeranem w niebogłosy. Na sam koniec nad sceną pojawiły się kolorowe fajerwerki, a wokalista uniósł gitarę wysoko nad swoją głowę, żegnając się z polską publicznością. Ed kolejny raz udowodnił, że potrafi stworzyć dopracowane i widowiskowe show - zabawił, zaprosił do tańca, wywołał łzy, jednocześnie zabierając tłum w sentymentalną podróż przez wszystkie lata swojej kariery.





![Przebiśniegi: "Z wnętrza, które chce się odezwać" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJMKFJTI1N71M-C401.webp)



